2012-12-28 Ciarko PBS Bank KH Sanok - Comarch Cracovia 5:4

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

KH Sanok - hokej mężczyzn herb.png

Trener:
Štefan Mikeš
Hokej.png
Półfinał runda, Puchar Polski - hokej mężczyzn
Sanok, Arena Sanok, piątek, 28 grudnia 2012, 19:30

Ciarko PBS Bank KH Sanok - Comarch Cracovia

5
:
4 k.

(1:1; 1:2; 2:1; d. 0:0; k. 1:0)

Sędzia: Przemysław Kępa, Jacek Rokicki (główni) - Artur Hyliński, Mariusz Smura (liniowi)
Widzów: 3000


Cracovia - hokej mężczyzn herb.png

Trener:
Rudolf Rohaček
Skład:
Odrobny

Mojžíš
Dronia
Malasiński
Zapała
Kolusz

Kotaška
Wajda
Vozdecký
Bartoš
Radwański

Kubát
Rąpała
Gruszka
Dziubiński
Strzyżowski

Pociecha
Bułanowski
Milan
Biały
Mermer
Bramki

6:26 Kolusz (Mojžíš)


34:45 Dziubiński (Vozdecký, Radwański)
47:13 Dziubiński (Kotaška)
48:49 Vozdecký (Mojžíš)

65:00 Bartoš (karny)
0:1
1:1
1:2
1:3
2:3
3:3
4:3
4:4
5:4
4:31 Piotrowski (Noworyta, Chmielewski)

28:25 Fojtík (Dudaš) 5/4
32:18 Chmielewski (Piotrowski, S. Kowalówka)



51:46 Chmielewski

Bramki w rzutach karnych

Zapała

Gruszka

Bartoš
(-)
(-)
(-)
(-)
(-)
(+)
Fojtík

Besch

L. Laszkiewicz

Kary
10 min. 75 min. (w tym D. Laszkiewicz 10, Chmielewski 10+20+25)
Skład:
Radziszewski

Kłys
Besch
L. Laszkiewicz
Słaboń
D. Laszkiewicz

Dudaš
Witowski
Dvořak
Valčak
Fojtík

A. Kowalówka
Noworyta
Piotrowski
S. Kowalówka
Chmielewski

Kmiecik
Rutkowski
Kostecki

Opis meczu

"Co pokazał sędzia Rokicki?! - Półfinał Pucharu Polski" -
TerazPasy.pl

Co pokazał sędzia Rokicki?! - Półfinał Pucharu Polski

Pasjonujące - trwające przez trzy tercje i dogrywkę - widowisko, oraz pokaz sędziowskiej niekompetencji w serii rzutów karnych, tak zakończył się półfinał Pucharu Polski pomiędzy Ciarko PBS Bank Sanok i Cracovią. Jedynym pewnym egzekutorem okazał się Peter Bartoš. Czy była to jednak jedyna prawidłowo zdobyta bramka w serii rzutów karnych? Co właściwie zasygnalizował sędzia Jacek Rokicki, obserwujący linię bramkową, po pierwszym karnym strzelanym przez Josefa Fojtíka?

Czech w barwach Cracovii uderzył po lodzie iOdrobny złapał krążek między parkany. Po czym chwycił się ręką słupka, wykonał obrót o 180 stopni i częściowo wjechał za linie. Sędzia zdecydowanym ruchem wskazał na bramkę. To przecież sygnalizacja gola! Co wydarzyło się potem? Sędziowie pomimo zasygnalizowania bramki udali się do boksu, aby po trwającej kilka minut analizie, anulować wskazanie sędziego Rokickiego!

Oczywiście kluczowe pytanie brzmi czy krążek przekroczył linie bramową? Tylko że to sędzia Jacek Rokicki stał w najlepszym miejscu do oceny pozycji krążka. Jego reakcja była jednoznaczna i wskazanie oznaczało gol dla Cracovii. Jeśli miałby wątpliwości czy krążek przekroczył linię po prostu nie wskazałby gola. W sytuacji wątpliwej mógł i powinien oczywiście odwołać się do analizy wideo, ale na jakiej podstawie sędzia udał się jednak do boksu, aby po trwającej kilka minut analizie anulować bramkę? Co w takim razie w pierwszym momencie zasygnalizował sędzia Rokicki?!

