1924-04-06 Cracovia - Warta Poznań 4:2

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania

Herb_Cracovia


pilka_ico
mecz towarzyski
Kraków, niedziela, 6 kwietnia 1924

Cracovia - Warta Poznań

4
:
2

(3:1)



Herb_Warta Poznań


Skład:
Przeworski
Gintel
Fryc
Chruściński
Cikowski
T.Zastawniak II
Zimowski
Węglowski
Kałuża
J.Reyman III
Sperling

Ustawienie:
2-3-5

Sędzia: Zweig

bramki Bramki

Węglowski
J.Reyman III
J.Reyman III
J.Reyman III
0:1
1:1
2:1
3:1
4:1
4:2
M.Einbacher




W.Staliński
Skład:
Schneider
Olszewski
Śmiglak
Spojda
Z.Kosicki
Cynka
Niziński
M.Einbacher
W.Staliński
Przybysz
Dabert

Ustawienie:
2-3-5
Mecze tego dnia:

1924-04-06 Cracovia - Warta Poznań 4:2
1924-04-06 TS Bochnia - Cracovia III 0:0
1924-04-06 Wawel II Kraków - Cracovia II 1:7


Spis treści

Zapowiedź meczu

Ciekawostki

Według wyliczeń ówczesnej prasy był to 300. mecz Tadeusza Synowca w barwach Cracovii.

Opis meczu

Tygodnik Sportowy

Relacja z meczu w Tygodniku Sportowym
Już w tydzień po sromotnej porażce w Warszawie zdołała Cracovia ocknąć się z apatji i przygnębienia i zasłużonem swem zwycięstwem nad znakomicie grającą Wartą zrehabilitować swą warszawską klęskę. Mecze z Wartą należą stale do najżywszych i najbardziej emocjonujących, że przypomnimy tylko mecze z Wisłą i Cracovią w sezonie jesiennym, a krakowianie niezwykle sympatyzują z zielonymi, stając częstokroć po ich stronie. Warta nietylko nic nie straciła ze swej siły, ale wręcz przeciwnie jest jednolitszą w linji ataku i pomocy, nawet obrona jest nieco lepszą, acz ciągle jeszcze słabą, a i bramkarz zrobił postępy. Toteż początkowa jej gra, odrazu żywa, energiczna, żywiołowa, uwieńczoną zostaje 1 goalem, zdobytym wspaniałym strzałem Einbachera. Niejeden obawiał się o los Cracovii. Ale ta bramka była znakomitym zimnym tuszem dla białoczerwonych. Widmo warszawskiego pogromu stanęło im przed oczyma. W Krakowie chyba nie dadzą się pokonać?! I rozpoczęła się walka. Walka, nietylko gra, bo tu chodziło już o całe nazwisko, o całą markę, o prestige, o egzystencję, o jutro. Jak w kalejdoskopie zmieniały się obrazy wzajemnych zmagań, heroicznych wysiłków. Walka pomocy Warty z atakiem Cracovii i obroni Crac. z atakiem Warty wycisnęły swe piętno na tę fazę gry. Obrona Crac. wyszła zwycięsko z tej kampanji, atak Warty zmęczył się i załamał. Pomoc Warty, ograniczona do defenzywy, bez należytego poparcia swych backów, musiała powoli kapitulować przed systematycznością ataków lewej strony Crac. i centry Sperlinga i Zimowskiego uwieńczone zostały w krótkim czasie wyrównaniem przez Węglowskiego i prowadzeniem przez Reymana (śliczną główką). Stan ten, mimo usiłowań tygrysiego trio Warty, pozostał do przerwy niezmienionym.

Po pauzie bardzo słaby dotychczas Cikowski poprawia się znacznie, wzmacniając stanowisko swego ataku. Podczas gdy doskonała trójka Warty załamywała się na silnej obronie Crac., to trio Crac. nie natrafiało w obronie Warty na niepokonalną zaporę, a najlepsze w ataku gosp. skrzydła pchały go ciągle naprzód, wysyłane umiejętnie przez operującego strategicznie Kałużę. W ten sposób zaniedługo siły pomocy Warty zostały złamane, co stało się widocznem w osłabieniu Kosickiego i Spojdy. Crac., grając z niezwykłym zapałem, zdobywa jeszcze dalsze 2 bramki przez znakomicie w polu i w strzale dysponowanego Reymana, zdobywającego na tym meczu „hat trick”. Węglowskiemu natomiast nic się nie udawało, strzelał gęsto i często, ale słabo i... „Pan Bóg kule nosił”. Z drugiej zaś strony Przeworski bronił przytomnie i odważnie, a młody Zastawniak zastępował Synowca znakomicie, debjutując z wielkim sukcesem i grając najmądrzej z całej pomocy. tylko brutalne foule Fryca raziły w tej pięknej i emocjonującej walce. Ta metoda jego obrony doznała sprawiedliwej kary, z jego bowiem boku przebił się wreszcie jak pantera Staliński i szybko strzelił 2 goala.

