1997-09-19 Okocimski Brzesko - Cracovia 0:0

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Herb_Okocimski Brzesko

Trener:
Aleksander Brożyniak
pilka_ico
II liga grupa wschodnia , 8 kolejka
Brzesko, piątek, 19 września 1997

Okocimski Brzesko - Cracovia

0
:
0

(0:0)



Herb_Cracovia

Trener:
Piotr Kocąb
Skład:
Łukiewicz
Orzeł
Żuraw
Sakowicz
Klich
Marek
Szczepański
Filipczak (57' G.Krupa)
Gruchała (64' T.Trestka)
R.Policht
Hermaniuk (70' Turkiewicz)

Sędzia: M. Pyzałka z Wrocławia
Widzów: 1 000

zolte_kartki Żółte kartki
Kuźmiński
Mróz
Skład:
Felsch
Mróz
Walankiewicz
Waldemar Góra
Powroźnik (81' Siemieniec)
Depa
Kraczkiewicz (68' Zegarek)
S.Krupa
E. Kowalik
Kuźmiński (89' Wroński)
Hrapkowicz



Opis meczu

Miniderby Małopolski miały szczególne znaczenie dla trenera Aleksandra Brożyniaka, który prawie po trzech latach ponownie objął opiekę nad piłkarzami Okocimskiego. Ponowny jego debiut w tej roli nie wypadł olśniewająco, ale zarówno on jak i trener Piotr Kocąb nie sprawiali wrażenia ludzi zawiedzionych. Podział punktów był bowiem sprawiedliwym odzwierciedleniem tego, co się działo na boisku. Spotkanie w dużej części toczyło się w środku pola i żadna z drużyn nie stworzyła sobie zbyt wielu czystych sytuacji pod bramką rywala.

Dodatkowo atrakcyjność widowiska utrudniał padający nieustannie deszcz. Z nieco większym animuszem rozpoczęli gospodarze, stosując pressing już na połowie Cracovii, której obrońcy nie ustrzegli się błędów. W 5 min. zgubił piłkę Walankiewicz, ale niefrasobliwość stopera gości nie pociągnęła za sobą poważniejszych konsekwencji, podobnie jak 4 minuty później, kiedy na środku Szczepański wyłuskał piłkę Depie. Pomocnik Okocimskiego podciągnął z nią pod pole karne, oddał po ziemi mocny strzał, ale Felsch zdołał piłkę wybić przed siebie, ale na tyle dla siebie szczęśliwie, że ta minęła nadbiegającego Polichta. W 20 min. przed szansą pokonania Felscha stanął Hermaniuk, ale jego „główka” po dośrodkowaniu Gruchały o metr minęła bramkę Cracovii. Później goście uporządkowali grę w obronie i już do końca spotkania nie przytrafiła się im większa wpadka. Po przerwie natomiast kilkakrotnie sami zagrozili bramce Łukiewicza. Najlepszą sytuację mieli w 55 min. ale najpierw Kraczkiewicz nie zdołał opanować piłki po świetnym crossie z prawej strony boiska. Gdyby przyjął tak jak należy piłkę, mógłby oddać strzał z okolic pola bramkowego. Ta mu jednak odskoczyła zbyt daleko, więc ratując sytuację, przerzucił ją na przeciwległy słupek bramki do Powroźnika, który także nie trafił czysto w piłkę i obrońcy gospodarzy wyekspediowali ją wreszcie w bezpieczne dla nich miejsce. A za moment gorąco zrobiło się pod bramką Cracovii – efektowna „główka” Polichta minimalnie chybiła celu. Policht jeszcze dwukrotnie napędził strachu defensywie gości. W 70 min. zainicjował rajd lewą stroną boiska, zakończony dokładnym podaniem na głowę do Treski, które strzelił zbyt słabo i Felsch chwycił piłkę. Natomiast tuż przed końcowym gwizdkiem sam wyłuskał piłkę w ogromnym tłoku na polu karnym, ale podobnie jak w poprzedniej sytuacji uderzył niezbyt precyzyjnie. Gdyby trafił, Cracovia poniosłaby porażkę, na którą sobie nie zasłużyła, prowadząc otwartą grę i podejmując bezpardonową walkę, jakiej warunki narzucili gospodarze.

Po meczu powiedzieli

Piotr Kocąb (trener Cracovii):

Cieszę się z tego remisu, bo jest to pierwszy punkt zdobyty w meczach wyjazdowych. Żałuję jednak, że nie udało się nam wykorzystać jednej z kilku wypracowanych sytuacji, takich jak chociażby te Kraczkiewicza i Powroźnika. Brakowało nam wykończenia obiecująco rozpoczynających się akcji. Czeka nas jeszcze sporo pracy, by wyeliminować mankamenty w naszej grze, które także i dzisiaj się ujawniły.

Aleksander Brożyniak (trener Okocimskiego):

Mecz był typową walką o punkty, obie drużyny zagrały szczególnie agresywnie w środkowej strefie boiska. Mój zespół stworzył za mało sytuacji, żeby wygrać. Drużyna walczyła, nie można jej odmówić ambicji, ale – o ile jeszcze w środku pola gra jako tako się układała – to siła napadu była znikoma. Za wolno rozgrywaliśmy akcje, zawodnicy jakby zapomnieli o zagraniu „z pierwszej piłki”. Punkt jednak jest punktem i nie ma co wybrzydzać.