Mieczysław Kolasa

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Mieczysław Kolasa

Mieczysław Kolasa.jpg

Informacje ogólne
Imię i nazwisko Mieczysław Jakub Kolasa
Urodzony 10 stycznia 1923, Kraków, Polska
Wiek 101 l.
Pozycja napastnik / lewy pomocnik
Wzrost 168 cm
Waga 72 kg
Wychowanek Prokocim Kraków
Kariera w pierwszej drużynie Cracovii
Sezon Rozgrywki - występy (gole)
1948
1949
1950
1951
1952
1953
1954
1955
1956
1L - 2 (0)
1L - 3 (0)
1L - 15 (1)
1L - 20 (0), PP - 1 (0)
1L - 8 (1), PP - 1 (0)
1L - 20 (1)
1L - 18 (0), PP - 1 (0)
2L - 23 (2), PP - 1 (0)
2L - 15 (1), PP - 1 (1)
1906-1919 oficjalne i towarzyskie, od 1920 tylko oficjalne mecze
Kluby
Lata Klub Występy (gole)
1938-1947
1947-1957


1958-1960
Prokocim Kraków
Cracovia


Wieliczanka Wieliczka
grający trener

1L - 86 (3)
2L - 38 (3)
PP - 5 (1)
liczba występów i goli w ekstraklasie i mistrzostwach kraju

j - jesień, w - wiosna



Rozegrał w Cracovii 86 meczów w I lidze (3 bramki).

"Od 80 lat życie kręci się wokół piłki" -
Przegląd Sportowy

Od 80 lat życie kręci się wokół piłki

94-letni Mieczysław Kolasa chodzi na każdy mecz Cracovii. W 1948 roku sięgnął z Pasami po ostatni w historii klubu tytuł. W trakcie niemieckiej okupacji kilka razy otarł się o śmierć.

Wie pan, mam wiele zapytań o wywiady. Z reguły odmawiam, ale tym razem zrobiłem wyjątek – zaznaczył pan Mieczysław. Na krakowskim Rynku Podgórskim zjawiam się dwadzieścia minut przed czasem, zżerany ciekawością. Półtora kilometra od tego miejsca funkcjonowała fabryka Schindlera. Wchodząc do starej, urokliwej kamienicy, zastanawiam się, czy mury tego domu widziały tyle, co mój bohater.

Cytrynówka własnej roboty

Mieszkanie składa się z dwóch pokoi. Na ścianach plakaty i rysunki związane z Cracovią, w kącie rowerek stacjonarny. Pan Mieczysław pokonał na nim już ponad 1500 kilometrów, ale podkreśla, że to nie wszystko. Każdy dzień rozpoczyna od godzinnej porannej gimnastyki, po której udaje się na długi spacer. – Moje życie nadal kręci się głównie wokół piłki. Mam tutaj nc+, oglądam wszystkie mecze. No i regularnie chodzę na stadion Cracovii. Chyba ciąży nad nami jakieś fatum, bo nie gramy tak źle, a mimo to rzadko zwyciężamy i trudno mi to przeboleć – podkreśla były piłkarz Pasów.

Kiedy pytam, czy ma jeszcze jakiś sposób na utrzymanie doskonałej formy, szeroko się uśmiecha. – Codziennie piję kieliszeczek cytrynówki własnej roboty. Spirytus, woda, słoik miodu lipowego i sok z cytryny. Taksówką pan przyjechał? Świetnie się składa, spróbuje pan! No to zdrowie! Żadna apteka panu takiego lekarstwa nie przepisze! Powiem panu, że ostatnio przyniosłem nalewkę na przyjęcie i koleżanki córki wszystko „wytrąbiły”. Podobno tak dobrej nalewki jeszcze nie piły - mówi z dumą.

W mieszkaniu szybko robi się gęsto od wspomnień. Z każdą kolejną minutą zaczyna ich przybywać jak turystów na Plantach w ciepły wieczór. Pan Mieczysław wciela się w rolę przewodnika i zabiera mnie w podróż po Krakowie lat 40. i 50. Najsłabsi dostawali gwoździe

„Pasiakiem” pan Kolasa został w 1947 roku. – Wisła była klubem milicyjnym, społeczeństwo krzywo na to patrzyło, więc wolałem Cracovię. Tuż po wojnie kraj był w ruinie. Pamiętam, jak pojechaliśmy na Legię. Zawsze kwaterowano nas w hotelu Polonia w Alejach Jerozolimskich, ale działacze zapomnieli dokonać rezerwacji. Szliśmy z walizeczkami z dworca wśród ruin miasta. Wylądowaliśmy na jakimś strychu i tam przenocowaliśmy przed meczem – wspomina.

Piłka wcale nie była dla pana Mieczysława najważniejsza, bo nie dało się z niej utrzymać rodziny. Na co dzień pracował jako tokarz i frezer w Zakładach Budowy Maszyn i Aparatury Ludwika Zieleniewskiego. Gdy drużyna jechała na obóz, brał bezpłatny urlop.