Drużyna Warty stanowi w 2 przednich linjach wspaniałą jednolitą całość, zgraną i ofiarną, skrzydła ataku w walce dobre, technicznie i taktycznie słabsze i nieprecyzyjne. Obrona słaba wymaga koniecznie wzmocnienia, a wtedy Warta byłaby najgroźniejszym konkurentem o godność mistrza państwowego. 5 graczy Warty można uważać śmiało za reprezentatywnych, potrzebują oni jeszcze tylko kilku partnerów.

W Crac. linja pomocy, ta jej dawniejsza opoka, jest obecnie najsłabszą częścią, głównie z powodu częstych i ciągłych zmian. Zmiany osłabiają. Jest to prawem we footballu. To było ub. roku z jej atakiem, a teraz kryzys ta dotyczy pomocy. Niechże więc Crac. uważa! Trzeba pomoc definitywnie ustalić. Zastawniak na prawej, Synowiec na lewej, to byłoby jedynie mądre wyjście. Trzeba też zrobić coś z Węglowskim. Nie może on się zżyć z systemem Kałuży. Piętno Wawelu i Legji jest na nim głęboko wyciśnięte. Brak mu lekkości ruchów i myśli kombinacyjnej. Fryca i Chruścińskiego ukarałbym postem co drugi dzień za foulowanie. Możeby to pomogło. Apetyt pono mają zbyt wielki, ale umiarkowania dla zdrowia i życia przeciwnika za mało. Reputacji i stylowi Crac. szkodzi to ogromnie.

Sędziował p. Zweig niefachowo i niepewnie, idąc często za dyktandem graczy i to wyłącznie Crac., którzy mogliby się już naprawdę od tego cudownego zwyczaju odzwyczaić, robi to bowiem poprostu wrażenie poddawania sędziemu rozstrzygnięć dla ochrony zagrożonej sytuacji, co jest celowem, ale poniżającem. Sędzia jest wtedy naturalnie manekinem i to dość humorystycznym.
Źródło: Tygodnik Sportowy nr 15 z 9 kwietnia 1924

Przegląd Sportowy

Relacja z meczu w tygodniku Przegląd Sportowy
Okręg krakowski. Kraków.

Po porażkach Cracovii i Wisły w Warszawie i Królewskiej Hucie, które w Krakowie wywarły konsternację, przyszedł dzień zupełnej rehabilitacji Krakowa.

(…)

Sukces Polonii nad Cracovią jest dla klubu tego niewatpliwie cenny: że pozostanie on niespodzianką tego dowiodła Cracovia w zawodach z Wartą, w których okazała się poprostu nie tą samą drużyną, co tydzień temu w Warszawie (tak twierdzą gracze Legii warszawskiej, obecni na obu zawodach).

(…)

Zawody Cracovii z Wartą mają w Krakowie ustaloną sławę. Drużyny obie grają stylem podobnym, dla oka najpiękniejszym. A że przytem obu stronom zależało bardzo na wyniku – Cracovia chciała poprawić swą reputację po warszawskiej sensacji, Warta zaś żywiła po cichu nadzieję, że po raz pierwszy wreszcie uda się jej pobić biało-czerwonych – więc gra była i bardzo żywa i ambitnie z obu stron prowadzona. Moment walki sprawił, że u Warty nie widzieliśmy już tej krótkiej, płynnej kombinacji, a za to więcej działania na ślepo, liczenia na bieg lub przypadek, a pod koniec gry zadużo ostrości: mimo to Warta nie straciła nic na sympatji, którą się stale cieszy w Krakowie.

6 kwietnia. Cracovia – Warta (Poznań) 4:2 (3:1).