Kontrowersje z anulowaniem bramki strzelonej z karnego przez Josefa Fojtíka kładą się cieniem na półfinałowym starciu pomiędzy mistrzem i wicemistrzem Polski, jednak zanim do tego doszło w Arenie Sanok rozegrano pasjonujący i trzymający w napięciu mecz.

Bardzo dobrze zaczęli go gospodarze, którzy w pierwszych dwóch minutach stworzyli sobie cztery wyśmienite sytuacje. Mecz wyglądałby inaczej, gdyby nie Rafał Radziszewski... W drużynie Cracovii tylko„Radzik” wszedł w mecz od samego początku, ale po chwili także gracze z pola dostosowali się do reguł narzuconych przez sanoczan.Po czym boleśnie ich skarcili! W 5. minucie trzecia piątka świetnie zachowała się w tercji ataku. Patryk Noworyta, tak wybrał moment na uderzenie z niebieskiej, aby przejeżdżający przed bramką Odrobnego Michał Piotrowski mógł dołożyć łopatkę kija. Zrobił to idealnie i Cracovia objęła prowadzenie. Gospodarze odpowiedzieli po dwóch minutach. Kolusz otrzymał świetne podanie od Mojžíša iw sytuacji sam na sam pokonał bramkarza Cracovii. Remis utrzymał się do końca pierwszej tercji, choć dwie kolejne kary dla naszych graczy pozwoliły sanoczanom narzucić swoje warunki gry.

Drugą tercję lepiej rozpoczęła Cracovia i znacząco pomogli w tym gospodarze, łapiąc w końcówce pierwszej części gry karę techniczną za sześciu graczy na lodzie. To biało-czerwoni przejęli inicjatywę i groźnie atakowali bramkę Odrobnego. W 26. minucie potężna bomba Arona Chmielewskiego wylądowała na poprzeczce, a w29. minucie Josef Fojtík, strzałem po lodzie, wykończył zamek rozgrywany w przewadze. Pasy poszły za ciosem i w 33. minucie trzecia formacja, szybką kontrą zdemolowała defensywę Sanoka.Trafił Aron Chmielewski i dość niespodziewanie biało-czerwoni odskoczyli gospodarzom na dwie bramki... Warto zauważyć że w tym sezonie Cracovia jeszcze nigdy nie miała tak komfortowej sytuacji wstarciu z Sanokiem i nawet jeśli nikt się do tego otwarcie nie przyzna to pojawiła się chyba uzasadniona pokusa, aby spróbować gry na utrzymanie wyniku...

Jednak bardzo szybko okazało się, że szanowanie krążka nie jest skuteczną metodą gry z ekipą sanocką. Gospodarze od razu wyczuli zmianę w grze Pasów i tylko kapitalnej dyspozycji Rafała Radziszewskiego zawdzięczamy prowadzenie po czterdziestu minutach.Do siatki trafił tylko Dziubiński. „Radzik” zatrzymał groźne strzały Kubata, Gruszki, Zapały, ale ważniejsze od wyniku okazało się oddanie inicjatywy na lodzie...

