Cracovia entuzjastycznie witana przez nadzwyczaj licznie zebraną publiczność. Grę rozpoczyna Ł. K. S. grając przeciwko wiatrowi. Ł. K. S. w pełnym składzie, Cracovia bez Szperlinga nie pokazała tego, czegośmy się po niej spodziewali, szczególnie po ostatnio odniesionych sukcesach w Budapeszcie. Przez całe 30 m. gra toczy się żywem tempem na obu połowach, dopiero w 32 min. z winy obrońcy Ł. K. S. Pokrowskiego, który tego dnia nadzwyczaj słabo grał, uzyskuje Kotapka pierwszą bramkę. Pierwsza połowa kończy się 1:0 na korzyść Cracovii. Po przerwie Ł. K. S. przebija się przez pomoc, mija Gintla, bramkarza, który niefortunnie wylatuje i przestrzeliwuje. W 9 min. Kotapka uzyskuje 2 następnie 3 z karnego. Wreszcie 4 bramka również z karnego strzelona przez Gintla. Jak widać z rezultatu, Cracovia nie bardzo się popisała, mały ten jednak stosunkowo rezultat przypisać należy nadzwyczaj ofiarnej grze Ł. K. S. który tego dnia przewyższył siebie.
Drużyna krakowska wystąpiła bez
Sperlinga, którego zastąpił
Nowak (z juniorów), gracz technicznie dobry, lecz jeszcze bardzo słaby. Reszta wprost wspaniała. Podziwiać można było rutynę i ekonomię sił u tych wytrawnych graczy. Były momenty, zwłaszcza po pauzie, że każdy z nich pracował za dwóch, a zdawało się, że prawie stoi w miejscu. Ponieważ wszyscy posiadają znakomitą technikę, a przeciwnik nigdy nie wie, gdzie padnie piłka po stopingu i komu będzie podaną, przeto gracze łódzcy musieli bieganiem nadrabiać swe braki. Najsłabszą częścią Cracovii była lewa strona ataku; dlatego wszystkie prawie swe akcje przeprowadzała prawą stroną, co jej szło tym łatwiej, że lewy pomocnik
Ł. K. S trzymał się zanadto w środku (taktyczny błąd) i nie obstawiał wcale
Mielecha.
Ł. K. S. miał swój najlepszy dzień w obecnym roku; takiej ambicji i pracowitości w całej drużynie nie widzieliśmy nigdy dotychczas. Atak pracował w ramach swej umiejętności dobrze - przyczem lewą strona była znacznie lepszą od prawej. - Pomoc, zwłaszcza środkowy Otto, najlepszy jak zwykle w drużynie, pracowała niezmordowanie. Piotrowski w obronie unicestwił wiele niebezpiecznych ataków; miał tylko to nieszczęście, że z jego poniekąd wini Cracovia zdobyła 2 bramki. Bramkarz nie zespół niczego.
Grę zaczyna Ł. K. S., który mimo że ma wiatr przeciw sobie, podchodzi dość często pod bramkę przeciwnika i długo broni się umiejętnie i skutecznie. Dopiero w 33 min. Kotapka, wyzyskawszy błąd Piotrowskiego, strzela pierwszą bramkę dla swoich barw.
Po zmianie bramek sytuacja zmieniła się znacznie na niekorzyść
Ł. K. S. Cracovia bowiem ma teraz bezwzględną przewagę; prócz kilku nielicznych wypadów łodzianie są w defensywie. Cracovia zdobywa dalsze trzy bramki, a to w 15 min. przez
Kotapkę z kombinacji
Mielech-
Kałuża-
Kotapka, a dwie ostatnie w 25 i 34 min. z rzutów karnych (za uderzenie piłki ręką), strzelonych przez
Kotapkę i
Gintla,
Ł. K. S. miał przez cały czas gry tylko dwie sposobności do zrobienia bramki: przed pauzą przez Langego, i w drugiej połowie przez Kowalskiego (24 min.). ostatnie 10 minut gra Cracovia bez
Mielecha, mimo to atakuje do końca. Rzutów narożnych 6:1 dla Cracovii. Gra nadzwyczaj poprawna. Sędzia p. Szyc z Poznania nie stał na wysokości zadania. Publiczności zebrało się około 4.000, ilość, jak na stosunki łódzkie, rekordowa. Zachowanie się niedorostków wobec sędziego po zawodach zasługuje na surową krytykę.