2007-10-20 Cracovia - Wisła Kraków 1:2

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Herb_Cracovia

Trener:
Stefan Majewski
pilka_ico
Orange Ekstraklasa , 11 kolejka
Kraków, sobota, 20 października 2007, 16:00

Cracovia - Wisła Kraków

1
:
2

(0:1)



Herb_Wisła Kraków

Trener:
Maciej Skorża
Skład:
Cabaj
Kulig
Skrzyński
Radwański
Wojciechowski (64' Dudzic)
Kłus

Baran
Nowak
Witkowski (46' Szczoczarz)
Pawlusiński
Moskała (69' Wiśniewski)

Ustawienie:
3-4-3


Widzów: ok. 2500 „ok.” nie może być przypisane do zadeklarowanego typu liczbowego o wartości 2500.

bramki Bramki


Dudzic (79')
0:1
0:2
1:2
Zieńczuk (43')
Boguski (74')
zolte_kartki Żółte kartki
Moskała
Skrzyński
Cabaj
Pawlusiński
Głowacki
Cantoro
Jirsak
Skład:
Pawełek
Dudka
Głowacki
Cleber
Baszczyński
Zieńczuk
Sobolewski
Cantoro
Kosowski (75' Jirsak)
Paulista (57' Boguski)
Paweł Brożek (88' Piotr Brożek)

Ustawienie:
4-4-2
Zobacz również: Informacje przedmeczowe



Opis meczu

To były dziwne, ale poza kiepskim dopingiem, a momentami jego brakiem - pasjonujące derby. Nic nie wskazywało na to, że po I połowie Wisła będzie prowadziła. Cracovia miała przewagę, oddała więcej strzałów, grała z większym poświęceniem.

Ale "Pasy" nie mają w swych szeregach takiego duetu jak Kamil Kosowski i Marek Zieńczuk. Ten pierwszy dośrodkował dokładnie z rzutu rożnego, a "Zieniu" przy biernej postawie kryjące Pawła Wojciechowskiego okręcił się i z prawej nogi wypalił w długi róg.

Przy następnym kornerze, jeszcze przed przerwą "Kosa" podał tym razem na głowę Zieńczukowi, ale Marcin Cabaj jakimś cudem wybił zmierzającą do bramki piłkę.

Wcześniej wiślacy drzemali na boisku. Rozpędzone "Pasy" jak przez masło momentami przechodziły przez środek i obrońcy "Białej Gwiazdy" mieli kłopoty z ich zatrzymaniem. Arkadiusz Głowacki w 22. min ratował się faulem, bo Dariusz Pawlusiński pędził jak wiatr i wyszedłby sam na Mariusza Pawełka. Choć sędzia mógł z powodzeniem odesłać "Głowę" do szatni, pokazał mu tylko żółtą kartkę.

Wiślacy pierwszy strzał oddali dopiero w 27. min (Zieńczuk wysoko nad poprzeczką), ale obudzili się dopiero przed przerwą. Agresywnością gospodarzom dorównywali w ich szeregach wówczas jedynie Mauro Cantoro i Kosowski.

Po przerwie zdecydowanie lepiej wyglądała "Biała Gwiazda". Długo utrzymywała się przy piłce, szybciej nią operowała - dyrygował "Kosa", coraz lepiej wyglądał Paweł Brożek.

Na 2:0 powinien już podwyższyć Paweł Brożek, którego ładnie dostrzegł w polu karnym Kosowski (silne uderzenie wspaniale obronił Cabaj), ale w końcu zrobił to zmiennik Rafał Boguski. Po dobrym rozegraniu akcji przez Kosowskiego i centrze "Zienia" ulokował piłkę tuż przy siatce.

Cracovia na łopatkach? Nic z tych rzeczy. "Dawać, dawać jeszcze Panowie!" - mobilizował zespół Cabaj, a trener Maciej Skorża zdejmował w tym czasie "Kosę", chcąc go oszczędzić na starcie z Legią.

I co? Obrona wiślaków pogubiła się. Bartłomiej Dudzic dostał piłkę w uliczkę i w sytuacji sam na sam pokonał Pawełka. Wisła miała kolejne okazje - m.inn. Zieńczuk już położył Cabaja, ale zanim oddał strzał, golkiper wygarnął mu piłkę, ale jeszcze lepsze szanse miały "Pasy".

