Stefan Majewski

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Skocz do: nawigacja, szukaj
Stefan Majewski

Stefan Majewski.jpg

Informacje ogólne
Imię i nazwisko Stefan Majewski
Urodzony(a) 31 stycznia 1956, Bydgoszcz
Wiek 63 l.

Stefan Majewski urodził się 31 stycznia 1956 r. w Bydgoszczy. Polski piłkarz i trener. Absolwent Wyższej Szkoły Sportowej w Kolonii. Były reprezentant Polski - 40 meczów, 4 gole (dwa finały MŚ 1982 - III miejsce; 1986).

Kariera trenerska:

Stefan Majewski podczas meczu z Lechem Poznań.

1990-94 Juniorzy Freiburga
1994, 1996 Polonia Warszawa (awans do I ligi)
1997-99 Rezerwy FC Kaiserslautern
1999-2001 Amica Wronki (Puchar Polski w 1999 i 2000 oraz Superpuchar Polski w 1999)
2001-02 Zagłębie Lubin
2002 Świt Nowy Dwór Mazowiecki
2002-03 II trener Reprezentacji Polski
2003-04 Amica Wronki (3. miejsce w Ekstraklasie)
2004-06 Widzew Łódź (awans do Ekstraklasy)
od 02.10.2006 do 27.10.2008 Cracovia

Kariera piłkarska:

Kluby

1972-73 Gwiazda Bydgoszcz
1973-77 Chemik Bydgoszcz
1977-78 Zawisza Bydgoszcz
1979-84 Legia Warszawa
1984-87 FC Kaiserslautern
1987-88 Arminia Bielefeld
1988-89 Apollon Limassol
1989-93 SC Freiburg

Reprezentacja Polski

40 meczów, 4 gole (dwa finały MŚ 1982 - III miejsce; 1986).
1978 - Finlandia (1 gol), Islandia, Rumunia, Szwajcaria.
1979 - Tunezja, Algieria, Węgry, NRD, Rumunia, Szwajcaria.
1980 - Maroko, Irak, Belgia.
1981 - NRD, Argentyna, Malta (1 gol), Hiszpania.
1982 - dwa razy Włochy, dwa razy Francja (1 gol), Kamerun, Peru, Belgia, ZSRR, Finlandia, Portugalia.
1983 - dwa razy ZSRR, Bułgaria (1 gol), Finlandia, Rumunia, Portugalia.
1984 - Chiny.
1986 - Hiszpania, Dania, Maroko, Portugalia, Anglia, Brazylia.

Wywiady

Nie odejdę, mam jeszcze dużo do zrobienia - Gazeta Wyborcza 9.11.2007

Ten zespół nie jest stworzony do sukcesu, bo w odpowiednim momencie nie ma człowieka, który by nim pokierował i zmusił wszystkich do maksymalnego wysiłku - uważa Stefan Majewski, trener Cracovii

Andrzej Klemba: Dlaczego Cracovia gra tak słabo?

Stefan Majewski: Jest wiele czynników, ale przede wszystkim zawodnikom brakuje wiary, że to, co robimy, jest dobre i zda egzamin. Chyba nie mają zaufania, że jesteśmy na dobrej drodze. Nie chcę narzekać, ale np. w meczu z Polonią Bytom w 6. min jest dla nas rzut karny, a sędzia nie reaguje. Jeśli w derbach asystent podniósłby chorągiewkę i zasygnalizował spalonego, nie przegralibyśmy. Można by dalej gdybać i wskazać kolejne mecze, ale nie o to chodzi. To płytkie wytłumaczenie, ale punktów mielibyśmy więcej. Sytuacja w tabeli może nie byłaby dobra, ale nie tak tragiczna jak teraz.

Skład niewiele się zmienił, za to gra dużo i to na gorsze.

- Na pewno na początku sezonu nie mogła się podobać, bo właściwie nie stwarzaliśmy sytuacji. Teraz jest z tym o wiele lepiej, ale nie potrafimy ich wykorzystać. To wciąż problem, ale jest jeszcze większy - indywidualne błędy zawodników, po których tracimy gole. Większość bramek padła, kiedy w obronie mieliśmy przewagę liczebną nad atakującymi. To wynik braku koncentracji poszczególnych zawodników. Gdyby nie błędy, nasza sytuacja byłaby lepsza. W piłce potrzeba również trochę szczęścia, a my go raczej nie mamy.

Niesprzyjającym losem trudno tłumaczyć cztery porażki z rzędu, wyeliminowanie z Pucharu Polski na własnym boisku czy też brak choćby punktu na wyjeździe...