Co prawda trzecia tercja znów zaczęła się od kary technicznej dla gospodarzy, którzy spóźnili się na lód! Jako że w tym czasie, w boksach obustronne wykluczenie odsiadywali już Fojtík i Strzyżowski, to Pasy przez 88 sekund grały 4 na 3. Niestety świetnych sytuacji nie wykorzystał Leszek Laszkiewicz, a już podczas gry 5 na 4 nie trafił także Josef Fojtík. Przy równej liczbie graczy gospodarze byli coraz groźniejsi. W 47. minucie Dziubiński doprowadził do remisu, a po chwili Vozdecký, w sytuacji sam na sam trafił na 4:3. Pierwsze prowadzenie w meczu wprowadziło publiczność w amok. Z kolei w grze Pasów trudno było odnaleźć energię, która wskazywałaby drogę do zwycięstwa. Trener Rohaček wziął czas, szukając sposobu na zmotywowanie zawodników. Na szczęście sanoczanie popełnili w końcu błąd przy wyprowadzaniu krążka z własnej tercji, a wspaniale usposobiony tego dnia Aron Chmielewski zamienił go na bramkę. Gol na 4:4 odbudował drużynę i końcówka spotkania to znów wyrównany pojedynek, w którym obie ekipy szukały sposobów na zakończenie rywalizacji w regulaminowych 60. minutach. Nie udało się, ale wyrównana gra w dogrywce toczyła aż do kary dla Sebastiana Witowskiego. Gospodarze, przez niemal pełne dwie minut,y rozgrywali zamek w tercji obronnej Cracovii. Na szczęście „Radzik” oraz obrońcy dotrwali do rzutów karnych.

O tym co wydarzyło się już przy pierwszym z nich wspominałem na początku. Odrobny właściwie wygrał pojedynek ze strzelcem, po czym zachował się kompletnie nieodpowiedzialnie i wjechał z krążkiem do bramki. Sanockiego bramkarza uratował jednak kuriozalny arbitraż sędziów. Po nie uznaniu bramki protestował kapitan drużyny Daniel Laszkiewicz za co otrzymał karę 10 minut.Potem ruszył Zapała i „Radzik” pewnie złapał krążek w rękawicę. Nicolas Besch trafił w poprzeczkę. Strzał Gruszki„Radzik” obronił parkanem. Trzecim strzelcem w serii był LeszekLaszkiewicz i snajper Pasów nie zdołał przerzucić krążka nad parkanem leżącego Odrobnego. Niestety Bartoš trafił pod poprzeczkę...

Wobec wcześniejszych decyzji sędziów oznaczało to koniec spotkania. Po meczu działy się w Sanoku różne dziwne rzeczy. Na dzisiaj wiadomo tylko tyle, że karę meczu otrzymał także Aron Chmielewski.

Niesmak pozostał i o Puchar Polski, a także rekordowe premie za zwycięstwo zagrają gospodarze i drużyna JKH GKS Jastrzębie, która pokonała wcześniej GKS Tychy.

Na koniec dodajmy że pierwszy mecz ligowy w nowym roku Cracovia rozegra już 4 stycznia właśnie w Sanoku...
raf_jedynka
Źródło: TerazPasy.pl 28 grudnia 2012 [1]


"Finał Pucharu Polski bez hokeistów Cracovii - decydowały rzuty karne" -
Sportowe Tempo

Finał Pucharu Polski bez hokeistów Cracovii - decydowały rzuty karne

Hokeiści Cracovii nie zdołali awansować do finału Pucharu Polski. W piątkowy wieczór ulegli po karnych w Arenie Sanok gospodarzom turnieju, którzy jutro zagrają z JKH GKS Jastrzębie-Zdrój.

Spotkanie bardzo dobre, a o awansie decydowały karne. W nich nie popisali się sędziowie, którzy nie uznali trafienia Fojtika.

Pierwsza tercja zakończyła się remisem 1-1. W 5 minucie strzelał z linii niebieskiej Noworyta, Piotrowski podbił krążek i ten wpadł w górny róg. Po niespełna dwóch minutach wyrównał Kolusz w sytuacji sam na sam po prostopadłym podaniu z własnej tercji Mojžiša.

Kolejne 20 minut to ataki sanoczan i kontry "Pasów". Najpierw Fojtik wyprowadził gości na kolejne prowadzenie, kiedy na ławce kar przebywał sanoczanin Mermer. Po rozegranym "zamku" zasłonięty Odrobny przepuścił krążek między nogami. Po chwili krakowianie znów pokonali bramkarza KH Sanok; tym razem po szybkim kontrataku, poprzecznym zagraniu i uderzeniu do pustej bramki Chmielewskiego. Kontaktowe trafienie miejscowych to zasługa Dziubińskiego, który najechał z lewej strony na świetnie dysponowanego Radziszewskiego i przymierzył przy "dłuższym słupku".

