2009-10-02 Cracovia - KGHM Zagłębie Lubin 1:1

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Herb_Cracovia

Trener:
Orest Lenczyk
pilka_ico
Ekstraklasa , 9 kolejka
Stadion Ludowy w Sosnowcu, piątek, 2 października 2009, 17:45

Cracovia - Zagłębie Lubin

1
:
1

(1:0)



Herb_Zagłębie Lubin

Trener:
Franciszek Smuda
Skład:
Cabaj
Sasin
Polczak
Wasiluk
Derbich
Sacha (90' Kaszuba)
Szeliga
Klich (64' Kłus)
Moskała (77' Cebula)
Goliński
Matusiak

Ustawienie:
4-5-1

Sędzia: Paweł Gil z Lublina
Widzów: 300

bramki Bramki
Sacha (10') 1:0
1:1

Traore (65')
zolte_kartki Żółte kartki
Szeliga Ekwueme
Jackiewicz
Skład:
Ptak
Kapias (46' Kocot)
Jasiński
Łabędzki
Nhamoinesu
Bartczak
Ekwueme
Hanzel
Jackiewicz (46' Kolendowicz)
Plizga (92' Dinis)
Traore

Ustawienie:
4-3-3
Zobacz również: Informacje przedmeczowe Zdjęcia z meczu
Mecz następnego dnia:

2009-10-03 Zagłębie Lubin (ME) - Cracovia (ME) 3:0



Opis meczu

POLSKA Gazeta Krakowska

Cracovia - specjaliści od remisów

Gra Cracovia, będzie remis. W siedmiu ostatnich meczach, w których "Pasy" prowadził trener Orest Lenczyk, podziałem punktów skończyło się pięć z nich.

Piątkowe spotkanie, które nie bez kozery reklamowano jako starcie najbardziej doświadczonych i charyzmatycznych trenerów ekstraklasy, unaoczniło wszystkim - dwóch głównych postaci wieczoru nie wyłączając - że obu zespołom daleko jeszcze do klasy i mocy nazwisk swoich szkoleniowców. Lenczyk i Franciszek Smuda nadal mają kłopot z zarażeniem podopiecznych swoją wiedzą, wizją i pasją.

Kibice "Pasów" chyba przeczuwali, że na stadionie w Sosnowcu nie będzie fajerwerków godnych piątkowej nocy i z przyjazdu gremialnie zrezygnowali. Spotkanie oglądało raptem 300(!) osób, co drastycznie obniżyło jakość odbioru i tak przeciętnego widowiska.

Pierwsza połowa przeszłaby zapewne niezauważona, gdyby nie gol strzelony przez krakowian; wczoraj jedno z nielicznych mgnień futbolu cieszącego oko. W 9 minucie atakowany przez kilku rywali Łukasz Derbich jakimś cudem przedarł się z piłką lewym skrzydłem i zdołał precyzyjnie zacentrować w pole karne. Tu czyhał już Mariusz Sacha i celną "główką" pokonał Aleksandra Ptaka. To pierwsza bramka 22-letniego pomocnika dla "Pasów".

Niestety, na tym wyczerpały się chęci gospodarzy do gry ofensywnej. Na długo. Lubinianie przejęli inicjatywę, ale nie wiedzieli, jak zabrać się do jej skonsumowania. Owszem, stwarzali zagrożenie przy stałych fragmentach gry, ale nic poza tym. Ich gra wywoływała jedynie grymasy wściekłości u Smudy, które z czasem przerodziły się w pobłażliwe uśmiechy.

Szkoleniowiec przestał rwać włosy z głowy w 66 min. Obrońcy krakowian nie upilnowali przy rzucie rożnym Mouhamadou Traore, który strzałem głową pokonał Marcina Cabaja.

P. Franczak, J. Żukowski
Źródło: POLSKA Gazeta Krakowska


Dziennik Polski

Zamiast grać, miotali się po boisku

"Pasy" już po raz piąty zremisowały w tej rundzie, a po raz czwarty pod wodzą trenera Lenczyka. Z tego remisu nikt się jednak nie cieszył, strzelec jedynego gola dla Cracovii Mariusz Sacha był po meczu smutny: - Nie ma się z czego cieszyć. Cóż z tego, że zdobyłem gola, skoro straciliśmy dwa punkty.

Trener Orest Lenczyk (484. mecz w ekstraklasie) znowu pomieszał w składzie, ustawił "Pasy" niby bardziej ofensywnie niż w Białymstoku, wystawił tylko jednego defensywnego pomocnika (Szeligę). W pomocy operowało aż czterech graczy o inklinacjach ofensywnych, na "szpicy" tradycyjnie Matusiak.