- W ostatnim meczu znakomite sytuacje mieli Paweł Nowak, Marcin Bojarski czy Darek Pawlusiński. To są zawodnicy, którzy powinni je wykorzystywać. Nie mogę mieć takich pretensji do Bartka Dudzica, bo jest jeszcze młody. W poprzednim sezonie takich okazji nie marnowali. Duży wpływ na atmosferę ma to, że nie wygrywamy. Dochodzi presja, która na pewno nie jest naszym sprzymierzeńcem. Zrozumiałbym, gdybym miał młody zespół, który na wyjazdach mógłby nie wytrzymywać presji. Ale drużyna ma wysoką średnią wieku graczy i dziwię się, że nie wytrzymują psychicznie na boiskach rywali,

Ma Pan w drużynie wielu doświadczonych piłkarzy. Nikt z nich nie potrafi wziąć na siebie odpowiedzialności?

- Od dłuższego czasu powtarzam, że tej drużynie brakuje lidera. Niestety, z cechami przywódczymi trzeba się urodzić, trudno je wykształcić. Ten zespół nie jest stworzony do sukcesu, bo w odpowiednim momencie nie ma człowieka, który by nim pokierował i zmusił wszystkich do maksymalnego wysiłku.

Miał Pan przecież Piotra Gizę.

- On wcale nie był liderem. Środkowy pomocnik nie musi być od razu przywódcą. Był zawodnikiem ofensywnym, ale nie potrafił pociągnąć gry czy zmobilizować kolegów.

Giza jest teraz ulubieńcem trenera Legii. Tak bardzo różnicie się w ocenie tego samego zawodnika?

- Na pewno tak. W Legii jest wielu piłkarzy o wyższych umiejętnościach i każdemu łatwiej się przy nich gra. Zresztą jakoś dużo bramek Giza nie strzela.

Dlaczego więc nie pozyskał Pan potencjalnego lidera?

- Takiego piłkarza nie jest łatwo znaleźć. Nie było takiego gracza na rynku, który chciałby do nas przyjść lub Cracovia mogłaby go kupić.

Do kogo ma Pan największe pretensje spośród piłkarzy?

- Do starszych zawodników, w tym do kapitana drużyny. Powinien bardziej motywować kolegów na boisku, a tego nie robi. Między innymi po to został przez drużynę wybrany.

Jest Pan zadowolony z transferów Przemysława Kuliga i Kamila Witkowskiego?

- Tak. Bardziej z Kuliga, który coraz lepiej jest wkomponowany w skład. Kamil ma teraz problemy, ale to utalentowany napastnik, który potrafi strzelać bramki.

Kibice machają Panu chusteczkami na pożegnanie, obrzucają obelgami, wzywają do odejścia, ale jest Pan nieugięty...

- Nie spływa to po mnie bez żadnego wpływu. Trener jest w klubie tylko zatrudniony, a kibic ma prawo oceniać. W poprzednim sezonie odniosłem z klubem duży sukces, jakim było czwarte miejsce. Na początku fani nie byli zadowoleni, potem po sezonie słyszałem tylko miłe słowa. Teraz jesteśmy w trudniejszej sytuacji, którą trzeba przeczekać i z niej wyjść.

Nie widzi Pan powodów, by podać się do dymisji? Wyniki nie przemawiają za pańską pracą w tym sezonie.

- Chciałbym, by były lepsze i po ostatnich spotkaniach właśnie na to się zanosi. Zespołowi tylko brakuje skuteczności. Gdyby było inaczej, to zastanowiłbym się nad dymisją. Wystarczy wygrać jeden lub dwa mecze i sytuacja na pewno się odmieni. Ja w to bardzo wierzę.

Nie ma Pan poparcia u kibiców, dziennikarze nie zostawiają na Panu suchej nitki, piłkarze grają, jakby nie za bardzo potrafili. Tylko u prezesa Filipiaka ma Pan ogromny kredyt zaufania?

- To prawda, nie mam wsparcia u kibiców, ale po części jest to spowodowane tym, co piszą krakowscy dziennikarze. W mediach ogólnopolskich nie chwalą mnie, bo nie mają za co, ale tu w Krakowie krytyka niektórych jest nie do przyjęcia. Ja na nikogo nie plułem, a niektórzy plują na mnie. Atmosfera wokół drużyny na pewno nie pomaga mi w pracy ani zawodnikom w grze. Z profesorem ustaliliśmy pewne zasady współpracy i na razie są przestrzegane. Mogłem pójść do innego klubu, ale zdecydowałem się na Cracovię. To był trafny wybór i uważam, że mam tu jeszcze dużo do zrobienia.

To mi przypomina sytuację z Widzewa. W pierwszym sezonie był Pan chwalony, w następnym, mimo awansu do ekstraklasy, kibice byli coraz mniej przychylni.

- Takie jest prawo fanów. Miałem określony cel, kilka kolejek przed końcem go zrealizowałem i tylko to się liczy.

Fanów na Cracovię przychodzi coraz mniej. Czy to nie dlatego, że gracie coraz brzydziej?

- Gra, miejsce w tabeli i to, co pisze się o drużynie, mają wpływ na frekwencję.

Ile jest w tym Pana winy?

- Tyle samo, co w każdym zawodniku.

Czyli jest Pan jednym z 25?

