Stanisław Curyło

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Stanisław Jan Curyło

Informacje ogólne
Imię i nazwisko Stanisław Curyło
Urodzony 31 marca 1954, Kraków, Polska
Wiek 67 l.
Pozycja pomocnik
Wzrost 179 cm
Waga 70 kg
Wychowanek Cracovia
Kariera w pierwszej drużynie Cracovii
Sezon Rozgrywki - występy (gole)
1970/71 (w) 2L - 1 (0)
1906-1919 oficjalne i towarzyskie, od 1920 tylko oficjalne mecze
Kluby
Lata Klub Występy (gole)
1973-77
1977-81
1982-83
1983-85
1985-87
1987-88
1987-90
Stal Rzeszów
Górnik Zabrze
Ruch Chorzów
Igloopol Dębica
Unia Tarnów
Jadowniczanka Jadowniki
Wisła Chicago
liczba występów i goli w ekstraklasie i mistrzostwach kraju

j - jesień, w - wiosna


Stanisław Curyło - piłkarz, wychowanek Cracovii. Z zawodu technik mechanik.

Wywiad

"Stanisław Curyło - człowiek legenda" -

Stanisław Curyło - człowiek legenda

W sobotę, 1. lutego 2014 roku na gali z okazji 30 lecia Dębickiego Podokręgu Piłki Nożnej "Srebrną Odznaką Zasłużonego Dla Podkarpackiej Piłki" wyróżniono obecnego trenera naszych grup młodzieżowych, a w przeszłości wybitnego zawodnia kilku czołowych polskich klubów - Stanisława Curyło. W rozwinięciu wywiad z Panem Stanisławem, w którym przybliża nam swoją karierę piłkarską.

Na uroczystej gali Dębickiego Podokręgu Piłki Nożnej wyróżniono Pana „Srebrną Odznaką Zasłużonego Dla Podkarpackiej Piłki”. Czym dla Pana jest to wyróżnienie?

Stanisław Curyło: To na pewno w jakimś sensie uznanie dla długoletniej kariery piłkarskiej i pracy w charakterze trenera. Cieszę się, że po tylu latach ktoś docenił moją prace.

Ta długoletnia kariera to gra w wielu klubach na najwyższym szczeblu rozgrywek. Jak zaczęła się Pana przygoda z futbolem?

S.C.: Wszystko zaczęło się w Cracovii. Miałem 8 lat, gdy zasłużony działacz Cracovii – pan Książek - namówił mnie do podjęcia treningów. Jego metoda wyszukiwania talentów była dość nietypowa. Chodził po całym Krakowie po różnych osiedlowych boiskach z dużą torbą cukierków i dotąd nakłaniał do gry w Cracovii, dopóki nie osiągnął sukcesu. Mnie długo namawiać nie musiał. Zawsze chciałem być piłkarzem.

Jak wspomina Pan ten czas spędzony w Cracovii? W tamtych czasach nie był to zbyt bogaty klub i raczej niezbyt lubiany przez ówczesne władze?

S.C.: Kokosów faktycznie nie było. Pamiętam, że w pewnym momencie na 50 zawodników mieliśmy 30 par butów piłkarskich. Mimo to udało nam się osiągnąć parę sukcesów. Zdobyliśmy Mistrzostwo Krakowa Juniorów, zostałem powołany do reprezentacji Krakowa i w wieku niespełna 16 lat zadebiutowałem w „dorosłej” piłce. Do dziś pamiętam mój drugoligowy debiut w meczu przeciwko Warcie Poznań, w którym miałem „asystę”.

Potem przyszedł jednak czas na zmianę klubu. Jak to się stało, że został Pan piłkarzem Stali Rzeszów?

