Jubileusz 15-lecia

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Z okazji 15-lecia Cracovii (15 lat od momentu fuzji Cracovii i Biało-Czerwonych) odbył się turniej w Krakowie.

W gazetach pojawiło się dużo artykułów m.in. w Przeglądzie Sportowym o historii KS Cracovia:

Piętnastolecie Cracovii. W Zielone święta obchodzi K. S. Cracovia jubileusz piętnastoletniego istnienia. Z okazji tej uroczystości czynię zadość życzeniom Redakcji Przeglądu Sportowego i dzielę się z Szan. Czytelnikami wspomnieniami z historji klubu, zajmującego tak wybitne stanowisko w naszem życiu sportowem. Trudną jednak jest rzeczą dla „nie-dziennikarza" zebrać olbrzymi materjał, jaki ciśnie się chaotycznie do głowy. Toteż nie będę wyliczał szeregu zawodów i rezultatów, którymi klub ten poszczycić się może, lecz cofnę się w te lata, kiedy stawialiśmy pierwsze kroki, kiedy wybijaliśmy małe okienko, przez które zaczął zwolna wychodzić nasz sport na światło dzienne i wśród szeregu spiętrzonych trudności wywalczał sobie prawo, jeszcze nie obywatelstwa, lecz raczej egzystencji, ściganej i tępionej przez te czynniki, które w pierwszym rzędzie powołane były do jego popierania. Pamiętamy te czasy, kiedy jako uczniowie szkół średnich biegliśmy z uradowanem sercem do parku Dra Jordana, gdzie niezapomnianej pamięci Założyciel tegoż śp. Dr. Henryk Jordan ojcowskiem okiem robili przegląd oddziałów przychodzących na t. zw. "zabawy". Najliczniej schodzili się wszyscy koledzy w dniu, w którym w programie zabaw była "nożna". Grano w „nożną" według samorodnych reguł „krakowskich".
Rok 1906 był rokiem przełomowym dla polskiego footballu. Lwowskie Tow. Zabaw Ruchowych, powstałe za przykładem parku Dra Jordana wystało do Krakowa pod wodzą pp. Dra Hojnackiego, K. Hemerlinga i prof. Dra Piaseckiego dwie drużyny footballowe, ukostjumowane i grające według zasad gry zwanej wtenczas „angielską". Złożone wtenczas dorywczo dwie drużyny uległy rzecz jasna gościom, fakt ten byt bodźcem powstania szeregu zrzeszeń a raczej drużyn, z których, po zlaniu się w jedno ciało Klubu Akademickiego Cracovia z „Mazurem" (białoczerwoni) wyłonił się dzisiejszy K. S. Cracovia. Garstka młodzieży mając wypisane w sercu hasła propagowane przez śp. Dra Jordana rychło spostrzegła, że bez pomocy ludzi starszych i poważnych niczego dokonać i przeprowadzić nie zdoła, że mimo nadludzkich wysiłków ulegnie nie tylko obojętności, lecz raczej nieprzychylności i brakowi zrozumienia dla sportu ze strony ówczesnego społeczeństwa. Na szczęście znaleźli się ludzie tacy jak śp. red. Stanisław Kopernicki, śp. Kazimierz Jurjewicz, śp. prof. Dr. Wiktor Czermak. prof. Dr. Jan Rozwadowski, prof. Dr. Maks. Rutkowski, prof. Dr. Z. Jachimecki. prof. Jan Stach, Dr. Franciszek Fuchs, p. Kowalski i cały szereg innych, którzy podali nam wówczas bardzo młodym swą pomocną rękę i wraz z nami budowali podwaliny dzisiejszej Cracovii. Jak wówczas pracowano, w jakich warunkach i jak zabiegano o dobro klubu niech posłuży sprawozdanie jednego z dzienników krakowskich z roku 1908, którego część przytaczam: "Match footballowy na Błoniach miejskich między Cracovią a Wisłą odbył się wczoraj przy pięknej pogodzie. Nie mógł się odbyć na torze wyścigowym, gdyż ćwiczenia koni do konkursu hippicznego przeszkodziły temu. Sekcja piłki nożnej musiała na prędce z uznania godną pracowitością urządzić ogrodzenie na Błoniach ze słupków połączonych linką. Rano wczas kilku akademików sekcji zakładało paliki i wymierzało paliki. Cóż z tego kiedy publiczność mogła z odległości również przyglądać się grze bezpłatnie tak, że w kasie miano tylko za sprzedane bilety kilkadziesiąt koron, przez co powstał deficyt poważny. A sekcja piłki nożnej przy Związku Turystycznym (K. S. Cracovia) ciągle walczy z deficytem, gdyż mimo ogromnej staranności i pracowitości jej członków, napotyka na każdym kroku przeszkody i apatję. Toż Lwów ofiarował grunt na boisko i pewną sumę dla Tow. Zabaw Ruchowych, a u nas kto chce pomódz, kto się stara o tę sekcję? Czyż na naszym zachodnio-galicyjskim gruncie nic się już nie może udać? Winą sekcji jest, że szersza publiczność zbyt mało o tych przykrych stosunkach wie, w jakich pracuje ta sekcja". Przyznam się, że nie bez wzruszenia przepisuję te słowa, przypominają mi się bowiem te chwile, kiedy w dniu zawodów cały klub tj. kilkunastu graczy wywoziło na błonia z parku Dra Jordana, przechowywane u żyjącego do dziś dnia poczciwego starego towarzysza naszej młodości „Mikołaja", pale, deski, liny itp., z których robiliśmy ogrodzenie, bramki a nawet prowizoryczne ławki. To, że często poobijaliśmy i pokaleczyliśmy ręce, poniszczyli ubrania i zapomnieli o obiedzie mogło mieć tylko smutne następstwa w naszych domach rodzicielskich — o tem przy pobłażaniu naszych rodziców łatwo się zapomniało. Match mimo wszystko odbyć się musiał. Gdy po obliczeniu wydatków pozostała nieduża nadwyżka, radość była niesłychana. Oszczędzaliśmy każdy grosz ujmując sobie wprost od ust, by tylko kasa klubu wzmogła się o parę halerzy.
Toteż dzień otwarcia własnego boiska — 31 marca 1911 był dla nas dniem nietylko radości, lecz i dumy, że wśród tylu przeciwności potrafiliśmy pierwsi — stworzyć sobie własne gniazdo — skierować sport na tory odpowiednie a przynajmniej zbliżone do warunków kulturalnych.

