Henryk Surma

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
Henryk Surma

Henryk Surma.jpg

Informacje ogólne
Imię i nazwisko Henryk Surma
Urodzony(a) 13 września 1935, Kraków
Wiek 82 l.


Henryk Surma urodził się 13 września 1935 w Krakowie. W młodości pasjonował się sportem, był aktywnym harcerzem. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1960. Pełnił obowiązki duszpasterskie w Krakowie, Grodku Śląskim, na Opolszczyźnie, w Bydgoszczy, Odporyszowie koło Dąbrowy Tarnowskiej, krótko w zakopiańskiej Olszy, później ponownie wrócił do Krakowa, gdzie jesienią 2004 został kapelanem Cracovii.

Brat Fryderyka, piłkarza Cracovii, stryj Filipa, asystenta trenera w sztabie szkoleniowym Pasów i Łukasza, piłkarza, reprezentanta Polski.


Spis treści

10 przykazań kibica

(tytuł własny red. WikiPasy.pl - oryginalny tytuł "Oby było spokojnie!")

Rozpoczynają się emocje piłkarskie. Rusza Ekstraklasa. Będziemy znowu przeżywać emocje meczów. Z naszą Cracovią będziemy na dobre i złe chwile.

Łatwo jest dopingować, gdy mecz przebiega z założoną przez trenera taktyką, gdy strzela się po pięknych akcjach gole. Gorzej jest kiedy się gra nie układa tak jak tego pragniemy. Szanowny kibicu czujesz się zawiedziony, denerwujesz się, przeklinasz po cichu, gdy drużyna przeciwna gra lepiej.

W takich trudnych chwilach wspierajmy naszych zawodników dopingiem i głośnymi okrzykami, które będą wyzwalały jeszcze większe ambicje piłkarzy. Nie jest to łatwe, ale koniecznie trzeba okazać moc i wsparcie dla zawodników. Twórzmy jedność i dobrą atmosferę z trenerem, prezesem bo to z pewnością zmobilizuje zawodników do lepszej gry.

Odwołuję się do ostatniej pielgrzymki do Łagiewnik, która odbyła się dla sportowców i kibiców w dniu 3 kwietnia tego roku w trzecią rocznicę śmierci Papieża. Hasło pielgrzymki i cel: byśmy byli jedno, miłość, dobro, dobra atmosfera, pojednanie, aby jak najwięcej było dobra na naszych stadionach, a jak najmniej zła. Jak najwięcej miłości, a jak najmniej agresji.

Życzę wszystkim, aby energię złości, zaczepek i bójek przełożyć na dobro i modlitwę. Możesz modlić się o powodzenie swojej drużyny, ale:

  1. Nie módl się o kontuzje w drużynie przeciwnika.
  2. Nie obrażaj zawodników okrzykami.
  3. Nie wygwizduj ich potknięć i błędów.
  4. Werdykty sędziego przyjmuj z pokorą.
  5. Nie wyśmiewaj kibiców przeciwnej drużyny.
  6. Wstrzymaj się od obraźliwych gestów.
  7. Nie prowokuj złośliwymi okrzykami.
  8. Wstrzymaj się od agresywnych zaczepek.
  9. Nie daj się sprowokować.
  10. Nie bój się gratulować przeciwnikowi wygranej.

Sądzę, że wsparta modlitwą, wygra w nas siła dobra. Pamiętajmy: Bóg czuwa nad nami wraz ze sługą Bożym Janem Pawłem II, najlepszym i największym kibicem Cracovii. Nie możemy go zawieść: "Zło dobrem zwyciężaj".

Ks. Henryk Surma CM, Kapelan Cracovii
Źródło: TerazPasy.pl [1]

Prasa

Pojednanie wyda owoce - Nasz Dziennik 1-2.04.2006

Ksiądz Kapelan był jednym z inicjatorów i wielkich piewców pojednania kibiców sportowych, które miało miejsce tuż po śmierci naszego Papieża. Jak dziś, z perspektywy czasu, wspomina Ksiądz to niezwykłe wydarzenie?