Spotkania z Wartą mają w Krakowie dobrą i ustaloną już tradycję, której wyrazem była szczelnie na niedzielnych zawodach wypełniona widownia. Jeżeli sięgnąć trzy lata wstecz, kiedy to Warta, debjutując w Krakowie, garść jeno ściągnęła widzów, aby zejść z ciężką klęską z boiska, to jasnym stanie się olbrzymi postęp, jaki uczyniła piłka pozakrakowska.

Cracovia występuje w składzie: Przeworski; Gintel, Fryc; Chruściński, Cikowski, Zastawniak; Zimowski, Węglowski, Kałuża, Reyman, Szperling.

Warta: Schneider; Olszewski, Smiglak; Spojda, Kosicki, Cynka; Niziński, Einbacher, Staliński, Przybysz, Dabert.

Gra rozpoczyna się pod wrażeniem ostatniej porażki Cracovii w Warszawie. Cracovia pragnie się zrehabilitować, Warta nie chce się okazać gorszą od Polonii. Toteż gra rozpoczyna się z miejsca szalonem tempem i zostaje rychło ukoronowaną prześlicznym, czystym strzałem Einbachera, strzałem, za jakim oddawna tęsknimy w Krakowie. Bramka dla Warty. Tu i ówdzie słychać głosy, że spotkanie będzie powtórzeniem warszawskiego. Tymczasem Cracovia, nie spuszczając się z tempa, które wytrzymuje naogół lepiej od Warty – rozpoczyna serję ataków i wyrównuje typowym swoim, wepchniętym przez Węglowskiego golem. Utrzymując się nadal na polu przeciwnika, w niedługi czas potem uzyskuje punkt drugi piękną główką Reymana z centry Zimowskiego. Prowadząc jednym punktem – słabnie cokolwiek, wskutek czego Warta, atakująca ambitnie i ze swoistym jej rozmachem, kilkakroć dociera do pola karnego. Pomimo tego udaje się Cracovii uzyskać przed pauzą trzecią bramkę (Reyman).

Po pauzie jak zwykle Cracovia słabnie, aby zebrać się znowu w ostatnim kwadransie. Jednakże świetnie dysponowane skrzydła, puszczane przemyślnie w bój przez Kałużę, aranżują szereg pięknych wypadów, wytwarzających niezmiernie emocjonujące sytuacje. Częściej niż w pierwszej połowie rewanżuje się Cracovii atak Warty, przyczem dwójka Staliński-Einbacher, oraz na skrzydle Dabert, daje sobie łatwo radę ze słabą linją pomocy Cracovii. W chwili największej ekspanzji gry Warty pada czwarty gol dla Cracovii (znowu Reyman). Dopiero w ostatnich sekundach zażarcie z Frycem borykający się Staliński uzyskuje pysznym strzałem drugi punkt dla swoich barw.

Wynik 4:2 można nazwać zupełnie realnym dla przebiegu tego spotkania. Warta przedstawiła się znowu jako drużyna w całem tego słowa znaczeniu pierwszorzędna. Startem do piłki, strzałem i najwięcej grą głową przewyższa niewątpliwie Cracovię. Ustępuje jej natomist w taktyce, technice i szybkości.Niepojętą wprost było rzeczą, dlaczego poznaniacy nie obstawili Szperlinga, który w zawodach tych zagrażał im bezustannie. Obrońcy ich niepotrzebnie biorą piłki przeznaczone na niechybny out. Bramkarz interweniuje nawet gdy piłka przechodzi zdala od bramki. Linja obrony ma wiele jeszcze do roboty, aby dorównać reszcie zespołu. Staliński jak jest, tak i był graczem dużej miary. Po nim Einbacher, Dabert, potem dopiero Spojda.

Forma niedzielna Cracovii musi utrwalić mniemanie, że wynik z Polonią był rzeczą przypadku. Atak nadspodziewanie dobry i skory do strzału, ma słaby punkt w Węglowskim. Reyman po zeszłym roku niedopoznania. Chruściński pomocnikiem nie jest i kto wie czy nim będzie. Cikowski nie swój, roztargniony – robi wrażenie roztargnionego (egzaminy?). Maleńki Zastawniak II. debjutował na miejscu kontuzjowanego Synowca nad wyraz szczęśliwie. Gracz to twardy, uważny, o błyskach dużego talentu. Ale kopać nie umie. Sędzia p. Zweig przeciętny.
Źródło: Przegląd Sportowy nr 13 z 9 kwietnia 1924