Bolesław Kotapka

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Skocz do: nawigacja, szukaj
Bolesław Kotapka

Bolesław Kotapka 1920r.jpg

Informacje ogólne
Imię i nazwisko Bolesław Jan Kotapka
Urodzony 24 października 1898, Kraków, Polska
Zmarły 25 kwietnia 1922, Kraków (zasztyletowany)
Pseudonim Kłapapka
Pozycja napastnik, prawy łącznik
Wzrost 160 cm
Waga 50 kg
Kariera w pierwszej drużynie Cracovii
Sezon Rozgrywki - występy (gole)
1913
1914
1915
1916
1917
1918
1919
1920
1921
1922
-
-
b.d.
-
-
tow - 5 (0)
b.d.
KA - 1 (0)
MP - 6 (7), KA - 5 (8)
KA - 3 (3)
1906-1919 oficjalne i towarzyskie, od 1920 tylko oficjalne mecze
Debiut 1918-08-25 Czarni Lwów - Cracovia 0:7
Ostatni mecz 1922-04-23 Cracovia - Makkabi Kraków 0:1
Kluby
Lata Klub Występy (gole)
1913-1917
1918
1918-1922
Cracovia
Wisła Kraków
Cracovia


6 (7)
liczba występów i goli w ekstraklasie i mistrzostwach kraju

j - jesień, w - wiosna


Bolesław Kotapka
Bolesław Kotapka
Bolesław "Kłapapka" Kotapka w karykaturze z 1921 roku.

Bolesław Jan Kotapka urodził się 24 października 1898 w Krakowie, w nocy z 24 na 25 kwietnia 1922 został zasztyletowany przez bandytę w ulicznej awanturze w Krakowie, gdy stanął w obronie rannego brata. W jego pogrzebie wzięło udział 4 tysiące ludzi.

"Typ intuicjonisty, grał jak w hipnozie" - pisał komentator Przeglądu Sportowego.

"Kto raz ujrzał Bolka, to wychudzone chłopczątko, nie wierzył własnym oczom. Niezwykły poziom techniczny i rozum, z zawodnika zupełnie pozbawionego szybkości zrobiły gwiazdę pierwszej jasności. Jako technik potrafił wszystko, jako taktyk miał .szósty, albo i siódmy zmysł. To było tajemnicą skuteczności jego gry" - pisał Kałuża.

Bolesław Kotapka we wspomnieniach Stanisława Mielecha

Strzelcem który budził wielkie nadzieje był Kotapka. Zawodnik ten był najmniejszy wzrostem ze wszystkich naszych strzelców, a więc przeciwieństwo Steuermana. Specjalnością jego były „dobitki” i z tego powodu stał się utrapieniem bramkarzy. Strzelił do bramki niecelnie lewoskrzydłowy lub nawet łącznik, wypuścił bramkarz z rąk piłkę, odbiła się piłka od poprzeczki – Kotapka zawsze gotów do poprawki, zawsze był na miejscu i meldował się z piłką w bramce. W I drużynie Cracovii grał tylko 66 meczów, lecz strzelił w nich 84 bramki, co jest bardzo wysoką przeciętną. Zapowiadał się jak najlepiej. Zmarł przedwcześnie tragiczną śmiercią.

Kotapka, który nie miał dobrych warunków fizycznych, zdobył swą mistrzowską formę dzięki niesłychanej pracowitości. Niemal codziennie biegał po 12 rund, a oprócz tego trenował strzały, wózkowanie i inne elementy techniki piłkarskiej. Należał do najlepszych graczy głową. Z dobrym partnerem, z Weyssenhoffem, czy Kałużą, potrafił piłkę odbijając bez przerwy kilkaset razy. Na grę był bardzo łakomy; nie opuszczał nigdy żadnego meczu. Raz po zawodach trener Pozsonyi zauważył, że Kotapka kuleje. Gdy mu ściągnięto but, okazało się iż skarpeta była przesiąknięta krwią. Kotapka miał bolesny ropień pod paznokciem na dużym palcu. Z obawy, że nie będzie wstawiony do drużyny, zataił schorzenie, wyciął z blachy rodzaj ochraniacza, nałożył go na palec i zabandażował stopę. Oczywiście przy pierwszym kopnięciu piłki blacha wbiła się w ciało. Szczęściem cała ta historia nie zakończyła się zakażeniem.

Stanisław Mielech - "Gole, Faule i Ofsaidy"