S.C.: Gdy doszedłem do wniosku, że w Cracovii już więcej nie osiągnę zdecydowałem się na zmianę klubu. Pierwotnie miała to być Wisłoka Dębica, w której nawet podjąłem treningi. Jednak po pierwszym sparingu ze Stalą Rzeszów od razu dostałem propozycję gry w Rzeszowie i bez wahania się zgodziłem. Zwłaszcza, że w tamtych czasach w Wisłoce były jakieś zawirowania finansowo – organizacyjne.

Okres gry w Stali to chyba jeden z ciekawszych momentów Pana Kariery?

S.C.: Można tak powiedzieć. Mieliśmy w pewnym momencie świetny zespół. Tacy zawodnicy jak Jałocha, Napieracz, Czajkowski czy Krawczyk znani byli w całej Polsce. Awansowaliśmy do ekstraklasy, zdobyliśmy Puchar Polski i występowaliśmy w Europejskich Pucharach. W tamtych czasach wyjazd na Zachów Europy to było wielkie przeżycie. Nam udało się dojść do 1/8 finału Pucharu Zdobywców Pucharów. W wygranym na wyjeździe meczu z Skeid Oslo (4-1) zdobyłem gola i miałem propozycję gry w Norwegii. W latach 70-tych jednak nie tak łatwo było otrzymać zgodę na grę za granica. We wspomnianej edycji PZP udział wzięły takie markowe zespoły jak: Fiorentina, Eintracht Frankfurt, Atletico Madryt, Anderlecht, West Ham United, Celtic Glasgow, a we finale na słynnym stadionie Heysel w Brukseli Anderlecht pokonał 4-2 londyński West Ham United.

Potem przyszedł jednak czas na Górnik Zabrze. Jak odnalazł się Pan w tak utytułowanym klubie z cała rzeszą wybitnych piłkarzy?

S.C.: Do Górnika przeszedłem w 1977 roku, a wtedy był to klub znany w całej Europie. Występowałem wspólnie z takimi piłkarzami jak Zygfryd Szołtysik, Jerzy Gorgoń, Waldemar Matysik, Andrzej Pałasz, Edward Socha, Henryk Wieczorek i inni, trenerem był Władysław Żmuda. Na każdym meczu komplet publiczności i wspaniała atmosfera. Wówczas po meczu z Zagłębiem Sosnowiec dostałem powołanie do kadry Polski, a potem byłem też w szerokiej kadrze na tournee po Argentynie. Trzeba jednak powiedzieć, że w tamtych czasach w reprezentacji grali tacy piłkarze jak Deyna, Boniek, Kasperczak, Lato, Szarmach i wielu innych i przebić się do takiej drużyny było niezmiernie trudno, a na dodatek przyplątała mi się kontuzja łąkotki i do Argentyny nie pojechałem.

Jednak zagrał Pan w tej reprezentacji.

Tak. Było to w 1979 roku w Radomiu. Zagrałem w Kadrze B przeciwko Węgrom, wygraliśmy 2-1, a ja zaliczyłem asystę przy drugim naszym golu. Dla każdego zawodnika występ w barwach narodowych to powinno być "święto"! Nie natomiast przyjeżdżanie na kadrę i wykłócanie się o wysokość startowego, czy premie za wygrane spotkania, lecz honor i duma z możliwości grania dla Polski! Dziś piłkarze zarabiają miliony w swoich klubach i nie powinni myśleć o zarabianiu w kadrze, grając z orzełkiem na piersi. Po spotkaniu z Węgrami dostałem powołanie na wyjazdowy mecz towarzyski z Niemcami, lecz z "niezrozumiałych" dla mnie powodów jako jedyny(!) z 18-osobowej kadry meczowej nie wybiegłem na boisko...

Kolejnym Pana klubem był Ruch Chorzów. Transfery na linii Zabrze – Chorzów nie zdarzały się w historii zbyt często. Jak wspomina Pan ten okres?

