2006-03-21 Cracovia - GKS Tychy 2:3

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Cracovia - hokej mężczyzn herb.png

Trener:
Rudolf Rohaczek
Hokej.png
4 kolejka, II runda, etap Play-off, Ekstraliga
wtorek, 21 marca 2006

Cracovia - GKS Tychy

2
:
3

(0:0; 0:2; 2:0; 0:0)

Widzów: 3000


GKS Tychy - hokej mężczyzn herb.png


Skład:
Radziszewski (Kachniarz)

Csorich
Chabior
L. Laszkiewicz
Słaboń
Horný

Dulęba
Marcińczak
Potočný
Pasiut
Witowski

Kozendra
B. Piotrowski
M. Piotrowski
Voznik
Sarnik

Galant
Gąska
Śliwa
Cieślak
Safarik
Bramki


Potočný (55')
Voznik (55')
0:1
0:2
1:2
2:2
Cychowski (22')
Parzyszek (24')

Bramki w rzutach karnych
L. Laszkiewicz

Sarnik

Safarik

Chabior
0:0
0:0
0:0
0:1
0:1
0:2
0:2

Bacul

Parzyszek

Bagiński
Skład:
Sobecki (Elżbieciak)

Gonera
Cychowski
Bacul
Parzyszek
Bagiński

Majkowski
Śmiełowski
Belica
Ślusarczyk
Justka

Kuc
Gretka
Gawlina
Bober
Skoś

Król
Sinka

Prasa

Hokeiści GKS Tychy wygrali w Krakowie - Gazeta Wyborcza 22.03.2006

Tyscy hokeiści, po trzech kolejnych zwycięstwach Cracovii, wygrali dramatyczny mecz w Krakowie i wciąż ma szansę na obronę mistrzowskiego tytułu. - Bankiet przełożony - uśmiechał się Arkadiusz Sobecki, bramkarz tyskiej drużyny Po trzech kolejnych zwycięstwach zawodnicy Cracovii wypinali już piersi do złota. Do Krakowa przyjechał Zenon Hajduga, prezes Polskiego Związku Hokeja na Lodzie, który przywiózł ze sobą puchar za mistrzostwo i komplet złotych medali. Trybuny zapełniły się do ostatniego miejsca, a wśród kibiców trudno było znaleźć osobę, która wątpiłaby, że rywalizacja o mistrzostwo potrwa dłużej niż 60 minut. - Popsujemy im fetę! - odgrażał się przed spotkaniem Arkadiusz Zioła, masażysta tyskich hokeistów.

Po ponad dwóch godzinach emocjonującej, dramatycznej rywalizacji, zakończonej dogrywką i rzutami karnymi, okazało się, że Zioła miał rację. - Dziś jeszcze nie zjecie jajek z majonezem - śmiał się do krakusów Dariusz Wieczorek, drugi trener GKS-u, który w sobotę został ojcem. - Dziś dopiero zaczęliśmy wielką grę o złoto - żartował Wojciech Matczak, szkoleniowiec tyskiej drużyny.

Spotkanie przypominało oscarowo wyreżyserowany horror. Tyszanie przez 55 minut grali z olbrzymim poświęceniem i wyrachowaniem. Długo unikali fauli, nie dawali się prowokować rywalom. Po dobrej pierwszej tercji, w drugiej zagrali koncertowo. Znakomite uderzenia Rafała Cychowskiego (z niebieskiej linii) i Adriana Parzyszka (trafił do siatki zewnętrzną stroną kija) uciszyły trybuny i sparaliżowały rywala.

86-letni Maksymilian Więcek, jedyny żyjący zawodnik Cracovii, który w 1949 roku zdobył ostatnie dla drużyny z Krakowa mistrzostwo Polski, przecierał oczy ze zdumienia. - Za mało strzelają - ganił zawodników drużyny gospodarzy.

Na ławce tyskiej drużyny było gwarno niczym w ulu. Trenerzy i zawodnicy cały czas pokrzykiwali na siebie i mobilizowali się do walki. Karol Pawlik, dyrektor GKS-u, przechodził sam siebie. Stojąc za pleksi oddzielającą trybuny od ławki, na której siedzieli tyscy zawodnicy, zdzierał gardło i zagrzewał zespół do ambitnej gry.

