Czesław Rajtar

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Skocz do: nawigacja, szukaj
Czesław Rajtar

Czesław Rajtar.jpg

Informacje ogólne
Imię i nazwisko Czesław Rajtar
Urodzony 26 maja 1929, Kraków, Polska
Zmarły 20 stycznia 2017, Kraków
Pseudonim Krowoderski Zuch
Pozycja napastnik
Wzrost 162 cm
Waga 61 kg
Wychowanek Krowodrza Kraków
Kariera w pierwszej drużynie Cracovii
Sezon Rozgrywki - występy (gole)
1949
1950
1951
1952
1953
1954
1955
1956
1L - 7 (0)
1L - 17 (6)
1L - 22 (7), PP - 1 (0)
1L - 7 (0), PP - 1 (0)
1L - 13 (3), PP - 1 (0)
1L - 8 (1), PP - 2 (0)
2L - 19 (2), PP - 1 (0)
2L - 21 (0)
1906-1919 oficjalne i towarzyskie, od 1920 tylko oficjalne mecze
Debiut 1949-09-15 Ogniwo K. - Gwardia K. 0:0
Kluby
Lata Klub Występy (gole)
1945-1949
1949-1957


1957
Krowodrza Kraków
Cracovia


Wanda Nowa Huta

1L - 74 (17)
2L - 40 (2)
PP - 6 (0)
liczba występów i goli w ekstraklasie i mistrzostwach kraju
Reprezentacja narodowa
1952 Polska 1 (0)

j - jesień, w - wiosna


Czesław Rajtar rozegrał w Cracovii 74 mecze w I lidze (17 bramek).


Prasa

Gazeta Krakowska 19.05.2005

Niewiele jest już wielkich postaci Cracovii. Cóż, sukcesy piłkarskie odnoszone były dość dawno, a lata niestety lecą. Ostatnim prawdziwym dokonaniem futbolistów w białoczerwone pasy był tytuł wicemistrza Polski wywalczony w 1949 roku. Z tamtej drużyny z podstawowego składu został tylko Czesław Rajtar, z zawodników z szerokiej kadry żyją jeszcze Jan Hymczak i Mieczysław Kolasa.

Przygodę z piłką zaczynał w dzielnicowym klubie - Towarzystwie Sportowym Krowodrza, mając 16 lat. Był to powojenny czas, młodzież okupacyjna szła albo do harcerstwa, albo brała się za uprawianie sportu. Czesław Rajtar wybrał to drugie. Mieszkał w Krowodrzy i naturalne było, że wraz z grupą kolegów wybierze pobliski klub, w swojej "małej ojczyźnie".

- Nie mieliśmy własnego boiska, występowaliśmy na obiekcie Olszy lub na Legii - usytuowanej ty gdzie jest obecnie rezerwowe boisko Wisły.

- Przychodzili na te mecze trenerzy z Krakowskiego Związku Piłki Nożnej. Zostałem wypatrzony i zaproszony na obóz dla juniorów. Pojechałem m.in. do Kowańca koło Nowego Targu. Byli tam zawodnicy z różnych klubów. W końcu zainteresował się mną kierownik drużyny Cracovii Stanisław Wójcik i do niego trafiłem.

Zadebiutował w lidze 16 września 1949r. w meczu z Wisłą Kraków, zakończonym bezbramkowym wynikiem. Cracovia to była wtedy świetna drużyna, rok wcześniej sięgnęła po mistrzostwo Polski, miała w składzie Rybickiego, Gędłka, Parpana, braci Jabłońskich, Rożankowskich, odszedł tylko Szeliga.

Czesław Rajtar grał w koszulce w pasy do 1957r. kiedy to dalszą karierę pokrzyżowała mu kontuzja.
Ominął go też atrakcyjny wyjazd na Igrzyska Olimpijskie do Helsinek w 1952r.

- Doznałem kontuzji podczas jednego z meczów kontrolnych, z Dozsą Budapeszt w Chorzowie - wspomina pan Czesław. - Pojechałem na Węgry do najlepszych specjalistów, którzy jednak orzekli, że w ciągu miesiąca nie dojdę do pełnej sprawności. Minęła mnie więc olimpiada. A miałem pewne miejsce. Przez tę kontuzje miałem też kłopoty w klubie, gdyż odmówiłem gry do czasu, aż poddam się operacji, która miała być sfinansowana przez PZKol. W końcu nie zapłacono za zabieg, a koszty pokryła Cracovia.

Czesław Rajtar zaliczył jeden oficjalny mecz w reprezentacji - w 1952r. z Rumunią w Bukareszcie przegrany 0:1. Były też dwa spotkania w reprezentacji "B".

Rajtar grał jako prawy łącznik w systemie WM, na pozycji która już nie istnieje w dzisiejszym futbolu, ale najbardziej zbliżony do niej jest prawy pomocnik.

- Nie miałem tremy wchodząc do mistrzowskiej drużyny - mówi Czesław Rajtar. - Wierzyłem w swoje umiejętności. Zaliczyłem 198 występów, a miałbym jeszcze więcej, gdyby nie powołania do kadry, które "wyrwały" mi sporo czasu.