S.C.: Byłem pierwszym w historii zawodnikiem, który powędrował z Zabrza do Chorzowa! A w sumie tych transferów przez dziesiątki lat było dosłownie kilka. Ruch był w tamtym okresie ligowym średniakiem mimo, że było tam kilku świetnych piłkarzy jak chociażby Józef Wandzik, czy rozpoczynający swą wspaniała karierę Krzysztof „Gucio” Warzycha. Nie wspominam tego okresu jednak zbyt dobrze. Kiepskie relacje z trenerem Lenczykiem, który miał chyba problem z zaakceptowaniem tego, że wcześniej grałem w Górniku Zabrze, spowodowały, że postanowiłem poszukać czegoś bliżej domu. Wtedy to Igloopol Dębica awansował do ówczesnej drugiej ligi (dziś pierwszej) i w Dębicy szukali doświadczonego zawodnika, który pomógłby im w walce o ligowe punkty. Trener Złomańczuk uznał, że taki zawodnik jak ja jest mu potrzebny i w ten sposób wylądowałem na dwa sezony w klubie z Dębicy.

W pierwszej połowie lat 80-tych Igloopol zaczął budować silny klub , o którym wkrótce było głośno w całej Polsce. Co szczególnie utkwiło Panu w pamięci z tamtych czasów?

S.C.: Igloopol to był w tamtym okresie świetnie zorganizowany klub. Zawodnikom nie brakowało niczego i mogli skupić się wyłącznie na grze. W pierwszym sezonie w drugiej lidze mieliśmy grać o utrzymanie, a sezon zakończyliśmy na czwartym miejscu. Drugi sezon był jeszcze lepszy i tylko jednym punktem przegraliśmy walkę ze Stalą Mielec o ekstraklasę. Igloopl wtedy to była mieszanka rutyny z młodością. Obok doświadczonych zawodników jak ja, Stanek, Polak czy Krupa byli zdolni, młodzi zawodnicy z naszego regionu tacy jak Kaczówka, Strojek czy Szybist. Pierwsze szlify w profesjonalnej piłce zdobywał przy moim boku również Leszek Pisz – późniejszy znakomity piłkarz m.in. Legii Warszawa.

Przed całkowitym zakończeniem gry w piłkę reprezentował Pan jeszcze kilka klubów z naszego regionu, ale była to chyba bardziej zabawa niż poważny futbol?

S.C.: To prawda. Występy w takich klubach jak Unia Tarnów, Jadowniczanka czy Wisłoka były czymś w rodzaju „roztrenowania” po długiej, profesjonalnej karierze. Na koniec nie mogłem sobie oczywiście odmówić przyjemności gry w Czarnovii.

Występując w tarnowskiej Unii znalazł się Pan w dziesiątce Najpopularniejszych Sportowców byłego województwa tarnowskiego.

S.C.: Tak, to były piękne chwile pod koniec mojej sportowej kariery. W Plebiscycie WFS i "TeMI" zająłem wówczas siódme miejsce. Były piękne kwiaty i okazałe puchary. Kibice oddając głosy na moją skromną osobę docenili moje występy na boisku. Cały plebiscyt wygrali uwielbiani wtedy żużlowcy Unii - Bogusław Nowak przed Marianem Warzałą.

W młodym wieku to pewnie nie, ale w "dorosłej" piłce wyjeżdżał Pan nie raz na zimowe i letnie zgrupowania, obozy piłkarskie?

S.C.: Oj było tego co niemiara. Jako nastolatek nie miałem szans - tak jak np. dzisiaj - gdziekolwiek wyjechać, ale za to później jako senior zjeździłem niemal całą Polskę i większość ośrodków sportowych. Były oczywiście również wyjazdy zagraniczne. Od byłej Jugosławii, przez Niemcy, Belgię, Francję na egzotycznej Libii kończąc. Wspomnień z tych wojaży nikt mi nie zabierze. Dziś młodzi zawodnicy, choćby Młodej Czarnovii powinni korzystać z możliwości takich wyjazdów, które zapewnia im klub, bo nie wiadomo ilu z nich zrobi piłkarskie kariery i czy w przyszłości będzie dane im jeszcze w takich obozach uczestniczyć.