Zamilkł na chwilę, by zapalić papierosa. Właśnie wtedy tyszanie stracili dwa gole i to na dodatek w dziesięć sekund! - A ostrzegałem, mówiłem "młodym": odpowiedzialnie w tyłach. Zaspali na chwilę... Wiedziałem, że jeżeli Cracovia strzeli bramkę, to dostanie skrzydeł - podkreślał Sebastian Gonera, obrońca GKS-u.

Po chwili tyscy zawodnicy musieli poczuć, co czuje osoba, która gubi kupon totolotka, na którym jest sześć trafnych skreśleń. Nieporozumienie Sobeckiego i Krzysztofa Majkowskiego skończyło się stratą krążka tuż przed bramką GKS-u, a z prezentu z zimną krwią skorzystał Martin Voznik. - Przez chwilę poczułem, że zwycięstwo może nam przejść obok nosa. Trener wziął jednak czas i poukładaliśmy wszystko na nowo - tłumaczył Parzyszek.

Cracovia rzuciła się do ataku, by dobić rywala. - Najgorzej było w dogrywce, gdy karę złapał Mariusz Justka. Brakowało nam już siły, a krakowianie cisnęli bardzo mocno - opowiadał bramkarz tyskiej drużyny.

Tyszanie przetrwali ciężkie chwile, a w karnych Sobecki pokazał klasę jak rok temu, gdy w finale zatrzymał zawodników Unii. Bramkarz GKS-u nie dał się zaskoczyć ani razu. - Gdy obroniłem pierwszy strzał Leszka Laszkiewicza, poczułem, że będzie dobrze - mówił Sobecki, który bronił wczoraj... na jednej nodze. - Boli mnie pachwina, gdyby nie środki przeciwbólowe i blokada, w ogóle nie wyjechałbym na lód - wzdychał. - Dziś Arek był górą, postaram się mu zrewanżować już w piątek - odgrażał się Laszkiewicz.

Tymczasem Adam Bagiński i Parzyszek strzelali bramki jak automaty i przedłużenie rywalizacji o złoto stało się faktem. - Jest! Jest! Jest! - krzyczał szczęśliwy Andrzej Skowroński, prezes klubu.

- Wracamy do gry. Będziemy walczyć dalej. Tanio złota nie oddamy - zapowiedział Parzyszek. - Brakuje już sił, ale to zwycięstwo na pewno doda nam wiary - dodał Gonera.

Dziś zawodników tyskiej drużyny czeka odpoczynek i odnowa biologiczna. W piątek znowu przyjadą do Krakowa, by po raz kolejny spróbować popsuć Cracovii fetę.

"Sobecki zatrzymał „pasy”" -
Dziennik Polski

Sobecki zatrzymał „pasy”

GKS Tychy popsuł hokejowe święto w Krakowie.

Nie doszło wczoraj do koronacji hokeistów ComArchu Cracovii. Uroczystość „popsuli” zawodnicy GKS Tychy, którzy w czwartym finałowym meczu play-off o złoty medal wygrali w karnych 3-2. Ale nadal „pas/’ są w lepszej sytuacji, bo prowadzą 3-1 i piąty mecz grają u siebie (w piątek).

Ci, którzy oczekiwali, że Tychy spasują w Krakowie srodze się zawiedli. To goście od pierwszych minut grali z wielkim zaangażowaniem, niezwykle bojowo, nie było dla nich straconych krążków. Bezpardonowo atakowali krakowian przy bandach. A „pasy” na lód wyszły jakby z przekonaniem, że mecz sam się wygra. Na początku spotkania dwukrotnie nie wykorzystały gry w przewadze, to - jak pokazał potem mecz - była wczoraj wielka bolączka krakowian.

W 5 min bliski strzelenia gola był Bagiński, ale jego uderzenie z bliska sparował Radziszewski. W 10 min „pasy”, choć grały w osłabieniu, wyprowadziły kontrę, Szafarik z L. Laszkiewczem jechali sami na bramkarza Sobeckiego i pojedynek ten przegrali.