Trudno mi pominąć milczeniem niezmordowanych w pracach kolegów klubowych jak Lustgartena, Bernarda Millera. Fr. Jachecia, Tadeusza Zabżę, Justa, Mroczka, szczerego druha sportowego Wiliama Caldera, śp. Fr. Boczarskiego, poległego w walce z bolszewikami i Stan. Szeligowskiego, obecnie prof. Uniw. w Wilnie. Szereg nazwisk pozostaje jeszcze w pamięci, lecz szczupłość ram pisma na wyliczenie ich nie pozwala. Niejeden z czytelników wzruszy ramionami na to, że wypisuję same „sentymenty", niejeden z niewymienionych mieć może żal, iż go pominąłem. Tych proszę o wybaczenie, a co do pierwszych zaznaczam, iż staraniem mojem jest podnieść te momenty, które świadczą o ówczesnem przewiązaniu członków do klubu, walczącego o swą egzystencję. Klub stanowił dla nas drugą rodzinę — w skromnym lokalu klubowym przy ul. Jabłonowskich schodziliśmy się codziennie, omawialiśmy sprawy, naszej gospodarki, cieszyliśmy się zwycięstwami. nie upadając na duchu po porażce. Lokal nasz klubowy utrzymywaliśmy z oszczędności sami w porządku, a zamiatanie własnoręczne nie uchybiało nikomu, nawet takiej figurze (?) jaką był podpisany, ówczesny skarbnik a później sekretarz klubu.

Nic też dziwnego, że białoczerwoni potrafili sobie ująć serca zwolenników i sympatyków sportu, że potrafili zaprząc do pracy ludzi starszych i przenieść na nich swój zapał. Z pośród licznych przyjaciół i zwolenników Cracovii jedno z pierwszych miejsc zajmuje konwent PP. Norbertanek, jako właściciel gruntów, na których klub nasz zbudował swą zagrodę. Rzeczywiście tylko szczera chęć przysłużenia się szlachetnej idei stanowiła podstawę wydzierżawienia tak pięknie położonego terenu młodemu wówczas klubowi. Nasz budowniczy, p. inż. K. Zieliński okazał niebywałą na owe czasy życzliwość i pomoc — wymienionemu zawdzięcza też Cracovia w znacznej mierze możność zabudowania się. Częste spotkania z klubami zagranicznemi podniosły formę i klasę Cracovii, tak, że w 1911 roku zaliczył ją związek austrjacki do rzędu klubów swej 1 klasy. Wyróżnienie to było rzeczywiście sumiennie i ciężko zapracowane. Sława i powaga Cracovii rosła zagranicą, a prezes jej śp. Stanisław Kopernicki był osobistością, którą szczycił się ówczesny Związek austrjacki, delegując Go jako swego przedstawiciela na zjazd międzynarodowej „Federacji''. Lecz nietylko footbal był wówczas jedyną gałęzią sportu uprawianą w Cracovii. Tennis, hockey i lekka-atletyka miały swych licznych zwolenników i ćwiczących. Rozgrywano matche hockey’owe nietylko w lecie, lecz i porą zimową na lodzie, a meeting lekko-atletyczny szkół średnich zachodniej Małopolski, zorganizowany w 1914 r. zgromadził z górą 200 zawodników. Tak szeroko pojętą pracę przerwały lata wojny, które nietylko. wstrzymały dalszy rozwój, lecz zniszczyły dotychczasowy dorobek. O sukcesach i niepowodzeniach Cracovii z ostatnich lat nie wspominam, bo są one znane tym, którzy się dzisiaj sportem zajmują.