Franciszek Smuda (410. mecz w ekstraklasie) ustawił drużynę także tylko z jednym wysuniętym napastnikiem (Traore), a w pomocy wystawił pięciu zawodników.

Już z tego ustawienia zespołów było widać, że dla obu trenerów kluczem do sukcesu było opanowanie środka boiska. Ale jedni i drudzy, w pierwszej połowie, mieli olbrzymie kłopoty z inicjowaniem akcji ofensywnych. Choć wydawało się, że po strzeleniu gola już w 10 minucie przez Sachę (jego pierwsza bramka w ligowym meczu Cracovii) to krakowianie będą grać na większym luzie, swobodnie.

Tymczasem po bramce to goście częściej atakowali, byli bardziej dynamiczni w swoich akcjach. W 25 i 27 minucie dwukrotnie przed szansą zdobycia gola stawał Jasiński, po rzutach wolnych strzelał głową z paru metrów, pierwszym razem nad poprzeczką, za drugim razem piłka poszybowała o centymetry obok prawego słupka. W oby wypadkach skakał wyżej od obu "wieżowców" Cracovii, Polczaka i Wasiluka.

"Pasy" długo nie mogły skonstruować akcji ofensywnej, dopiero w 32 min Goliński mocno uderzył z ponad 20 metrów i Ptak zdołał sparować piłkę. W dwie minuty później po prostopadłym podaniu Plizga znalazł się sam przed Cabajem, ale ten do końca zachował zimną krew i wyszedł zwycięsko z tego pojedynku. Pod koniec pierwszej połowy znowu dynamiczny rajd przeprowadził Derbich, ale jego mocne dośrodkowanie nie znalazło adresata. Słaba połowa w wykonaniu obu zespołów, Cracovia bardzo niewyraźna w ofensywie, dość powiedzieć, że największe zagrożenie dla gości stwarzały rajdy Derbicha.

Na drugą połowę trener Smuda wzmocnił siłę uderzeniową, w miejsce pomocnika Jackiewicza wprowadził szybkiego skrzydłowego Kolendowicza. Cracovia zaczęła bez zmian.

Mecz stał się ciekawszy, gospodarze meczu w Sosnowcu wiedzieli, że jednobramkowa zaliczka to za mało, a goście starali się odrobić straty. W 54 min Traore ograł obrońców Cracovii, podał na 11. metr, z przewrotki strzelał Plizga, ale pół metra obok słupka.

Potem dwie niezłe akcje przeprowadziła Cracovia, najpierw Matusiak odegrał piłkę na 14. metr do Klicha, ale ten uderzył wysoko nad poprzeczką. Za moment po podaniu Sachy strzał Sasina z 15 metrów był mało precyzyjny i Ptak bez trudu piłkę złapał.

Ale z każdą minutą coraz groźniej było pod bramka Cabaja. W 63 min szybki Plizga przedarł się przez obronę gospodarzy, strzelał z kąta w zewnętrzną stronę siatki. A w trzy minuty później Zagłębie wyrównało, gola zdobył głową Traore. Gdzie byli wysocy obrońcy Cracovii, gdzie był Matusiak, który przy stałych fragmentach gry miał kryć Traore?

Krakowanie nie potrafili skonstruować najprostszej akcji, grali jakby mieli spętane nogi, brakowało im szybkości, dynamiki. Na boisku nie było zespołu, tylko zlepek graczy. Nie widać było w postawie krakowian zadziorności, waleczności. Długimi momentami jakby byli myślami poza boiskiem.

A Zagłębie sprawiało nieco lepsze wrażenie. W 77 min na strzał z dystansu zdecydował się Plizga, Cabaj załapał piłkę na raty. W 90 min trener Lenczyk wprowadził na boisko drugiego nominalnego napastnika Kaszubę. Można zapytać - dlaczego tak późno?

Ten remis to porażka "Pasów". Tak zresztą stawiał sprawę przed meczem trener Lenczyk. Potwierdził to po meczu, mówiąc: - Ten remis to dla nas bardzo nieciekawy wynik. Zawodnicy miotali się po boisku. W piłce nie ma cudów, prowadzę ten zespół niewiele ponad 6 tygodni, wielu zawodników nie jest przygotowanych do sezonu, poprawiamy pewne sprawy w marszu.