– Jeździliśmy na mecze wyjazdowe czy zgrupowania jako zwykli pasażerowie. Nienawidziłem dalekich wypraw. Raz chciałem symulować kontuzję, ale wygadałem się koledze, a on zagroził, że zgłosi wszystko trenerowi. Najgorsze były wyjazdy do Szczecina, bo podróż trwała dziesięć godzin. Siedzenia były bardzo niewygodne, więc wchodziłem na półkę z bagażami – śmieje się pan Mieczysław. – Często wjeżdżał na peron pusty pociąg, ale co z tego, skoro czekał tłum ludzi? Zastanawialiśmy się, jak tu wsiąść całą drużyną. Wie pan, jak sobie radziliśmy? Podsadzaliśmy najmniejszego zawodnika, a on wchodził oknem i zajmował miejsca – opowiada.

Mieczysław Kolasa wspomina dawne czasy z wielkim sentymentem. Jako młody chłopak często spotykał pana w długim płaszczu ze skrzypcami w futerale. Dopiero później dowiedział się od znajomego, że to sam Józef Kałuża, legendarny gracz Cracovii, który nauczał śpiewu w pobliskiej szkole powszechnej. – To był zupełnie inny świat. Pamiętam, że za moich czasów buty szył nam gospodarz klubu, Jan Wiecheć. Gdy przychodził ktoś nowy, pytał starszych, jak się sprawuje. Jeśli był słaby, dawał mu buty z gwoździami w środku i delikwent więcej nie zjawiał się na treningu. Naturalna selekcja – zanosi się śmiechem pan Mieczysław. – Po treningu trzeba się było spieszyć na kąpiel, bo mieliśmy mały kociołek. Często słyszałem: „Mieciu, musisz poczekać, brakło wody”. Ciężarówką wokół Błoń

– Poczekaj pan, coś panu pokażę – pan Mieczysław znika na kilkanaście sekund i wraca z wielkim albumem. Bez problemów rozpoznaje na zdjęciach wszystkich kolegów z boiska. Zatrzymujemy się przy fotografii mistrzowskiej drużyny z 1948 roku. Przez jakiś czas gracze Wisły Kraków byli przekonani, że to oni zdobyli tytuł. Zakończyli sezon z taką samą liczbą punktów co Cracovia i z lepszym bilansem bramkowym. PZPN – ku zdziwieniu wszystkich – zarządził dodatkowy mecz. – To było wielkie święto, przyszedł cały Kraków. Niektórzy siedzieli na drzewach czy płotach, a ci, którzy mieszkali przy stadionie, oglądali spotkanie z balkonów – relacjonuje pan Kolasa. Poczynania kolegów śledził zza linii bocznej, bo ze względu na obowiązki zawodowe musiał przerwać treningi.

Po meczu zawodnicy wsiedli na... ciężarówkę i wykonali rundę honorową wokół Błoń. Zamiast pucharu dostali z PZPN pamiątkowe odznaki. Cracovia sprezentowała swoim piłkarzom pierścienie. – A za 250. mecz w barwach Pasów otrzymałem szwajcarski zegarek. Patrz pan, mam na sobie. Do dzisiaj chodzi, tylko raz musiałem go do naprawy oddać! Siedzieli przed domem i płakali

W bagażu doświadczeń, który pan Mieczysław nosi już 94 lata, obok miłych wspomnień są także te złe. Dla ludzi urodzonych w pierwszej połowie XX wieku czas już zawsze będzie podzielony na „przed” i „po” wojnie. 1 września 1939 roku Kolasa miał 16 lat. – Byłem na mszy. Wracam do domu, a tu nadlatują niemieckie samoloty i zrzucają bomby. Jedna wpadła do naszego ogródka, cały róg domu się zapadł. Zawalił się pobliski sklepik, sąsiadka leżała przysypana gruzem. Jak przyszedłem, odkopywali ją – relacjonuje mistrz Polski z 1948 roku i dodaje. – W słońcu te srebrzyste samoloty wyglądały wspaniale...

W okolicy rozeszła się plotka, że Niemcy będą obcinać mężczyznom ręce i uszy. Ojciec młodego wówczas Miecia kazał synowi uciekać. Chłopak razem z dwoma sąsiadami ruszył wałem Wisły na wschód, w kierunku Janowa Lubelskiego. Dziennie pokonywali po pięćdziesiąt kilometrów. – Trzeba się było czasem chować między drzewami, bo niemieckie myśliwce na nas polowały. Było mnóstwo zabitych. To cud, że jeszcze żyję. Jak się człowiek patrzył w niebo, to mu się wydawało, że każda bomba leci na niego – opowiada.

Podczas podróży rzadko nocował u obcych ludzi. – Woleliśmy kopki siana. Baliśmy się wchodzić do domu Ukraińców, bo mordowali Polaków, podcinali w nocy gardła. Pod Janowem Lubelskim spotkaliśmy maszerujące wojsko, aż tu nagle nadlecieli Niemcy i rozwalili cały pułk. Na drodze leżały ciała żołnierzy i martwe konie. Przeżyliśmy tylko dlatego, że uciekliśmy w zarośla. Później starszy gospodarz przenocował nas na strychu, spaliśmy na jakiejś słomie. Niemcy podpalili wioskę i zrobiło się tak jasno, że można było w nocy książkę czytać. Kiedy po miesiącu wróciłem do domu, byłem tak zmaltretowany, że rodzice w ogóle mnie nie poznali. Patrzą i mówią: jakiś biedak przyszedł. Sąsiedzi nie wrócili, zamordowali ich. Ludzie w wiosce usiedli przed domami i płakali – wspomina.