Lepsze wrażenie sprawiali cały czas goście, w 13 min w ciągu paru sekund 4-krotnie ostrzeliwali bramkę Radziszewskiego, ten bronił jednak kapitalnie. W 13 min Bober z 3 m nie trafił do bramki. W 17 min z ostrego kąta strzelał Szafarik, krążek odbił się od słupka i zatrzymał się na linii, gdzie rękawicą nakrył go Sobecki. W drugiej tercji nadal zespołem bardziej agresywnym, dynamicznym były Tychy. I już po upływie 1 min 56 zdobyły gola, potężnym uderzeniem z dystansu Cychowski pokonał Radziszewskiego. Potem na ławkę kar powędrował Csorich, goście dobrze rozegrali „zamek” i Parzyszek efektownym strzałem podwyższył na 2-0.

Zaczęły się sypać kary dla graczy Tych. Goście niemal nieustannie grali w osłabieniu. W pewnym momencie na ławce kar było dwóch ich zawodników i „pasy” przez 111 sekund miały podwójną przewagę. Ale krakowianie grali bardzo nerwowo, źle rozgrywali krążek i nie pokonali Sobeckiego! Trzecia tercja zaczęła się od huraganowych ataków Cracovii. Blisko 3,5 tysiąca kibiców gorąco zagrzewających swój zespół do walki oglądało wreszcie walczący ż pełną determinacją zespół. Raz po raz kotłowało się pod bramką Sobeckiego, który bronił jak w transie. A goście szukali szczęścia w kontrach. W 44 min Belica jechał sam na Radziszewskiego, ale nie pokonał go. W 46 min Sobecki uratował swój zespół przed utratą gola, broniąc z 1 metra strzał L. Laszkiewicza. Poszła kontra i z kolei wielką klasę pokazał Radziszewski, broniąc z bliska uderzenie Parzyszka.

Krakowianie stale atakowali i w 54 minucie 17 sekundzie po zagraniu Pasiuta Potoczny odczarował bramkę gości. Po 10 sekundach było już 2-2! Witowski podał do Voznika, zagapili się obrońcy Tychów, Sobecki nie „zamroził” krążka i napastnik Cracovii wepchnął krążek do siatki. Emocje sięgnęły zenitu. Na 114 sekund przed końcem meczu Radziszewski popełnił wykroczenie i ostatnie 2 minuty Cracovia grała w osłabieniu (na ławce kar za bramkarza siedział Witowski). Ale bramka dla gości nie padła.

5-minutowa dogrywka! Stroną atakującą była Cracovia, zwłaszcza wtedy, kiedy na ławkę kar powędrował Justka. „Pasy” założyły „zamek”, bombardowały bramkę gości, ale Sobecki był jak skała.

Koniec dogrywki - remis 2-2. A więc o wszystkim zadecydują karne. Przed paroma dniami w Tychach krakowianie byli górą, wygrali je 3-2. Zaczyna L. Laszkiewicz, przegrał pojedynek z Sobeckim. Po drugiej stronie Radziszewski nie dał się pokonać Baculowi. Strzał Sarnika obronił bramkarz Tych, a Parzyszek pokonał Radziszewskiego. Słowak Szafarik nie znalazł recepty na Sobeckiego, a strzał Bagińskiego jest celny. 2-0 dla Tych. Czwarta seria - Chabior przegrał pojedynek ze wspaniale usposobionym Sobeckim i tyszanie mogli się radować.

Wygrali w karnych 2-0.

Znowu dramatyczny, pełen ekspresji mecz. Tychy przez dwie tercje były minimalnie lepsze, trzecia odsłona i dogrywka należały do Cracovii. Bohaterem meczu był bramkarz gości Sobecki, bardzo dobrze grali dwaj rutyniarze obrońca Gonera i napastnik Parzyszek. W Cracovii też pierwszoplanową postacią był bramkarz Radzi-szewski.