W piłkę próbował również kopać Pana starszy syn Dawid, jednak nie poszedł w ślady ojca...

Dawid zapowiadał się na bardzo dobrego zawodnika. Zaczynał w grupach młodzieżowych dębickiej Wisłoki i już jako nastolatka chciała go mieć w swoich szeregach mocna w tamtych czasach tarnowska Unia. Z przeprowadzki jednak nic nie wyszło. Później Dawid "postawił" na naukę, pograł trochę w Czarnovii, lecz paskudna kontuzja nie pozwoliła mu dalej kontynuować przygody z piłką. Obecnie pracuje w Londynie i kiedy tylko przyjeżdża w odwiedziny zawsze przywozi młodym graczom z naszej Szkółki pełną torbę piłkarskich gadżetów, a w przyszłości, gdy wróci "na stałe" zapowiedział, że czynnie będzie wspierał obecny Zarząd Klubu w procesie budowania Wielkiej Czarnovii.

Aktualnie jest Pan trenerem naszych „Orlików”. Jakby Pan porównał swoich podopiecznych ze sobą, gdy w Cracovii zaczynał swoją przygodę z futbolem?

S.C.: Zarówno teraz jak i wtedy byli chłopcy, którzy przychodzili do klubu, bo bardzo chcieli grać w piłkę, jak i tacy, którzy przyszli za kolegami, a gra w piłkę niespecjalnie ich interesuje. Co do ambicji i zaangażowania w treningi to nie widzę większych różnic. Kolosalną różnicą są natomiast warunki w jakich grałem ja, a w jakich grają młodzi zawodnicy Czarnovii. Ja nawet nie mogłem marzyć o tym by mieś taki sprzęt, halę, boisko, wyjeżdżać na obozy piłkarskie… Dzięki wsparciu Władz Gminy i firmy Regamet dzieci z Czarnovii mają wszystko, czego może zapragnąć młody piłkarz. Nie można też nie wspomnieć o Zarządzie Klubu, który wkłada mnóstwo wysiłku by uczynić z Czarnovii świetnie zorganizowany klub.

A co doradziłby Pan młodym piłkarzom?

S.C.: Żeby zawsze słuchali trenerów, nie poddawali się i nie obrażali na trenerów jak zwracają im uwagę. Zawodnik, który łatwo się poddaje i obraża na trenera niczego nie osiągnie. Zarówno w sporcie jak i w życiu.

Na koniec „słówko” o naszej drużynie seniorów, która walczy o awans do „okręgówki”. Gdzie Pana zdaniem tkwią największe rezerwy w zespole?

S.C.: Przede wszystkim szybkie „uruchomienie” skrzydłowych. Mając takich „latawców” jak Zygmunt, Szyszkowski, Bieniasz, czy ten świetny "najnowszy" testowany w sparingach zawodnik grzechem byłoby nie wykorzystać ich potencjału.

Dziękuję za rozmowę i życzę przede wszystkim zdrowia, by mógł Pan jak najdłużej cieszyć się z pracy z młodymi zawodnikami Czarnovii.

Rozmawiała: Redakcja

Stanisław Curyło - ur. 31.03.1954 w Krakowie. Wychowanek Cracovii Kraków. Kariera zawodnika: Cracovia Kraków (1962-73), Stal Rzeszów (1973-77), Górnik Zabrze (1977-81), Ruch Chorzów (1982-83), Igloopol Dębica (1983-85), Unia Tarnów (1985-87), Jadowniczanka (1987-88), Wisłoka Dębica (1988-90), Czarnovia Czarna. Debiut w I lidze: 28.10.1977 (Górnik Zabrze - Szombierki Bytom 0-1). W I lidze 83 spotkania (52 - Górnik, 21 - Stal Rzeszów, 10 - Ruch), 7 bramek.
Źródło: http://czarnovia.net 7 marca 2014 [1]