Ich grę ożywiło wprowadzenie Jacka Wiśniewskiego, który taranował rywali w środku pola. W 89. min Przemysław Kulig (po kornerze) kolanem trafił w poprzeczkę! W ostatnich sekundach meczu w sytuacji sam na sam znalazł się Dariusz Kłus, ale przegrał z Pawełkiem. I tak Wisła wygrała derby na stadionie Cracovii. Szczęśliwie, ale trzeba przyznać, że w przekroju całego meczu była zespołem lepszym.

Źródło: Interia.pl

Prasa

Derby dla Wisły - Gazeta Wyborcza 22.10.2007

Cracovia jeszcze nie wygrała z Wisłą od powrotu do ekstraklasy. Kto wie, czy nie zagrała jednak jednego z najlepszych spotkań derbowych. Nie ograniczała się tylko do obrony, ale od samego początku dążyła do zdobycia gola.

Wiślacy, choć byli faworytami spotkania, wyszli na boisku jakby przestraszeni. To dziwne, bo tym razem na trybunach było spokojnie, a nawet cicho jak na derby. Podopieczni trenera Macieja Skorży, może poza Mauro Cantoro, unikali ostrych starć i twardej gry. Przez 40 minut pierwszej połowy zupełnie nie mieli pomysłu, jak zagrozić bramce rywali. Gospodarze nastawieni na kontrę, bronili się całym zespołem, a najbardziej wysunięty Dariusz Pawlusiński stał na swojej połowie z 10-15 m od środka boiska. Wisła grała głównie do tyłu, aż nadto było widać, że tej drużynie brakuje pomysłowego rozgrywającego. Goście próbowali przebijać się środkiem, co było najgorszym rozwiązaniem, bo każda strata groziła zabójczą kontrą.

Motorem napędowym Cracovii był wspomniany Dariusz Pawlusiński, który tym razem wystąpił w roli środkowego napastnika. Jego miejsce na boku pomocy zajął Paweł Wojciechowski.

Za sprawą Pawlusińskiego Cracovia zaczęła od dwóch mocnych uderzeń z dystansu. Efektem była udana interwencja bramkarza Wisły i rzut rożny. Za moment Kamil Witkowski zakręcił Cleberem i ofiarnie interweniował Arkadiusz Głowacki. Środkowy obrońca Wisły powinien zostać wyrzucony w 22. min za faul na Pawlusińskim, który wychodził na czystą pozycję. W ataku Cracovia często była łapana na spalonych. Ale i tu zdarzały się pomyłki asystentów sędziego głównego. W efekcie błędnych decyzji (m.in. brak drugiej żółtej kartki dla Cantoro) gospodarze ujrzeli dwie żółte kartki za krytykę prowadzącego zawody Pawła Gila z Lublina.

Zanim padła bramka dla Wisły adrenalinę nielicznym kibicom podniósł bramkarz Cracovii Marcin Cabaj, który niepotrzebnie zwlekał z wybiciem piłki. Końcówka pierwszej połowy należała zdecydowanie do gości. Po rzucie rożnym wykonanym przez Kamila Kosowskiego piłkę w polu karnym przejął Marek Zieńczuk, zdołał się z nią obrócić, w czym nie przeszkodził mu Wojciechowski. Lewonożny pomocnik Wisły strzelił prawą nogą nie do obrony. Po chwili mogło być 0:2. Znów podawał z rzutu rożnego Kosowski, a Zieńczuk, tym razem głową, był bliski strzelenia drugiego gola. Dobrą interwencją popisał się Cabaj.

Niezadowoleni z zakazu sprzedaży biletów na mecze podwyższonego ryzyka fani Cracovii postanowili zaprotestować. Początkowo przed meczem na Błoniach, a po informacji o zamknięciu bram - z chwilą rozpoczęcia meczu - na stadionie. W 50. min część widowni opuściła stadion, ale większość kibiców postanowiła zobaczyć mecz do końca. - Trzeba umieć protestować - krzyczeli w kierunku wychodzących kibice Wisły.

Ci, którzy pozostali, nie mieli czego żałować. Wprawdzie musieli przełknąć drugiego gola dla Wisły, zdobytego z pozycje spalonej, ale potem Cracovia mogła się naprawdę podobać. Po akcji Arkadiusza Barana i Łukasza Szczoczarza, idealne podanie tego ostatniego wykorzystał Bartłomiej Dudzic. Młody napastnik strzelił swojego pierwszego gola w ekstraklasie 15 min po wejściu na boisko.

