1997-08-10 Hutnik Kraków - Cracovia 2:0

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

2 kolejka 9-10 VIII 97
Hutnik Kraków- Cracovia 2-0
Bramki: Wawrów (6), Góra (24 sam)
Sędziował
Widzów 3000
Hutnik: Stanek, Prokop, Kaliszan, Ozimek, Duda, Jamróz, Romuzga, Kloc (56 Bernas), Zięba, Wawrów, Stolarz (46 Popczyński)
Cracovia: Felsch, Góra, Kowalik, Depa, Powroźnik (70 Siemieniec), Hrapkowicz, Kubik, Kraczkiewicz, Węgiel (63 Krupa), Kuźmiński (87 Polak), Zegarek

Opis w Gazecie Wyborczej:
Te dwa krakowskie zespoły spotkały się w walce o ligowe punkty po 13-letniej przerwie. Wczoraj lepszy był Hutnik, ale grą w drugiej połowie nie zachwycił.
Przed meczem pożegnano Leszka Walankiewicza, długoletniego gracza Hutnika, teraz drugiego trenera i stopera „Pasów". Ten absolwent AWF, który rozegrał w Hutniku 485 spotkań, przez 18 lat był jedyną postacią, która dostawała brawa od wszystkich kibiców. Otrzymał on również wczoraj swoją kartę zawodniczą od dawnego klubu.
Hutnicy zaczęli szybko. W 3. min wybiegającego na "czystą" pozycję Wawrowa, wykopem uprzedził bramkarz Felsch. Wkrótce było jednak 1-0. Wawrów ograł Depę za linią 16 metrów i lekko po ziemi strzelił obok bramkarza.
Wkrótce próbował zrewanżować się Kubik, jednak dobrze ustawiony Stanek wyłapał mocny strzał. Niecelnym uderzeniem z dystansu odpowiedział Kloc.
Lekką przewagę w tym okresie gry uzyskała Cracovia, ale to Hutnik znów zdobył gola. Wawrów centrował z prawego skrzydła, zaś Góra próbował przyjąć piłkę - uczynił to tak niefortunnie, że futbolówka odbiła się od niego, zmyliła Felscha i wpadła do siatki.
„Pasiaki" dalej próbowały coś zdziałać. Mógł im w tym pomóc Ozimek, który bawił się z piłką. Odebrał mu ją Hrapkowicz, lecz strzelił słabo i niecelnie. W 35. min strzał w swoim starym, dobrym stylu oddał Romuzga, który trafił w poprzeczkę. Po chwili z drugiej strony boiska podawał Kuźmiński, Stanek najpierw obronił strzał Hrapkowicza z bliska, po czym wyłapał jego dobitkę głową.. Główkujący Puda trafił z kolei w boczną siatkę.
Jeszcze przez kilkanaście minut drugiej połowy na boisku dochodziło do spięć podbramkowych. Na początek Depa uderzył tuż nad bramką, później Stanek przepuścił piłkę podaną przez Kubika, lecz nikt z „Pasiaków" nie zna-lazł się przed pustą bramką. Stanek odbił piłkę moment po strzale Hrapkowicza z rzutu wolnego.
Kolejne akcje należały do hutników. W 54. min bramkarz ubiegł wykopem atakujących samowtór Wawrowa i Popczyńskiego. W 57. min świeżo wprowadzony Bernas podał ze skrzydła na przeciwległy słupek, gdzie niewielki Wawrów główkował tak, że Felsch z trudem wypchnął piłkę spod poprzeczki. Następnie, po podaniu Prokopa, golkiper Cracovii z pomocą dwóch obrońców znów uprzedził Wawrowa. W 63. min Felsch mógł jednak sprokurować następnego samobójczego gola. Niczym kiedyś katowiczanin Jojko, rzucił piłkę w kierunku własnej bramki. Zdążył ją jednak dogonić, zanim ta utkwiła w siatce.
Dalsza część meczu była dość nużąca i denerwująca dla kibiców. Hutnicy próbowali wciągnąć gości na własną połowę i często wycofywali piłkę bądź grali wszerz. Jedynym ubarwieniem były strzały Ozimka i Kubika, obronione przez bramkarzy.
- Zwycięstwo Hutnika na pewno zasłużone - podsumował trener Cracovii Piotr Kocąb. - Mam duże zastrzeżenia do naszych linii defensywnych. Mam też pretensje do sędziego, za nieodgwizdanie karnego za faul Kaliszana na Zegarku, tym bardziej że Kaliszan w rozmowie ze mną do faula się przyznał. To szczery chłopak.
Mogę być zadowolony z pierwszej połowy - stwierdził z kolei Romuald Szukiełowicz z Hutnika. - Po 2-0 nastąpiła natomiast spokojna gra i zawodnicy nie realizowali założeń. Graliśmy niekonsekwentnie, było dużo nie wymuszonych strat piłki. W karnych mogło być zaś 1-1, jako że zawodnik Cracovii wybił piłkę ręką. A jeśli nasz zawodnik się przyznaje, to dostanie ode mnie żółtą kartkę.

