1929-10-27 Cracovia - Polonia Warszawa 5:2

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia

50. mecz Cracovii w ekstraklasie.



Trener:
Viktor Hierländer
Liga , 22 kolejka
Kraków, niedziela, 27 października 1929, 11:30

Cracovia - Polonia Warszawa

5
:
2

(3:1)




Trener:
Josef Wilhelm Steyskal
Skład:
Otfinowski
Lasota
Piekarz
K. Seichter
Chruściński
T. Zastawniak
Kubiński
S. Malczyk
Kałuża
Kossok
Sperling

Ustawienie:
2-3-5

Sędzia: Adolf Słomczyński z Sosnowca
Widzów: 3 000

Grafika:gol.gif Bramki
Kubiński (6')

Kubiński (36')
S. Malczyk (42')
Kubiński (52')

Kossok (88')
1:0
1:1
2:1
3:1
4:1
5:1
5:2

Suchocki (20')



M. Ałaszewski (85')
Skład:
S. Kisieliński (46' Olewski)
Miączyński
J. Bułanow
B. Seichter
Hyla
Nowikow
Zimowski
Szczepaniak
Suchocki
M. Ałaszewski
Krygier

Ustawienie:
2-3-5


Ciekawostki

Bracia Bolesław i Kazimierz Seichterowie rywalizowali po raz drugi [1], ale jeszcze nie ostatni [2] [3] przeciwko sobie.

Opis meczu

Bułanow usiłuje rozbić inicjowany przez Kałużę atak. Na ziemi leży Malczyk II.

Przegląd Sportowy

Pewne zwycięstwo gospodarzy nad exmistrzem Warszawy

Cracovia: Otfinowski; Lasota, Piekarz; Seichter, Chruściński, Zastawniak II; Kubiński, Malczyk II, Kałuża, Kozok, Sperling.

Polonia: Kisieliński; Miączyński, Bułanow; Siechter, Hyla, Nowikow; Zimowski, Suchocki, Szczepaniak, Ałaszewski, Krygier.

Polonia, drużyna zespołu, temperamentu i kondycji fizycznej nie lubi błota. Trudny teren wydobywa na jaw wszystkie niedomagania techniczne exmistrza stolicy i brak przemyślenia w grze pozycyjnej.

Dwie te kardynalne wady drużyny warszawskiej, spotęgowane obserwowaną u niej stale impotencją linji napadu, złożyły się w sumie na niedzielną klęskę 2:6 (1:3) poniesioną od Cracovii.

Drużyna krakowska na swem boisku i do tego boisku pokropionem obficie deszczem, czuła się doskonale. Zwłaszcza linja napadu biało-czerwonych ze wspaniałym łącznikiem Kozokiem na czele wykazała świetną formę ogólną, ciąg na bramkę i niemałą dyspozycję strzałową.

Po dobrym meczu zeszłoniedzielnym Polonii z Garbarnią zdawało się, że gospodarze będą mieli w Polonii ciężki orzech do zgryzienia. Tymczasem zwycięstwo przyszło gładko i bez wysiłku.

Mimo to, zwłaszcza w pierwszej połowie, Polonia stanowiła przeciwnika, który bynajmniej nie rezygnował ze zwycięstwa czy też ograniczał się do defenzywy.

W walce niezmiernie żywej i ciekawej przewaga Cracovii wyłaniała się powoli, stopniowo, krok za krokiem. Pierwszy punkt jest konsekwencją rzutu rożnego. Czy jednak winę ponosi Kisieliński, czy też sędzia, który nie zareagował na atakowanie na polu bramkarza bez piłki – jest kwestią do dyskusji. Fakt faktem, że Kubiński zapisuje na swe konto pierwszy punkt dla Cracovii.

Kontrofensywa Polonii wyraża się jedynie w jej przewadze w polu. W napadzie warszawian wyczuwa się zarówno brak potencji strzałowej, jak możności zdobywania bramki z przeboju. Pierwsza fala deszczu, który zaczyna padać po 20 minutach gry przekreśla i tak minimalne szanse zdobycia bramki z kombinacji.

To też całym plonem długotrwałych i ambitnych wysiłków jest jedyna bramka strzelona bardzo pięknie z dośrodkowania Krygiera przez Suchockiego.

Rewanż gospodarzy jest bardziej owocny, wyraża się bowiem w dwu bramkach, strzelonych przez Kubińskiego i Malczyka.

Druga połowa, to walka Kisielińskiego ze świetnie dysponowanym napadem Cracovii. Szczęśliwy jej strzelec Kubiński już w pierwszych minutach podwyższa wynik do 4:1.

Polonia ogranicza się do trzymania przeciwnika w swem przedpolu i sporadycznych wypadów. Jeden z nich, przeprowadzony bardzo zręcznie, kończy się bramką strzeloną przez Ałaszewskiego. Ale na tem też koniec.

Tymczasem Cracovia nie rezygnuje z chęci podwyższenia wyniku. Jej bombardier Kozok, zasypuje bramkę Polonii strzałami, dając Kisielińskiemu pole do wykazania całej skali swego talentu. Wreszcie na kilka minut przed końcem Kozok osiąga swój cel: wynik brzmi 5:2.

O pięknem zwycięstwie biało-czerwonych w równej mierze zadecydowała ich linja pomocy jak napadu, gdzie jedynie Kałuża nie miał dobrego dnia. Najsłabszą częścią ich drużyny byli obrońcy.

Natomiast piętą achillesową warszawian był napad, zwłaszcza Zimowski i Ałaszewski. Pomoc dobra w defenzywie, grzeszyła (zwłaszcza Hyla) dokładnością podań do napadu.

W obronie ciężki i niezwrotny Miączyński miał wiele kłopotu z szybkimi napastnikami Cracovii zwłaszcza z Kozokiem.

Sędzia p. Słomczyński z Sosnowca słabszy niż zazwyczaj. Krzywdził nieco swemi rozstrzygnięciami gości.

Źródło: Przegląd Sportowy nr 71 (473) z 30 października 1929 [4]