- Cały czas mam w pamięci stadion Cracovii, na którym wspólnie modliło się i śpiewało "Barkę" 25 tysięcy kibiców różnych polskich klubów, także tych tzw. zwaśnionych. Patrzyłem na to wszystko z ogromną radością, może nawet niedowierzaniem - bo na naszych oczach działo się coś cudownego, wyjątkowego. Wyobrażałem sobie ów stadion jako rolę, na którą rzucane jest ziarno. Wiedziałem, jak chyba każdy z nas, że raz spada ono na glebę żyzną, pięknie owocując, drugi raz na jałową. Dlatego nie oczekiwałem, że efekty przyjdą natychmiast, że nagle na naszych oczach wszyscy się nawrócą. Ten proces zależy bowiem od wielu czynników, tkwiących gdzieś głęboko we wnętrzu człowieka.

Dlatego ja tych wydarzeń nie nazywałem nawet "rewolucją" ducha. To była "malutka rewolucja", jej efekty poznamy jutro, może pojutrze - w rewolucję "wielką" dopiero się przemieni. Głęboko w to wierzę.

Za nami dwanaście miesięcy, w czasie których wiele się zdarzyło, zmieniło. Czy pojednanie kibiców trwa? Obserwując wydarzenia, które mają miejsce na polskich stadionach, można w to niekiedy zwątpić...

- Tak, szukamy winnych, zastanawiamy się, co się dzieje, gdzie to pojednanie. Niektóre gazety piszą, że było ono farsą, ba, że tak naprawdę nie było go w ogóle. To nieprawda, kłamstwo. Wszystko to, co działo się po śmierci Jana Pawła II, było dobrym początkiem. Aby się pojednać, serca nie mogą być pełne nienawiści i agresji - muszą je zastąpić przebaczenie i miłość. To proces, który wymaga czasu, zmiany podejścia do życia. Jednym udaje się szybciej, innym nie. Dlatego bądźmy pokorni i cierpliwie czekajmy na owoce. Ich nie zabraknie, już teraz możemy je zaobserwować Nie możemy tylko wątpić czy podważać sensu tego, co miało miejsce przed rokiem. Przeciwnie, musimy nadal pracować, przypominać i pomagać porządkować hierarchię wartości.

A tych, którzy mówią, że nie byto i nie ma pojednania, pytam: co dla niego zrobiłeś? Czy chociaż raz odmówiłeś "Zdrowaś Maryjo", czy uczestniczyłeś w Mszach Świętych w intencji pojednania? Twojego nawrócenia i przebaczenia także nie może brakować!

Ale jak tu nawet mówić o pojednaniu, gdy dochodzi do tego, że kibice się nawzajem zabijają? Wypadki, które niedawno miały miejsce na stadionie Cracovii - tak ukochanej przez Ojca Świętego - i poza nim, poruszyły do głębi całą Polskę. Od razu pojawiły się stwierdzenia, że po ubiegłorocznych gestach pokoju nie ma już śladu.

- Po takich wydarzeniach rzeczywiście nasuwa się wiele pytań, wątpliwości, niepewności. Zanim jednak wyrazimy sąd, że żadnego pojednania nie ma, spójrzmy na siebie i zapytajmy: Jaki był mój wkład w nie? A potem weźmy się do pracy. Zacznijmy od dzieci, które dziś są tak bardzo zaniedbane. To nie jest moje zdanie, ale Chrystusa: dopuśćcie mnie do dzieci. Trzeba wychowywać od maleńkości, także najmłodszych kibiców na trybunach. Jaki przykład im dajemy, przeklinając, śpiewając wulgarne piosenki, agresywnie się zachowując?