Opis w Tempie:
Po skończonym meczu gracze obydwu drużyn kazali na siebie długo czekać. W korytarzu klubowym Hutnika kręcili się ci, którym nie dane było wystąpić w derbach. Domarski konwersował z żoną, Ziółkowski wyraźnie nie mógł sobie znaleźć miejsca, przemknęły sylwetki Strojka i Wojneckiego, którego transfer do GKS-u Katowice nie doszedł do skutku, a trener Romuald Szukiełowicz nie widzi go w kadrze Hutnika (?!). Kółeczko towarzyskie założyli: Hajduk (odmówił rozmowy), Sosin, Fudali (znów trenuje z Hutnikiem, choć interesuje się nim Wawel), Stolarz i Powroźnik. Dwaj ostatni opuścili plac gry w trakcie meczu, więc szybciej zakończyli występy pod prysznicem. Rozmowy toczyły się w dość swobodnej atmosferze, wszak większa część wymienionych występowała w obu krakowskich ekipach (takich śladów jest więcej - Walankiewicz, Bernas, Góra, Kraczkiewicz). Sielankowo więc było w klubowym holu Hutnika.
Pierwszy rozmówca - Krzysztof Popczyński. Po występach w Szwecji, Grecji i Danii oraz... krakowskim Borku - znów na Suchych Stawach.
- To mój pierwszy poważny mecz od dwóch lat. Jak na tak długi rozbrat z profesjonalnym futbolem nie było chyba źle. Dwie szybkie bramki ustawiły mecz po naszej myśli. Starałem się poszanować piłkę, pozbywać się jej jak najpóźniej. Takie były zalecenia trenera. Ale chcąc grać w wyjściowej jedenastce muszę ujawnić więcej walorów. Popczyński dla Hutnika poświęcił szkolenie ciekawej grupy naborowej (chłopcy 9-10 letni) w Borku.
-Nie jestem w stanie pogodzić tych dwóch zajęć.
Zadowolony był Krzysztof Duda.
-Podszedłem do meczu profesjonalnie, a nie emocjonalnie. 14 lat grałem w Cracovii, byłem, jestem i będę jej kibicem. Ale nie bawiłem się w sentymenty. Chciałem wygranej Hutnika, tak jak chciałbym zwycięstwa każdej innej drużyny, w której przyszłoby mi grać. Opiekował się niższym o głowę Zegarkiem. - Znamy się jakieś 10 lat, znamy swoje mocne i słabe strony. Chyba ja skorzystałem z tego w większym stopniu. Raz dałem się ograć, ale nie Pawłowi (Kuźmińskiemu - red.). Duda musiał emanować radością, skoro w piątek dogadał się z szefami Hutnika. Nie do końca... - Mam umowę o pracę do 2000 roku, zaś dokumenty kontraktowe podpiszę w poniedziałek. Wawel już nie wchodzi w rachubę.
Odmienną od Dudy sytuację ma Leszek Kraczkiewicz, który 9 lat ze swego sportowego życiorysu zostawił na Suchych Stawach. Teraz reprezentuje barwy Cracovii. - Byli od nas bardziej cwani, mocniejsi fizycznie. Poza tym straciliśmy głupie bramki, jedną sami im strzeliliśmy. Jak mi się grało? - Brakowało mi trochę ogrania, ostatni ważny mecz rozegrałem dwa miesiące temu. Z każdym następnym spotkaniem będzie lepiej, lepiej też będzie sobie radził mój nowy zespół. Dojdzie przecież do składu Leszek Walankiewicz, wyzdrowieje Jacek Mróz... Korzystając z okazji, chciałbym podziękować kibicom, którzy nie zapomnieli o mnie i zgotowali mi tak sympatyczną owację. To naprawdę było miłe... Bohaterem spotkania był niewątpliwie Mariusz Wawrów, strzelec pierwszej bramki i współautor samobójczego gola Góry. Mówi, że był nieco zdziwiony desygnowaniem go do ataku hutników. - Jestem raczej pomocnikiem, ale na szpicy grało mi się nieźle. To był dobry pomysł trenera Szukiełowicza, z którym dobrze się rozumiemy. W ogóle atmosfera jest o niebo lepsza, niż bezpośrednio po spadku. Hutnik powalczy o pierwszą ligę.
Raczej nie będzie doń aspirować Cracovia. Nie był skory do rozmowy Piotr Powroźnik. - Co tu powiedzieć? Nie było lotów na zwycięstwo. Byłem uwikłany w ciężkie pojedynki z Andrzejem Ziębą, to kosztowało mnóstwo sił. Na braki kadrowe narzekał Paweł Zegarek. - Trener Kocąb ma małe pole manewru. Kontuzje, takie jak Mroza, kartki - odbijają się na naszej dyspozycji w dwójnasób. Dwie łatwo stracone bramki spowodowały, że załamał się nasz plan taktyczny. Zamiast kontrować, próbowaliśmy przełamać obronę Hutnika. Bardzo dobrze dysponowaną, mocną fizycznie, uważnie grającą. Z kontry prędzej byśmy ich "ugryźli". Zegarek nie radził sobie z Kaliszanem i Dudą, szkoda, że częściej nie zamieniał się pozycjami z Kuźmińskim. Być może wówczas nie byłaby to tak nierówna konfrontacja. „Pasy" przegrały derby z kretesem, bez żadnego "ale".