Ostatnia odsłona to zacięta walka i świetne tempo gry. Dziubiński i Vozdecky w ciągu zaledwie 106 sekund pokonali bramkarza "Pasów" i po raz pierwszy tego wieczoru objęli prowadzenie. Krakowianie nie zrezygnowali, a Chmielewski doprowadził do wyrównania w sytuacji jeden na jeden po wcześniejszym kiksie Strzyżowskiego.

Dogrywka nie przyniosła zmiany rezultatu, choć w jej końcówce miejscowi grali w przewadze 4 na 3 (kara dla Witowskiego). O awansie do finału decydowały więc rzuty karne...

0-0 Fojtik (sędzia gola uznał, ale po długiej analizie zapisu wideo zmienił decyzję. Kapitan D. Laszkiewicz po krytyce orzeczeń otrzymał 10 minut, a Chmielewski karę meczu)

0-0 Zapała (obronił Radziszewski)

0-0 Besch (trafił w słupek)

0-0 Gruszka (obronił Radziszewski)

0-0 L. Laszkiewicz (obronił Odrobny)

1-0 Bartoš trafił!

W pierwszym półfinale: JKH GKS Jastrzębie-Zdrój - GKS Tychy 4-3 (2-2, 1-0, 0-1 - 1-0) po dogr.

Decydującą bramkę strzelił na 21 sekund przed końcem dogrywki Adrian Labryga.

Mecz finałowy w sobotę o godz. 17.30 (transmisja w TVP Sport).
AnGo
Źródło: Sportowe Tempo 28 grudnia 2012 [2]


"PP: Gospodarze zagrają w finale, uciekli spod topora!" -
Hokej.net

PP: Gospodarze zagrają w finale, uciekli spod topora!

- To skandal - takimi słowami opisał awans rywala do finału Pucharu Polski trener Comarch Cracovii Rudolf Rohacek. W dość kontrowersyjnych okolicznościach Ciarko BPS KH Sanok wywalczył awans do finału i jutro o godzinie 17.30 zmierzy się z JKH GKS Jastrzębie.

Drugi mecz półfinałowy rozpoczął się od prowadzenia hokeistów z Krakowa, którzy w piątej minucie otworzyli wynik spotkania. Po strzale Patryka Noworyty gumę do siatki skierował Michał Piotrowski. Radość gości trwała jednak krótko, gdyż dwie minuty później do wyrównania doprowadził Marcin Kolusz. Napastnik sanoczan w sytuacji sam na sam nie dał szans Rafałowi Radziszewskiemu.

Emocje w dzisiejszym spotkaniu rozpoczęły się na początku drugiej tercji, gdy zawodnicy "Pasów" szybko strzelili dwa gole. Najpierw liczebną przewagę na gola zamienił Josef Fojtik, zaś chwilę później Przemysława Odrobnego pokonał Aron Chmielewski. Wyniki na lodzie nie uciszyły jednak miejscowych kibiców, których nastroje w 35. minucie polepszyło trafienie Krystiana Dziubińskiego. Trzynaście minut później 24-letni ponownie wpisał się na listę strzelców i strzałem przy słupku doprowadził do wyrównania.

Chwilę później kapitalną akcją popisał się Martin Vozdecky, który pomknął samotnie na bramkę rywala i w swoim stylu wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Radość z prowadzenia gospodarzy trwała jednak krótko, gdyż po błędzie Marka Strzyżowskiego krążek do siatki wpakował ponownie Aron Chmielewski. Kolejne minuty gry oraz dogrywka nie przyniosły rozwiązania i finalistę musiały wyłonić rzuty karne. Pierwszy z nich wywołał wcześniej wspominane emocje, a stało się tak za sprawą kontrowersyjnej decyzji arbitra, który po analizie wideo nie uznał bramki Josefa Fojtika (wcześniej Jacek Rokicki sygnalizował gola).