Mimo porażki kibice oklaskami pożegnali zespół krakowski. - Taki jest play-off, każdy mecz jest inny, każdy to nowe rozdanie kart. Nadal jednak jesteśmy w lepszej sytuacji, pro-wadzimy 3-1 i trzeba teraz w piątek postawić kropkę nad i - mówił po meczu jeden z najbardziej doświadczonych graczy Cracovii, Czech Karel Horny.
ANDRZEJ STANOWSKI
Źródło: Dziennik Polski 22 marca 2006


"Waleczne serca" -
Przegląd Sportowy

Waleczne serca

FINAŁ PLH. TYSZANIE WYGRALI Z CRACOVIĄ PO RZUTACH KARNYCH.

W niedzielę bramkarz GKS Arkadiusz Sobecki puścił bramkę z czerwonej linii i naraził się na śmieszność. Zrehabilitował się po dwóch dniach. Sprawił, że podopieczni Wojciecha Matczaka ciągle śnią o zlocie...

W Krakowie spodziewano się fety, ale te plany kibice z Małopolski muszą odłożyć co naj-mniej do piątku. Wprawdzie krakowianom potrzeba tylko jednego zwycięstwa do zdobycia mistrzowskiej korony, ale tyszanie rozpoczęli swój kontra- atak w finale play off. Trener Wojciech Matczak zapowiada walkę do końca. - Dopiero rozpoczęliśmy rywalizację, następne trzy mecze wygramy - twierdzi Matczak, którego podopieczni już po dwóch tercjach prowadzili wczoraj 2:0.

Od pierwszych minut tyszanie zdecydowanie przeważali na tafli, a w poczynaniach krakowian widać było nerwowość. Prowadzenie dla przyjezdnych zdobył na początku drugiej odsłony obrońca Rafał Cychowski,, który strzałem z dystansu pokonał zasłoniętego Rafała Radziszewskiego. W 24. minucie drugą bramkę dla GKS strzelił naj-lepszy wczoraj na lodzie Adrian Parzyszek, wykorzystując przewagę pięciu na czterech. Pod koniec tej tercji Cracovia aż przez 111 sekund miała na lodzie przewagę dwóch zawodników, ale nie potrafiła wykorzystać tej komfortowej sytuacji.

- Tak naprawdę to zaczęliśmy grać dopiero w trzeciej tercji. Na początku nic nam się nie kleiło - tłumaczył trener Cracovii Rudolf Rohaczek.

- Po drugiej tercji odbyliśmy męską rozmowę w szatni i na trzecią wyszliśmy skoncentrowani - stwierdził napastnik gospodarzy Leszek Laszkiewicz.

Istotnie, krakowianie zaczęli odrabiać straty dopiero w końcówce. Wystarczyło dziesięć sekund i doprowadzili do remisu 2:2. Najpierw sposób na doskonale spisującego się wczoraj Arkadiusza Sobeckiego znalazł Martin Potoczny, a następnie bramkarza GKS pokonał Martin Voznik. Do końcowej syreny pozostało wtedy pięć minut, ale mimo usilnych starań obu drużyn i głośnego dopingu publiczności wynik nie uległ zmianie. Dogrywka również nie przyniosła rozstrzygnięcia. Karne lepiej wykorzystywali goście, dwukrotnie pokonując krakowskiego bramkarza Rafała Radziszewskiego (Parzyszek i Adam Bagiński). Po zakończeniu meczu tyszanie wspólnie wykonali kołyskę, którą zadedykowali drugiemu trenerowi GKS Dariuszowi Wieczorkowi, któremu urodził się niedawno syn.

- Tym razem szczęście uśmiechnęło się do nas. Arek Sobecki po chorobie wreszcie poczuł się lepiej i widać było, że jest w świetnej formie - mówił Wieczorek. Gospodarze zjeżdżali do szatni w złych humorach. - Karne to loteria. W piątek musimy zakończyć tę rywalizację. Ale z powodu kolejnego meczu wcale nie jestem szczęśliwy - wyznał Radziszewski.

Przygotowane przez władze Krakowa i zarząd Polskiego Związku Hokeja na Lodzie puchary dla mistrza Polski nie doczekały się odbiorców.
WOJCIECH LUBIŃSKI, KRZYK
Źródło: Przegląd Sportowy 22 marca 2006


Filmy