Wisła mogła szybciej rozstrzygnąć spotkanie, gdyby Marek Zieńczuk strzelił zamiast dryblować. W ten sposób pozwolił się zablokować Łukaszowi Skrzyńskiemu. Zdesperowana Cracovia rzuciła się do ataku. Pod bramkę Wisły pobiegł Cabaj. W potwornym zamieszaniu piłkę kolanem uderzył Przemysław Kulig, ale trafiła w poprzeczkę. W ostatniej akcji meczu Dariusz Kłus w sytuacji sam na sam strzelił w Pawełka. Jeśli dodać akcję wcześniejszą Szczoczarza, po której Dudzic nie opanował piłki w polu karnym, to Cracovia była bardzo bliska wywalczenia remisu.

Małe derby wielkich błędów - Gazeta Krakowska 22.10.2007

Puste trybuny, smętna atmosfera, słaby poziom i kontrowersyjne decyzje arbitra – 174 - Wielkie Derby Krakowa wielkimi były tylko z nazwy. Echo elektryzującej niegdyś rywalizacji było prawie niesłyszalne. Głośne były za to pretensje trenera Cracovii Stefana Majewskiego, który wprost zasugerował, że Wisła wygrała dzięki błędom sędziego.

Emocje z końcówki meczu - po kontaktowym golu Bartłomieja Dudzica w 78. min Pasy w końcu złapały wiatr w żagle - przeniosły się z boiska do sali konferencyjnej. Majewski, który podczas spotkań z dziennikarzami z reguły wypowiada się bardzo oszczędnie, tym razem postanowił się wygadać.

Długo przekonywał, że sędzia Paweł Gil powinien pokazać czerwone kartki Arkadiuszowi Głowackiemu (przewrócił wychodzącego na czystą pozycję Dariusza Pawlusińskiego) i Mauro Cantoro (brutalny faul). - W dziewięciu na pewno nie daliby nam rady - stwierdził stanowczo.

Siedzący obok trener Wisły Maciej Skorża z zafrasowaną miną myślał nad odpowiedzią, ale nie dostał na nią szansy. Majewski porwał bowiem ze stołu mikrofon i szybko dodał: - To była moja opinia i będę bronił Maćka przed koniecznością wypowiadania się na ten temat - uciął. Skorża wydusił więc z siebie tylko: „Bez komentarza", ale to jednak nie było jego ostatnie słowo w dyskusji.

Do wyczerpującej wypowiedzi sprowokowało go kolejne pytanie -oto, czy wie, że drugi gol dla Wisły (piękny strzał Rafała Boguskiego) padł ze spalonego.

- Moim zdaniem sędzia nie wypaczył wyniku - ostrożnie dobierał słowa opiekun Białej Gwiazdy. - Owszem, popełnił kilka błędów, ale to spotkanie było bardzo trudne do prowadzenia. I chociaż jestem młodszy od pana Majewskiego, to pozwolę sobie zauważyć, że my trenerzy nie powinniśmy wywierać dodatkowej presji na arbitrów. Jeżeli mamy piłkę na poziomie III ligi europejskiej, to nie żądajmy od sędziów, żeby gwizdali na poziomie Ligi Mistrzów.

Ta błyskotliwa uwaga była jednym z najefektowniejszych zagrań w sobotnie popołudnie. Równać się z nim mogła jedynie zakończona golem akcja Marka Zieńczuka, który nie budzi się z cudownego snu: trafił do siatki w piątym spotkaniu z rzędu! - W tym sezonie wszystko wpada - uśmiechał się najskuteczniejszy, obok Pawła Brożka, zawodnik Wisły. Po drugiej stronie satysfakcję mógł mieć tylko jeden zawodnik

- 19-letni Dudzic. Rok temu grał jeszcze w klasie A, przedwczoraj zdobył pierwszą bramkę w I lidze. - Zamknąłem oczy i strzeliłem - opowiadał.

Mógł tylko żałować, że stało się to w meczu, w którym na trybunach długimi okresami była cisza jak w lokalu wyborczym. To efekt konfliktu kibiców z zarządem klubu i prezesem Januszem Filipiakiem, którego zresztą w sobotę często obrażano.

- To były jaja, a nie atmosfera wielkich derbów - dosadnie opisał klimat obrońca Wisły Dariusz Dudka.

Tradycja jednak nie umiera. Wzorem dawnych lat zwycięzcy zaprosili przegranych na obiad 15 listopada.

Wcześniej, bo już za tydzień, krakowskich kibiców czeka jednak kolejne wystrzałowe danie: Wisła, która umocniła się na pozycji lidera, podejmuje Legię.