–Czułem, że miałem krążek pod parkanami i sędzia nie pokazał gola. Obróciłem się i wtedy arbiter wskazał na linię. Krążek nie przekroczył linii bramkowej, a dalsza interpretacja należała do arbitra – komentował całą sytuację Przemysław Odrobny.

–Arbiter nas skrzywdził. Nie rozumiem jego decyzji, bo stojąc dwa metry od akcji i mając do dyspozycji asystenta najpierw uznał bramkę, a następnie zdecydował się sprawdzić zapis wideo. Nie będę już dodawał tego, że widok z kamery nie jest aż tak precyzyjny – pieklił się Aron Chmielewski. – Jeśli chodzi o mecz, to zagraliśmy dzisiaj naprawdę dobrze. Szkoda trochę tej akcji, po której straciliśmy drugiego gola. Była szansa na to, by wyeliminować sanoczan już w regulaminowym czasie gry.

Decydującego gola, który zagwarantował udział w finale Pucharu Polski, w ostatniej serii rzutów karnych zdobył Peter Bartosz.
Radosław Kozłowski, Daniel Soł
Źródło: Hokej.net 28 grudnia 2012 [3]


Trenerzy po meczu

Rudolf Rohaček, trener Cracovii

Szkoda, że tak fajny i ciekawy mecz zakończył się skandalem. Ci, którzy oglądali spotkanie na żywo, lub w telewizji z pewnością wiedzą, o czym mówię. Nie mam nic więcej do dodania.

Marcin Ćwikła, II trener Sanoka

Był to bardzo dobry mecz, który zakończył się dla nas szczęśliwie. Pokazaliśmy w nim charakter, bo odwróciliśmy losy spotkania. Szkoda, że już przy stanie 4:3 popełniliśmy prosty błąd, i Cracovia doprowadziła do remisu.

Źródło: cracovia-hokej.pl [4]

Hokeiści po meczu

Aron Chmielewski, hokeista Cracovii

To był pierwszy mecz, gdy Sanok grał z kontry, mimo tego, że występował na swoim lodowisku. Mieliśmy inicjatywę, zdobyliśmy w tym spotkaniu cztery bramki, ale popełniliśmy również kilka głupich błędów, które miały wpływ na wynik.

Decydującym momentem była strata gola pod koniec drugiej tercji, bo do szatni zjeżdżaliśmy przy stanie 3:2. Daliśmy wtedy sanoczanom więcej nadziei na trzecią tercję. Myślę, że w przeciwnym razie mogliśmy utrzymać wynik i zakończyć rywalizację w regulaminowym czasie. Zamiast tego przegrywaliśmy 3:4, ale dobrze, że jeszcze potrafiliśmy dogonić wynik i doprowadzić do remisu.

Byliśmy pewni, że sędziowie uznają tę bramkę, ale niestety stało się inaczej. Szkoda, bo sędzia stał bardzo blisko i widzial, że Odrobny wpadł parkanami, pod którymi był krążek do bramki. Oglądałem powtórki tej sytuacji i rzeczywiście nie widać krążka w bramce, ale znalazły się w niej parkany Odrobnego, a przecież między nimi był krążek. Mówiąc delikatnie, ta sytuacja nas nie podbudowała. Myślę, że był to kluczowy moment, bo później emocje wzięły górę. Co tu dużo mówić, zostawiliśmy serce na lodzie, daliśmy z siebie wszystko, byliśmy lepszą drużyną.

To jest miłe, gdy strzela sie dwie bramki. Jednocześnie wiem, że po meczu pod wpływem adrenaliny wywołanej nieuznanym rzutem karnym poniosly mnie emocje i zachowałem się niewłaściwie. Teraz, na spokojnie, na pewno tego bym nie zrobił. Zachowałem się źle, czego bardzo żałuję. Chciałbym przeprosić, bo zapewne moim zachowaniem uraziłem wiele osób.

Źródło: cracovia-hokej.pl [5]

Filmy