Ze wspomnień starego piłkarza

Echo Krakowa cz.4

Relacja z meczu w dzienniku Echo Krakowa
IV

BOLEK KOTAPKA
Świetnym wykonawca pomysłów Kałuży na boisku był Bolek Kotapka, niezapomniany prawy łącznik Cracovii.
Nienadzwyczajnej budowy, w wiarę szybki, o silnym, plasowanym strzale, był doskonałym technikiem, świetnie się orientującym i ustawiającym.
Był on zawsze tam, gdzie była potrzeba. Specjalnie zaś polował na t. zw. „odbitki" od bramkarza.
Z tych włośnie sytuacji zdobył on wielką ilość bramek. — pilny na treningu, zawsze pracował nad poprawą swej formy.
Pamiętam, gdy w okresie jego słabszej nieco formy, kierownictwo Cracovii wstawiło mnie na prawego łącznika, obok Kałuży i Koguta. Kotapce, w tym czasie schodził paznokieć na dużym palcu prawej nogi tak, że o jego grze chwilowo nie było mowy.
Chłopak nie mógł sobie miejsca znaleźć, — gdy zaś do skutku doszedł wyjazd do Budapesztu, do tamtejszego MTK i FTC. Bolek oświadczył kierownictwu, że jest zdrów, że paznokieć już zszedł, no i ze może jechać.
Mecz z FTC przegraliśmy w zaszczytnym stosunku 0:1, przy czym Popiel błysnął nadzwyczajną formą. Kałuża zaś grał również koncertowo. Na mecz z MTK wstawiono Kotapkę na łącznika.
Trzeba było widzieć jego grą, — wspaniale!
Był poza Kałużą najlepszym na boisku. Dwa razy słabszy fizycznie od każdego gracza węgierskiego, nie pozwalał sobie odebrać piłki, a strzelał nie gorzej od reszty napastników.
Ale trzeba było widzieć po meczu but Kotapki... — but pełen krwi, z bolącego palca, który wyglądał, jak posiekany nożem. Cóż się więc stało?
Kotapka chcąc za wszelką ceną grać z Węgrami, spreparował sobie w Krakowie jeszcze, specjalną ochronę z blachy miedzianej i założył ją przed meczem na chory palec, podkładając trochę waty.
W czasie meczu wata zsunęła się, i blacha rozraniła goły palec do krwi.
Takim byt Bolek Kotapka, jeden z ówczesnych piłkarzy Cracovii.
Wesoły był ten chłopak! — stalą uśmiechnięty i zadowolony, na żart odpowiadał żartem, na kpiny — dowcipem.
Najlepszy kolega-towarzysz.
Oddał by duszą za Cracovię— jej przegrana była największym jego zmartwieniem — Kałuża choć często żartował z niego, kochał go jak brata. Jednym z najładniejszych jego meczów było spotkanie z Union Żiżkov w Pradze. W meczu tym Kotapka zdobył wspaniałą bramkę, przy czym czeski bramkarz Kaliba, gratulując mu po ukończonych zawodach, nie mógł po prostu wyjść z podziwu, skąd w takim chucherku jak Bolek, znalazło się dość siły, do strzelenia takiej bomby.
ROZTARGNIONY TADZIO
Kotapka nie odznaczał się zbyt wielką szybkością. — też na ten temat często dochodziło do docinków pod jego adresem.
Celował w tym Tadzio Synowiec, zwany popularnie „Żyłą".
Drwinki jego (utrzymane zresztą w najlepszym tonie) mocno denerwowały Bolka.
Tadzio twierdził że Kotapka może dogonić swój strzał, ponieważ jest tak slaby (oczywiście strzał nie Kotapka).
Bolek odcinał się jak mógł, nie mogąc sobie zaś dać rady, chwycił się ostatecznego środka i w milczeniu patrzył na przekręcone do środka nogi Synowca.
Tadzio, gdy to spostrzegł przestępował natychmiast. — to była jego najsłabsza strona. — to trochę do środ¬ka, znające tendencje stopy. Również Tadzio był obiektem częstych żartów, — jako były profesor gimnazjalny, słynął ze swego roztargnienia, jak również najczystszej uczciwości.
Było to na meczu ze Slavią w Pradze.
Graliśmy wczesną wiosną, prawie bez treningu. — i oczywiście Slavia prowadziła 2:0.
Arbiter, prowadzamy zawody nie grzeszył poza tym bynajmniej bezstronnością.
Gdy w pewnym momencie środkowy napastnik Slavii, Vaniek znalazł się pod nasza bramką, zabiegł mu drogo nasz środkowy pomocnik Staszek Cikowski i wyciągniętą nogą zdążył odbić piłkę w stronę bramkarza.
Zetknięcie to sprytnie wykorzystał Vaniek i założywszy sobie nogę na nogę, przewrócił się na polu karnym, symulując faul.
Oczywista sędzia odgwizdał rzut karny.
Cikowski, który w tym czasie kończył medycynę zwraca się do Synowca jako kapitan drużyny i rzece:
— „Tadziu, daję ci akademickie słowo honoru , że nie podłożyłem mu nogi! — Idź do sędziego i zaprotestuj".
Tadzio,wierząc w pierwszej chwili Cikowskiemu na ślepo pędzi w stronę sędziego— po chwili jednak wraca do Cikowskieqo i rzuca w jego stronę pytanie:
— ..Stasiu... ale czy ja tak mogę z czystym sumieniem..?"
Staszek popatrzył na niego zdumiony, — wreszcie machnął ręka i odszedł.
Po meczu w szatni, koledzy pokpiwali z „Żyły”, że przecież akademikowi dającemu słowo honoru, nie można nie wierzyć.
Tadzio często bywał w takiej rozterce duchowej.
Powody do niej dawali często sędziowie, równocześnie wiele kłopotów miał z własnymi zawodnikami.
Oczywiście nie ze wszystkimi.

Powodem częstych zmartwień kapitana drużyny był lewy łącznik Cracovii Kogut.
Źródło: Echo Krakowa cz.4 nr 253 z 22 listopada 1946



Zabójstwo