Fortuna przy liderze - Dziennik Polski 22.10.2007

W 174. wielkich derbach Krakowa, rozgrywanych na stadionie przy ul. Kałuży, górą była Wisła, wygrywając 2-1. Tym samym wiślacy zachowali miano niepokonanej drużyny i umocnili się na pozycji lidera. "Pasy" nie potrafiły znowu wygrać z lokalnym rywalem w kolejnym, siódmym spotkaniu od chwili powrotu do I ligi. Czy jednak wiślacy zasłużyli na wygraną?

Po derbach najwięcej dyskutowano o pracy arbitra Pawła Gila z Lublina. W obu przypadkach naraził się piłkarzom, trenerom i kibicom Cracovii. W 21 minucie Pawlusiński na 40 metrze urwał się Głowackiemu, który faulował napastnika Cracovii. Arbiter pokazał Głowackiemu żółty kartonik, ale gdyby wyciągnął czerwony obrońca "Białej Gwiazdy" nie mógłby wnosić większych pretensji. W 74 minucie po zagraniu Zieńczuka, wprowadzony nieco wcześniej Boguski zdobył drugą bramkę dla Wisły. Powtórka telewizyjna w Canal+ pokazała jednoznacznie, że w momencie podania piłki przez Zieńczuka napastnik Wisły był na spalonym. Zatem gol nie powinien zostać uznany. Zirytowany na konferencji prasowej trener "Pasów" Stefan Majewski mówił: - Chciałbym, aby sędzia wszedł po meczu do naszej szatni i zobaczył załamanych i płaczących zawodników.

To były derby o dwóch obliczach. Przez dwie trzecie meczu, z wyjątkiem pierwszych 10 minut, kiedy odważnie zaatakowała Cracovia (dwa strzały Pawlusińskiego z dystansu, rajd Witkowskiego zakończony centrą wybitą w ostatniej chwili przez Głowackiego na róg) na boisku było dość sennie. - Z wielkiej chmury mały deszcz - komentowali kibice. Gra toczyła się przeważnie w strefie środkowej boiska.

Wisła wolno rozgrywała piłkę, miała chwilami optyczną przewagę, ale do 43 minuty nic z niej nie wynikało. Wtedy goście strzelili po raz pierwszy celnie na bramkę Cabaja i od razu zdobyli gola i to wyjątkowej urody. Strzelcem bramki był znajdujący się ostatnio w wysokiej formie Marek Zieńczuk. Ten gol śmiało mógłby kandydować do bramki roku nie tylko w Polsce, ale i w Europie! W ostatnich sekundach pierwszej połowy ten sam zawodnik strzelał głową z 6 metrów po centrze z rogu Kosowskiego, ale obrona Cabaja była znakomita.

Po przerwie Wisła grała nadal swoje, piłka wędrowała, ale wolno, od nogi do nogi. Brakowało akcjom przyspieszenia, dynamiki. Cracovia starała się atakować, czyniła to najczęściej długimi podaniami, z którymi przez długie minuty dobrze radziła sobie defensywa gości.

Emocje i to duże zaczęły się w końcówce meczu. Nagle z chmury spadł obfity deszcz! Sygnałem była akcja Cracovii z 68 minuty, Szczoczarz podał w pole karne do Dudzica, ten na 10 metrze, mając na plecach Głowackiego, nie zdecydował się na natychmiastowy strzał, chciał wyrobić sobie lepszą pozycję i w starciu z Głowackim upadł. - Byłem w pierwszej fazie pociągany za spodenki, może trzeba było wtedy upaść? - mówił po meczu Bartłomiej Dudzic.

Cracovia nie miała już nic do stracenia, atakowała większą liczbą zawodników, a Wisła groźnie kontrowała. W 72 min po centrze Kosowskiego, z 6 metrów strzelał Paweł Brożek pod poprzeczkę, Cabaj jakimś cudem wybił piłkę na róg. Ale w dwie minuty później Boguski strzelił gola ze spalonego i było 2-0. Wydawało się, że jest po meczu i Wisła spokojnie dowiezie wygraną do końcowego gwizdka sędziego.

Ale już po pięciu minutach "Pasy" zdobyły kontaktowego gola po zagraniu duetu Szczoczarz - Dudzic, dla tego drugiego była to pierwsza bramka zdobyta dla Cracovii w ekstraklasie.

Cracovia zwietrzyła szansę na remis. Zaatakowała ze zdwojoną energią, a grająca pewnie do tej pory obrona Wisły pogubiła się. W 89 min po rzucie rożnym (na pole karne Wisły zawędrował nawet Cabaj!) z bliska strzelał Kulig, piłka odbiła się od poprzeczki. Na 20 sekund przed końcem meczu po podaniu Wiśniewskiego Kłus znalazł się sam przed Pawełkiem i nie pokonał bramkarza Wisły. - To ja zawaliłem mecz, spartaczyłem świetną okazję - mówił po meczu Dariusz Kłus.