Czesław Rajtar szczególnie wspomina konfrontacje ligowe z Ruchem Chorzów.
- To była niezwykle silna drużyna, z Cieślikiem, Alszerem, Suszczykiem. Szczególnie jeden mecz utkwił mi w pamięci. W Chorzowie, było 1:1, i gdy kończyło się spotkanie, w ostatniej chwili wygraliśmy 2:1.

Czesław Rajtar studiował na Wyższej Szkole Ekonomicznej. Treningi miał dwa razy w tygodniu więc można było to jakoś pogodzić. Natomiast na obozy musiał mieć specjalną zgodę uczelni.

Ostatnie lata wreszcie po okresie degrengolady mogą cieszyć dawnych mistrzów.

- Życzyłbym sobie, by była jedna Cracovia, skończyły się podziały na spółkę i klub, wszystkim przecież zależy na dobrych wynikach naszego klubu - kończy Czesław Rajtar.


Czesław Rajtar


Wywiady

Czesław Rajtar: Przyjaźniliśmy się z wiślakami - Gazeta Wyborcza 19.10.2007

Czesław Rajtar 2.jpg

Adrian Grałek: 15 września 1949 r. - to dla Pana chyba szczególna data?

Czesław Rajtar: Zagrałem wtedy pierwszy mecz w Cracovii i od razu naprzeciwko stanęła Wisła. Do dzisiaj mam w pamięci tamte wydarzenia. To spotkanie zadecydowało o mojej przyszłej karierze. Dzięki dobremu występowi w derbach dostałem się do pierwszej drużyny. Mogłem grać u boku takich piłkarzy, jak Władysław Gędłek czy Tadeusz Parpan.

Nie przestraszył się Pan 25-tysięcznej publiczności?

- Starałem się nie zwracać uwagi na trybuny. Pamiętam mój pierwszy kontakt z piłką. Wymieniłem podania głową ze Stanisławem Różankowskim i już wiedziałem, że będzie dobrze. Zostałem szybko zaakceptowany przez publiczność, to bardzo mnie podbudowało. Czy następne derby też budziły takie emocje?

- Później to już traktowałem takie spotkania, jak każdy inny mecz. Nie było takiego podgrzewania atmosfery, jak teraz.

Jakie były wtedy relacje między kibicami obu drużyn?

- Nie było mowy o żadnej wrogości. Młody człowiek siedzący na stadionie nie odważył się zapalić papierosa, a przeklinanie czy wszczynanie bójek nie mieściło się w głowie. Akcje zespołów były nagradzane oklaskami przez kibiców obu drużyn. To był spektakl, widowisko teatralne, na którym wszyscy świetnie się bawili. Jeśli ktoś się odważył krzyknąć "sędzia kalosz!" - to już skupiał uwagę wszystkich dookoła.

A kontakty między piłkarzami Wisły i Cracovii?

- Znaliśmy się bardzo dobrze, ponieważ wszyscy pochodziliśmy z Krakowa. Wtedy nie było w zespołach zawodników z innych miast. Urodziłem się w Krowodrzy i większość moich kolegów z dzielnicy była za Wisłą, tylko ja od dziecka kibicowałem Cracovii. To w żaden sposób nie wpływało na nasze bardzo dobre relacje. Przyjaźniłem się również z wiślakami na obozach reprezentacji narodowej.

Jak wyglądały mecze derbowe z perspektywy kibica?

- Sprzed wojny niewiele pamiętam. Byłem wtedy młodym chłopcem i żeby dostać się na mecz, czekało się na starszego pana, pod którego opieką można było wejść na stadion. Doskonale pamiętam za to spotkanie derbowe z 1948 r. na stadionie Garbarni, które zdecydowało o tytule mistrza Polski. Oglądałem ten mecz w towarzystwie kolegów, którzy kibicowali Wiśle. Cracovia wygrała 3:1 i musieli uznać moją wyższość. Może nie byli szczęśliwi, ale nie było mowy o żadnych wyzwiskach czy bijatykach.

Chodzi Pan jeszcze na mecze Cracovii?

- Coraz mniej. Ostatni raz byłem dwa miesiące temu. Zawsze wychodzę ze stadionu 20-30 min. przed końcem spotkania, by spokojnie dojść do samochodu i pojechać do domu. Nie chcę słuchać wulgarnych śpiewów i wyzwisk pod adresem kibiców czy piłkarzy drużyny przeciwnej. Przecież wiadomo, że Wisła ma dzisiaj dużo lepszych piłkarzy. Trzeba to uszanować. Kiedyś na mecze Cracovii przychodziło ponad 20 tys. kibiców, teraz nieco ponad 2 tys. Ludzie chcą czuć się bezpieczni na stadionie, nie bać się agresywnych i nieodpowiedzialnych młodzieńców. Nie pójdę w sobotę na derby. Nie potrzebuję, by ktoś mnie obrażał, gdy nie wstanę podczas grania hymnu klubowego. Brzydzę się i boję agresji.