- No nie. Powiedzmy, że mojej winy jest 20 proc. Taki mam wpływ na zespół, i to głównie na treningach i przed meczem. W trakcie spotkania to piłkarze grają.

Mam wrażenie, że Pańska filozofia piłki polega na tym, "żeby tylko nie przegrać", a nie, "żeby wygrać".

- Skoro ostatnio gram trójką napastników i czwórką pomocników, to chyba pokazuję, że jestem za piłką ofensywną. To nieprawda, że trzech obrońców w linii oznacza taktykę defensywną. Wręcz przeciwnie. Już w poprzednim sezonie na bokach pomocy byli bardzo ofensywni Pawlusiński i Bojarski, a za dwoma napastnikami Giza. To pięciu graczy, których głównie interesuje gra do przodu. Proporcja między atakiem a obroną była zrównoważona, a nie przechylona w stronę defensywy.

Może Pan się uparł na to 3-5-2. Nikt tak w lidze przecież nie gra.

- Kiedyś wprowadziłem po meczu rozbieganie, to się dziwili, a teraz wszyscy to robią. W 1999 roku zacząłem pracować przy użyciu komputera, to się śmiali. W tej chwili wszyscy trenerzy to robią.

Czyli ten system jest przyszłością piłki?

- Uważam, że tak, bo piłka nożna idzie w kierunku ofensywnym. Wiele się robi w tym celu, by była coraz bardziej atrakcyjna. A dzięki trzem obrońcom w linii można bardziej postawić na akcenty ofensywne.

A ja częściej słyszę, że Pan zabija piękno piłki...

- Cracovia grająca tym systemem odniosła największy sukces w ostatnich latach. Nie jestem mordercą piłki, na treningach wręcz zabraniam grać do tyłu. To ostateczność.

W meczu pańscy piłkarze często z niej korzystają.

- Niestety, nie jest łatwo zastosować optymalne rozwiązanie. O to mam pretensje do zawodników. Najpierw podanie do przodu, jeśli nie możesz to po skosie, zagrania do boku w piłce nie ma.

W poprzednim sezonie Cracovia nie grała efektownie, ale za to efektywnie. Teraz tylko brzydko.

- Ale w ostatnim czasie gra zmieniła się na korzyść. Stwarzamy sytuacje, ale wciąż popełniamy za dużo indywidualnych błędów.

Czy zamiast koszarować piłkarzy po osiem godzin w klubie, nakazywać, by mówili tylko o sobie, nie lepiej byłoby zabrać ich np. na jazdę quadami czy paintball?

- Jeśli miałby pan firmę i pracownicy obiecaliby, że już więcej tego nie zrobią, uwierzyłby im pan? Mnie zawodnicy zapewniali, że tak słabo, jak z Polonią Bytom już nie zagrają, a zaraz zrobili to samo. Jakbym miał piłkarzy z takimi umiejętnościami jak trener Skorża, to pewnie bym tak zrobił. Moja drużyna ma dużo braków i każda jednostka treningowa jest po to, by je eliminować.

Jest Pan zwolennikiem szkoły niemieckiej. Może polscy piłkarze nie dorośli, może mają inną mentalność niż niemieccy?

- To, co ja osiągnąłem w piłce, zawdzięczam tylko i wyłącznie ciężkiej pracy. Jeśli ktoś nad sobą pracuje, ma szansę zajść daleko. Byłem średnim zawodnikiem, a coś w piłce osiągnąłem. Zawodnik solidnie pracujący na treningach jest w stanie poprawić się. Jeśli tego nie robi, pozostaje w tym samym miejscu, czyli się cofa. W Polsce nie jest sztuką zdobyć mistrzostwo czy puchar. Sztuką jest coś zdziałać w europejskich rozgrywkach. Jeśli nie popracujemy nad sobą, to będziemy odpadać w drugiej rundzie kwalifikacji. Polskim zawodnikom brakuje zaangażowania, dawania z siebie wszystkiego. Nie pamiętam, by któregoś z moich piłkarzy złapały skurcze, a to objaw wyczerpania. Wtedy bym wiedział, że dał z siebie wszystko. Nie chodzi o to, by wyjść na boisko i przestać 90 minut.

Ma Pan takich w drużynie?

- Każdy zawodnik zna swoje wady najlepiej, ale mimo to nie chce nad nimi pracować. Są u mnie tacy.

Co się musi stać, by podał się Pan do dymisji. Ile spotkań musi Cracovia przegrać, ile razy kibice mają machać chusteczkami?

- Na pewno kibice nie będą o tym decydować. Jeśli uznam, że już nic z tą drużyną nie jestem w stanie zrobić, wtedy podam się do dymisji.

Niezależnie od liczby porażek?

- Zawsze mogą to zrobić ludzie, którzy mnie zatrudniali.

Poprzednik
Stefan Białas
Pierwszy Trener przez 757 dni
2 października 2006 - 27 października 2008
Następca
Artur Płatek