Stanowisko swe w sporcie polskim zawdzięcza Cracovia nietylko wynikom swych drużyn. Kierownicy Cracovii nie zapominali i o konsolidowaniu polskiego sportu. Dzięki staraniom i wpływom jej prezesa śp. Stanisława Kopernickiego, zdołano przemienić dawny centralny „Verband“ austriacki na instytucję związków krajowych i dzięki temu wywalczyliśmy sobie autonomiczny P. Z. P. N. Znaczenie tego faktu było dla naszego sportu niezmiernie doniosłe, bo, aczkolwiek Związek ten obejmował tylko Małopolską i nie miał prawa do tej nazwy, to jednak stanowił on szkołę i przygotowanie dla dzisiejszego P. Z. P. N., powstałego i zorganizowanego po odrodzeniu się naszego państwa, nie bez znacznej pracy i zapobiegliwości członków Cracovii. W miarę sił i możności wysyłała Cracovia swe drużyny do miast prowincjonalnych, by w ten sposób propagować sport przy równoczesnem pokazie gry ładnej i pierwszorzędnej. Już w toku 1910 gościła Cracovia w Warszawie, zawożąc ze sobą pierwsze wydane w Polsce przepisy gry w piłkę nożną. Łatwem jest więc zrozumieć, że sympatje do Cracovii i jej rozgłos wzrastały stale nietylko w kraju, lecz i zagranicą. Drużyny bowiem innych krajów, podejmowane ze staropolską gościnnością, przyjmowały chętnie zaproszenia do Krakowa, temwięcej, że spotykały się z przeciwnikiem „fair' i serdecznym aplauzem sportowo wychowanej publiczności.

Czasy wojenne zmieniły usposobienie młodzieży — przedstawione poprzednio oddanie się swemu klubowi, które u niejednego wywoła dzisiaj może uśmiech politowania, przywiązywało silniej do barw klubowych aniżeli to da się dzisiaj zaobserwować. Ówcześni członkowie, zwłaszcza czynni, aczkolwiek bardzo młodzi, mieli więcej wyrozumienia dla ewentualnych niewygód czyteż niedomagać Zarządu; niejedną gorzką "pigułkę" ten i ów musiał przełknąć, by się podporządkować dobru ogólnemu. Daleki jestem od tego, by bezwzględnie przenosić ówczesną młodzież ponad dzisiejszą, ale z obserwacji przychodzę do przekonania, że wówczas byliśmy bardziej zapalni, że potrafiliśmy silniej zadokumentować oddanie się swym barwom, aniżeli to dzieje się dzisiaj. Ze zmianą jednak stosunków powojennych wracamy zwolna do dawnych tradycji. Praca wre na dobre; zeszłoroczna działalność Zarządu Cracovii z Drem Cetnarowskim, jako prezesem i p. Dembińskim, jako sekretarzem na czele widoczną była nie tylko w olbrzymim postępie formy drużyn Cracovii, ale i w gospodarce wewnętrznej. Toteż dzisiaj Cracovia, mając za wiceprezesów pp. Dra Hładija i p. Kowalskiego rozwinęła szeroko swą działalność. Żywotność sekcji kolarskiej z pp. inż. Majerem i Senissonem na czele rokuje i w tym kierunku jak najlepsze nadzieje. To samo dotyczy sekcji lekkoatletycznej, prowadzonej z zapałem przez majora p. Jachomskiego i sekcji szermierczej kierowanej przez p. Nowotarskiego.

Rok jubileuszowy Cracovii zespala się ściślej z historją naszego sportu. Pierwsze bowiem międzypaństwowe zawody footballowe odbyły się na wzorowo urządzonem boisku Cracovii. Jak się w ostatniej chwili dowiadujemy, raczył Naczelnik Państwa objąć protektorat nad jubileuszem Cracovii, wyrażając wobec delegacji naszego klubu swoją życzliwość i sympatję dla białoczerwonych. Jest to dla Cracovii zaszczyt niemały i może otworzy on oczy ojcom gminy miasta Krakowa, jak należy pojmować cele sportowe, dla których oni prawie że nic nie zdołali uczynić.

Niechże więc ten piętnasty rok istnienia Cracovii będzie tym ważkim momentem, od którego zacznie się dalszy, ale szerszy zakres pracy obejmujący pochód do wyżyn sportowych na chwałę polskiego sportu i dobro naszej młodzieży.

Dr. Wacław Wojakowski-


Biblioteka:

  • Przegląd Sportowy nr.22 z dn. 2 czerwca 1922 r.