Dość szczęśliwe zwycięstwo lidera. Pozycji bramkowych oba zespoły miały po równo, po cztery. Wisła zagrała słabiej, a Cracovia lepiej niż oczekiwano.

Dla wiślaków liczą się jednak trzy punkty, doliczone do statystyk zwycięstwo. Cały zespół, czego obawiał się przed meczem trener Maciej Skorża, prezentował się słabiej pod względem fizyczno-szybkościowym. Kilku wiślaków było na kadrze, grało w reprezentacji.

Czyżby rozegranie kilku meczów w ciągu 7 dni jest ponad siły polskich piłkarzy? (często o tym mówi trener reprezentacji Leo Beenhakker). O wygranej zadecydowała znowu dobra gra duetu Zieńczuk (gol, asysta) - Kosowski (asysta i pół asysty).

Cracovia zaskoczyła rywala agresywną grą, bojowością, choć z jakością gry było w tym meczu różnie. Dobrze grała obrona, choć prawdą jest, że dwa razy zaspała przy bramkach. Dobrze wprowadził się duet młodych napastników Szczoczarz - Dudzic.

I jeszcze dwa słowa o kibicach. Było ich na stadionie zaledwie 2,5 tysiąca, w tym ok. 250 z Wisły. To smutne. Ale jeszcze bardziej smutne jest zachowanie części, na szczęście, niewielkiej grupki fanów, powiedziałbym pseudofanów "Pasów". Zamiast dopingować swój zespół, wyzywali prezesa Janusza Filipiaka i członków zarządu. Kiedy pseudokibice opuścili stadion (około 60 minuty), na widowni zrobiło się kulturalnie. Zerwał się doping, po meczu, mimo porażki, prawdziwi kibice Cracovii żegnali swoich piłkarzy okrzykami: "Dziękujemy". A fani Wisły śpiewali: - "Lidera mamy i za nic go nie oddamy".

Trenerzy o meczu

Maciej Skorża (Wisła)

Bardzo cieszymy się z dziewiątego ligowego zwycięstwa w tym sezonie. Przez dłuższą część meczu kontrolowaliśmy wydarzenia na boisku, strzeliliśmy dwie bramki, ale gdy Cracovia zdobyła gola kontaktowego sytuacja się zmieniła. Gospodarze przycisnęli i w końcówce było naprawdę gorąco. Na szczęście wyszliśmy obronną ręką z tej opresji. Cracovia pokazała jednak, że to nie przypadek, że na własnym stadionie zdobywa tak dużo punktów. Spodziewałem się dziś lepszej postawy z naszej strony.

Stefan Majewski (Cracovia)

Muszę wrócić nieco do historii. Gdy byłem jeszcze trenerem Amiki i graliśmy z Wisłą jeden z moich zawodników wychodząc na czystą pozycję był faulowany, a sędzia pokazał faulującemu zaledwie żółtą kartkę. Teraz było tak samo. Faul na Darku Pawlusińskim był ewidentny i zasługiwał na czerwoną kartkę. To są Derby, poważna sprawa i nie można robić takich pomyłek. Dotychczas byłem cierpliwy i w kilku poprzednich spotkaniach zdarzały się podobne sytuacje, a mimo to milczałem. Teraz jednak musiałem w tej sprawie zabrać głos. Zagraliśmy dobre spotkanie, ale niestety to nie wystarczyło. Moi piłkarze dziś płakali. Chciałbym, aby sędzia wszedł po meczu do naszej szatni i zobaczył załamanych i płaczących zawodników.

Filmy

Bramka na 0-1

Nie podano wymaganego parametru EmbedVideo.

Bramka na 0-2

Nie podano wymaganego parametru EmbedVideo.

Bramka na 1-2

Nie podano wymaganego parametru EmbedVideo.

Faul Głowackiego

Nie podano wymaganego parametru EmbedVideo.

Drybling Brożka

Nie podano wymaganego parametru EmbedVideo.

Faul na Dudzicu

Nie podano wymaganego parametru EmbedVideo.

Kłus sam na sam 90'

Nie podano wymaganego parametru EmbedVideo.

wywiad z Zieńczukiem i Pawlusińskim

Nie podano wymaganego parametru EmbedVideo.

Zobacz również