Trener Lenczyk zabiera zespół na 6-dniowe zgrupowanie do Spały. Może tam uda się poprawić niektóre elementy. Bo w następnym meczu z groźną tej jesieni Polonią Bytom, jeśli krakowianie myślą o komplecie punktów, muszą zagrać zdecydowanie lepiej.

Andrzej Stanowski
Źródło: Dziennik Polski z 3 października 2009


Przegląd Sportowy

Traore wreszcie trafił

Cracovia - Zagłębie Lubin 1:1: Goście zadowoleni

Pierwszego gola w ekstraklasie zdobył Mouhamadou Traore, który co ciekawe, rok temu był na testach w Cracovii. Zamiast Senegalczyka, krakowianie wzięli wtedy zawodnika, który potem nie wyszedł poza Młodą Ekstraklasę. Teraz mogą żałować...

Smutny Lenczyk

Dla nas każdy punkt jest na wagę złota. Jeżeli pouciekają nam te zespoły, do których mamy niewielką stratę, to na wiosnę będzie ciężko je gonić. Dlatego mnie ten remis cieszy - skwitował trener Zagłębia Franciszek Smuda.

Orest Lenczyk był w gorszym nastroju. - Po raz kolejny prowadząc nie potrafimy wygrać - przypomniał, bo wcześniej Pasy straciły 2 punkty w dobrze im układających się spotkaniach z Koroną i Arką. Ogółem Cracovia w kadencji Lenczyka zremisowała 5 razy na 7 meczów. Ale początek wczorajszego spotkania dla gospodarzy był wymarzony. Łukasz Derbich dośrodkował w pole karne, a nadbiegający Mariusz Sacha skierował ją głową do siatki. Strzelec gola miał powody do radości. Ten trapiony kontuzjami piłkarz pół roku czekał na debiut w ekstraklasie, a mecz z Zagłębiem był jego dopiero trzecim występem w elicie. - Pamiętam, jak dobrze grał dwa lata temu w barwach Podbeskidzia. Potem coś się zepsuło. Albo ktoś mu coś popsuł - oceniał jeszcze przed meczem Lenczyk.

Niestety, Cracovia prowadziła, więc stanęła. Ten zespół od wielu miesięcy nie potrafi zdominować gry. Szarpie się, ma długie przestoje. Wczoraj Pasy skonstruowały tylko 4 składniejsze ataki. Uderzenia Michała Golińskiego i Pawła Sasina obronił jednak Ptak, a po najładniejszej akcji Sasina, Radosława Matusiaka i Mateusza Klicha ten ostatni uderzył nad poprzeczką. - Mamy zawodników, jakich mamy - przyznał zasępiony Lenczyk, który musi szukać następnych sposobów na poprawę gry. Wydaje się, że Cracovia potrzebuje drugiego napastnika, bo 5-osobowa pomoc i tak gra dość bezproduktywnie.

Kłopot z kadry

Zagłębie sprawiało nieco lepsze wrażenie. Dobrze rzuty wolne i rożne egzekwował Mateusz Bartczak. W pierwszej połowie lubinianie po jego dośrodkowaniach mieli aż 3 okazje - za słabo główkował jednak Mouhamadou Traore, dwukrotnie przestrzelił z bliska Łukasz Jasiński.

Cracovia nie wyciągnęła z tego żadnych konstruktywnych wniosków i w 66. minucie było 1:1. Kolejna centra Bartczaka, z kornera, poskutkowała golem Traore, który wbiegał zza pola karnego, ale jakoś dobiegł tam, gdzie spadała piłka.

- Mamy problem w środku obrony, a ciekawostką jest to, że gra tam dwóch reprezentantów Polski - zauważył Lenczyk, odnosząc się do Piotra Polczaka i Marka Wasiluka. Wywiązywanie się z krycia przy stałych fragmentach było w Cracovii totalną porażką. Lenczyk opieką nad Senegalczykiem obarczył Radosława Matusiaka, a w tym decydującym momencie Traore był sam.

Na przeciętny, a długimi fragmentami słaby poziom spotkania wpływ miała jego otoczka - niemal puste trybuny z pierwszą, bardzo nieśmiałą próbą dopingu w... 80 minucie. - Jak ktoś mówi o nędznym widowisku, to jest takie przez to, że nie ma kibiców. Słychać każde uderzenie piłki i zawodnikom ciężko się gra w takiej atmosferze. Nic wpuśćmy w Bundeslidze fanów, to będzie jeszcze większa padlina - podsumował Smuda.

Marek Gilarski
Źródło: Przegląd Sportowy z 3 października 2009