Rodzice muszą czuwać i interesować się tym, co robią ich pociechy. Nie mogą bać się zwracać im uwagi. Dlaczego młodzież nimi zawładnęła? Bo na to pozwolili! Młodzi potrafią wykorzystać każdą okazję, coraz mocniej odczuwają, że szkoła dopuszcza drastyczne naruszenia regulaminu, że nie karze. "Róbta, co chceta" to parodia wolności. Nauczyciele mają coraz więcej problemów z rodzicami swych wychowanków. Jeszcze niedawno upominali oni swych synów i córki za złe zachowanie, słabe wyniki w nauce. Dziś jest inaczej - w kontakcie z nauczycielami stają się agresywni, stawiają mur.

Tymczasem dziecko dorasta, korzystając z "dobrodziejstw" tego świata z takim pokręconym, wypaczonym wychowaniem, l takie przychodzi na stadion. Nie ciągnie go piłka, sport, tylko grupa kolegów, z którymi można porozrabiać, wypalić papierosa czy wypić piwo.

Dzieci potrzebują naszej mądrej obecności, miłości i twardych wymagań. Nie mówmy, że mogą się rozwijać bez Boga, zasad moralnych, prawdy. Wielkie zło wyrządza ten, kto uważa, że wychowawca powinien zawsze respektować przekonania wychowanka, że jest coś takiego jak wychowanie bez stresu.

Tylko że dziś usilnie walczy się z autorytetami i ideałami, zastępując je wspomnianym już "róbta, co chceta".

- To prawda, a młodzież potrzebuje dobrych autorytetów jak nigdy dotąd. Od razu nasuwa się jednak pytanie, komu zależy na ich dewaluacji, skoro ciągle są atakowane i poniewierane przez niektóre media? Dobry proces wychowawczy potrzebuje świadków Chrystusa. Nie może oszust uczyć uczciwości, rozpustnik-wierności, leń-dobrej pracy, a stroniący od religijnych praktyk - pobożności. Na początku Wielkiego Postu Chrystus wezwał nas do nawrócenia i wielkiej wiary w Ewangelię. Powinien ją przyjąć do serca każdy z nas, szczególnie ten, kto odpowiedzialny jest za wychowanie młodzieży. Powinna ją przyjąć rodzina, która musi być Bogiem silna.

Niedawno zrobiło się smutno. Po piłkarskim meczu zginął młody człowiek, l choć długo będzie się pamiętało ten tragiczny napad i śmierć, wszyscy zróbmy rachunek sumienia. Wyprostujmy nasze złe drogi i pełni nadziei, w pokorze i bez unoszenia się pychą uwierzmy, że kibice naprawdę się pojednali. Że w wielu sercach zagościły miłość i pokój.

Tym bardziej że Ojciec Święty uwielbiał sport i na każdym kroku podkreślał, jak wielkie tkwią w nim wartości. Dlatego ze wszech miar trzeba walczyć o jego piękne oblicze, kształtowane także przez kibiców.

- W sporcie są wartości, ale nie mogą być budowane na piasku; ich fundament musi być mocny. Modlitwa, wiara, miłość, nadzieja - na nich swe działania opiera nie tylko ksiądz, wychowawca, ale i sportowiec. Papież wspaniale potrafił je łączyć i wykazywać, że nie istnieją jedne bez drugich. W dzisiejszym świecie, opanowanym przez polityczną poprawność, próbuje się oddzielić wiarę od różnych dziedzin życia, także sportu. Nie oszukujmy się - to droga donikąd.

Przed niedawnymi derbami Krakowa ktoś zapytał mnie, czy Ojciec Święty będzie z nieba je oglądał i komu będzie dopingował. Odpowiedziałem, że na pewno, że będzie się modlił za wszystkich uczestników - po równo za Cracovię i za Wisłę. Papież zawsze podkreślał, że sport ma ludzi łączyć. Że nie ma w nim miejsca na nienawiść, przemoc, oszustwo, dążenie do zwycięstwa za wszelką cenę, "po trupach". Jeśli wszystko oprzemy na przykazaniach Bożych - będzie dobrze. To źródło szczęścia.

Dziękuję za rozmowę. Piotr Skrobisz

Zobacz też