Zamiast śmierci spotkał miłość

Nawet w czasie wojny pan Kolasa nie rezygnował z futbolu. On i jego koledzy rozgrywali mecze w pobliżu Puszczy Niepołomickiej. – Wszystko organizowaliśmy potajemnie, bo Niemcy zakazali zbierania się w grupy, nie można było też grać w piłkę. Ustaliliśmy, że jak naziści przyjadą w trakcie meczu, będziemy uciekać do lasu – przypomina sobie były zawodnik. Cała historia zakończyła się tragicznie. – Nie wiedziałem, że większość moich znajomych działa w podziemiu. Jeden z nich wydał współtowarzyszy, przekazując Niemcom listę z nazwiskami. Przywieziono ich do więzienia na Montelupich, a później zabrano pod most kolejowy i rozstrzelano – mówi były piłkarz.

Młody Mietek miał bardzo dużo szczęścia. Po raz kolejny cudem uniknął śmierci, a w dodatku na boisku pod lasem poznał swoją przyszłą żonę. Marysia, tak jak wiele innych dziewczyn, przychodziła na mecze w charakterze kibica. Gdy o to pytam, humor pana Mieczysława wyraźnie się poprawia. – Co mnie urzekło w przyszłej żonie? Była piękna. Miała cudowne blond włosy. No i się zaczęło... kawka, herbatka... Zresztą ja też byłem niczego sobie. Niech pan patrzy na zdjęcie z młodości. Dziewczyny za mną latały! – uśmiecha się, podsuwając swoją fotografię.

Byle nie było pustki

Mijają godziny, a kolejne słowa torują sobie drogę między stertami starych zdjęć. Każda fotografia ma swoją historię. – Ach, gdybym chciał panu wszystko opowiedzieć, siedzielibyśmy tu do wieczora. Tęsknię za tamtym światem, ale jestem zadowolony z tego, jak przeżyłem swoje życie. Nie było w nim pustki – mówi pan Mieczysław.

Gdy nasza rozmowa dobiega końca, butelka z cytrynówką zalicza powrót na stół. – Skoro już pan ucieka, wypijmy po jeszcze jednym małym kieliszku. No, zdrowie! Żeby w naszym życiu nigdy nie było pustki. I żeby się Cracovia utrzymała! A najlepiej wypijmy za to, żeby wkrótce zdobyła tytuł. Mam tylko nadzieję, że dożyję tej chwili... – kończy mistrz Polski z 1948 roku.

WAŻNE CHWILE W ŻYCIU KOLASY

POCZĄTEK PIŁKARSKIEJ KARIERY

Jako piętnastolatek Mieczysław Kolasa rozpoczyna grę w zespole Prokocim Kraków. Występuje w tym klubie dziewięć lat, również w trakcie wojny.

WYBUCH II WOJNY ŚWIATOWEJ

Zaraz po zaatakowaniu przez Niemców naszego kraju, Kolasa ucieka z rodzinnej wioski przed okupantem. Mimo trudnych warunków, nie przestaje grać w piłkę ryzykując życiem.

NAJWIĘKSZY SUKCES W KARIERZE

Sięga z Cracovią po mistrzostwo Polski. To ostatni wielki sukces Pasów. W tabeli Cracovia wyprzedza minimalnie największego rywala – Wisłę Kraków.

WICEMISTRZ POLSKI Z CRACOVIĄ

Za komuny Cracovia jest zmuszona do zmiany nazwy na Ogniwo Kraków. Nie wpływa to jednak na formę piłkarzy, którzy należą do krajowej czołówki i zdobywają wicemistrzostwo Polski (za Gwardią, czyli Wisłą Kraków).

ZAMIENIA CRACOVIĘ NA WIELICZANKĘ WIELICZKA

W Wieliczce Kolasa spędza dwa sezony, gdzie zostaje grającym trenerem. Szkoli młodzież, oprócz tego normalnie pracuje.

KOLASA KOŃCZY GRAĆ W PIŁKĘ

W wieku 38 lat kończy grać w piłkę. Jego sukcesy to: mistrzostwo Polski 1948, wicemistrzostwo rok później. W 1952 roku zajął trzecie miejsce w ekstraklasie.

POWRÓT CRACOVII DO EKSTRAKLASY

Po ponad dwudziestu latach Kolasa jest świadkiem powrotu Cracovii do ekstraklasy, po wygraniu rywalizacji w drugiej lidze.
Dariusz Faron
Źródło: Przegląd Sportowy 19 maja 2017


Poprzednik
Aleksander Hradecki
Pierwszy Trener przez 259 dni
1 lutego 1978 - 17 października 1978
Następca
Marian Tobik