2007-09-28 Unia Oświęcim - Cracovia 5:6

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Unia Oświęcim - hokej mężczyzn herb.png

Trener:
Miroslav Doleżalik
Hokej.png
9 kolejka, I runda, Ekstraliga
Oświęcim, piątek, 28 września 2007

Unia Oświęcim - Cracovia

5
:
6

(4:1; 1:1; 0:2; 0:1)

Sędzia: Rokicki z Nowego Targu
Widzów: 500


Cracovia herb.png

Trener:
Rudolf Rohaczek
Skład:
Szałaśny

Ryczko
Flasar
Valusiak
Szewczyk
Buczek

Mortka
R.Noworyta
Modrzejewski
Połacarz
Sobata

Maj
Kasperczyk
Kwiatek
Adamus
Sękowski

Krzemień
Matyja
Ziaja
Bernaś
Rudnicki
Bramki


Buczek (7')
Połącarz (15')
Połącarz (17')
Szewczyk (20')
Modrzejewski (24')
0:1
0:2
1:2
2:2
3:2
4:2
5:2
5:3
5:4
5:5
5:6
L.Laszkiewicz (1')
Badzo (2')





L.Laszkiewicz (38')
L.Laszkiewicz (52')
Marcińczak (58')
Hlouch (61')

Kary
18 51
Skład:
Jakubowski (21' Radziszewski)

Csorich
Černý
L.Laszkiewicz
Kowalówka
D.Laszkiewicz

Marcińczak
Dulęba
Piotrowski
Pasiut
Witowski

Kuc
Kłys
Hlouch
Badzo
Spirin

Noworyta
Wajda
Cieślak

Prasa

Zapachniało sensacją - Dziennik Polski 29.09.2007

Nad oświęcimską taflą unosił zapach sensacji. Ostatecznie faworyzowani goście wyszli z opresji obronną ręką, ale i tak ich wygrana dopiero po dogrywce jest niespodzianką.

Początek zupełnie na to nie wskazywał. Już w 29 sekundzie akcja braci Laszkiewiczów zakończona celnym strzałem Daniela dała "Pasom" prowadzenie. Od tego momentu minęło zaledwie 49 sekund, a nad bramką Unii czerwone światło zapalił tym razem Badżo. Krakowianie robili, co chcieli w tercji rywali i jedynym marzeniem gospodarzy było chyba w tym okresie tylko przegrać z honorem.

Zupełnie niespodziewany zwrot akcji nastąpił w 7 min, ale poprzedził go bezpardonowy atak Wajdy z tyłu na Sękowskiego. Rzucony z impetem na bandę oświęcimianin z trudem zjechał z tafli i już więcej nie pojawił się na lodzie. Sędzia nie miał wątpliwości, odesłał krakowskiego hokeistę do szatni, a gościom przyszło jeszcze przez 5 min grać w osłabieniu. Unia wykorzystała ten okres, zdobywając na 50 s przed końcem kary gola kontaktowego i na tym nie zamierzała poprzestać. W 15 min był już remis po indywidualnej akcji Połącarza, który minął obrońcę, z zimną krwią położył bramkarza i bez problemów trafił do siatki. Środkowy drugiego ataku wystąpił w głównej roli ponownie dwie minuty później, gdy po podaniu Sobały strzelił z klepki pod poprzeczkę. W tym momencie oświęcimianie grali w podwójnej przewadze. Jeszcze raz w tej tercji osłabienie rywali wykorzystali w ostatniej minucie po akcji Valusiaka i sprytnym uderzeniu Szewczyka.

Na twarzach krakowian schodzących na przerwę do szatni malowało się niedowierzanie. Na początku II tercji nie było jednak spodziewanego ich szturmu, za to młody zespół gospodarzy grał jak w transie. W 24 min, gdy kończyła się kara dla jednego z oświęcimian, Modrzejewski zaatakował sam przy bandzie, a potem pięknym strzałem w "okienko" podwyższył na 5-2. Goście mogli być zadowoleni, że w następnych minutach nie stracili kolejnych goli. Tę część meczu zakończył trafieniem L. Laszkiewicz i to właśnie on pociągnął swój zespół do ataku w ostatniej odsłonie.

Przewaga Cracovii rosła z minuty na minutę, ale też gospodarze wyprowadzili kilka groźnych kontr, po których tylko dobre interwencje Radziszewskiego uchroniły krakowian przed dalszymi stratami. Końcówka to już oblężenie Częstochowy i celny strzał Marcińczaka finalizującego zamek, grających w przewadze gości. W dogrywce "Pasy" potrzebowały 40 sekund, aby ponownie wykorzystać osłabienie rywali (na karze Flasar za wybicie krążka za bandę). Zwycięską bramkę zdobył Hlouch przy asyście L. Laszkiewicza.

Trenerzy o meczu

Miroslav Doleżalik (Unia)

W końcówce meczu zabrakło doświadczenia i wiary, że możemy pokonać tak silnego rywala. W efekcie zespół zaczął grać po swojemu, zamiast tego, co było ustalone. Poza tym po raz kolejny rozpoczęliśmy mecz od szybko straconych goli. Tak być nie może.

Rudolf Rohaczek (Cracovia)

Brakuje wyobraźni, aby powiedzieć, co stało się po zdobyciu przez nas dwóch goli. Na pewno zawodnicy uwierzyli, że kolejne gole będą tylko kwestią czasu, a tymczasem sytuacja diametralnie się zmieniła. W końcówce zespół pokazał charakter i za to należy mu się uznanie, jednak niektórzy zawodnicy powinni sobie przemyśleć swoje podejście do gry.