1929-06-30 Warszawianka Warszawa - Cracovia 2:2

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia



Trener:
Jozef Ferenczi
Liga , 11 kolejka
Warszawa, boisko DOK (Legii), niedziela, 30 czerwca 1929

Warszawianka Warszawa - Cracovia

2
:
2

(1:0)




Trener:
Viktor Hierländer
Skład:
Domański
Zarzecki
S. Korngold
Wróblewski
Wilgusiak
E. Hahn
Hasselbusch
S. Jung
Zwierzewski
Materski
J. Luxenburg

Ustawienie:
2-3-5

Sędzia: Karol Wieczysty ze Lwowa
Widzów: 3 000

Grafika:gol.gif Bramki
S. Jung (1')

J. Luxenburg (70')
1:0
1:1
2:1
2:2

Rusin (52')

Sperling (77'-karny)
Skład:
A. Malczyk
Lasota
T. Zastawniak
Ptak
Chruściński
Seichter
Rusin
S. Malczyk
Kałuża
Tokar
Sperling

Ustawienie:
2-3-5


Opis meczu

Lotny atak gospodarzy parokrotnie zagrażał bramce krakowian.
Drużyny piłkarskie Cracovii i Warszawianki po meczu nierozstrzygniętym (2:2) w Warszawie, który z powodu pięknej gry zjednał krakowianom wielu nowych wielbicieli.
Jung przed bramką Cracovii. Wobec leżącego Malczyka i bezradnego Lassoty napastnik Warszawianki strzelił w aut.

Przegląd Sportowy

ŚWIETNE CZASY PIŁKARSTWA POLSKIEGO
przypomniała nam Cracovia na niedzielnym meczu z Warszawianką w stolicy

Krakowscy styliści piłkarscy nie mają szczęścia w spotkaniach z Warszawianką. Słaba forma, niepełny skład, bądź pech prześladuje biało-czerwonych zawsze, ilekroć mierzą swe siły z drużyną warszawską. W rezultacie z kilku [...] spotkań, rozegranych przez oba zespoły sześć czy siedem zakończono [...] remis, przyczem w liczbie tych nierozegranych, znalazły się również wszystkie trzy mecze ligowe niedzielnych rywalek.

Spotkanie to należało niewątpliwie do rzędu najbardziej ciekawych meczów z oglądanych w roku bieżącym w Warszawie. Cracovia raz jeszcze dowiodła, że jest klubem o wielkich wartościach, klubem, w którym pracuje się intensywnie, celowo, z myślą o przyszłości i co najważniejsza, z wielkiem umiłowaniem sportu. Kondycja fizyczna całej drużyny, jej umiejętności techniczne, posmak wielkiego stylu, demonstrowanego hojnie przez Kałużę i Sperlinga – to rzeczy, które doprawdy mogą zapalić i [...].

Jakże mizernie na tle meczu niedzielnego wypadło sobotnie „międzynarodowe” spotkanie Legji z Nemzeti! Kałuża przeżywa z sezonie bieżącym czasy swej świetności. Po paru latach wybitnie słabych, dziś błyszczy jego wielki talent, jak za czasów królowania Cracovii w polskim sporcie piłkarskim w latach 1920 – 1924-ym. Kałuża wszędzie [...] piłkę kryje ciałem, trzyma przy sobie i dribluje, tak że wprost niesposób mu ją odebrać, a już jeśli chodzi o prostopadłe podania do łączników, nie ma doprawdy rywala godnego sobie w całej Polsce. Niestety, mistrzowi zabrakło dobrych łączników. Bo mimo, że Malczyk II pracował wprost z podziwu godną wytrwałością, a Tokar również przykładał się jak umiał, nie potrafili oni zamienić drogocennych podań Kałuży na brzęczącą monetę bramkową.

Sperling na skrzydle zademonstrował szczyty techniki, oglądane u największych mistrzów zagranicznych; jego wygrywanie pojedynków na przestrzeni [...] metrów kwadratowych, wspaniałe podania piłki, wędrującej do partnera o [...] od buta przeciwnika, wreszcie piękne centry z najtrudniejszych pozycyj, graniczyły raczej z żonglerstwem. Vis a vis słynnego „Munia” z lewej strony – Rusinek nie posiada, rzecz prosta, bogatego repertuaru swego wytrawnego kolegi. Zato jego ciąg na bramkę, ambicja i dyspozycja biegowa, wykraczają stanowczo poza przeciętność. Notabene Rusinek czuje się lepiej na łączniku, gdzie z Kubińskim na skrzydle, a Kozokiem z drugiej strony Kałuży, piątka ta stworzy niewątpliwie najlepszy obecnie kwintet napastniczy w Polsce.

Defenzywa biało-czerwonych ustępuje klasie napadowi bardzo znacznie. Chruściński na środku nie potrafi swej pracowitości zespolić z dokładnością i celowością podania. Seichter jest tyle że poprawny, a jeden może Ptak dostraja się do klasy ataku.

Nie lepiej przedstawia się sprawa z obroną, gdzie ani Lassota anie tembardziej Zastawniak nie reprezentują talentów nietylko wielkich, ale nawet i małych. Malczyk I w bramce jest też tylko poprawny. Wypuszczenie piłki z rąk przy drugiej bramce wobec oślizgłego terenu, nie można uważać za błąd kardynalny; w każdym jednak razie chętnieby się takich rzeczy u dobrego bramkarza nie widziało.

Warszawianka wystąpiłaby do walki niedzielnej w skł.: Domański, Zarzecki, Korngold, Wróblewski, Wielgusiak, Hahn; Hasselbusch, Jung, Zwierz, Materski, Luxenburg.

Przyznać trzeba, że wynik remisowy z Cracovią, będącą w tej formie co niedzielna, przynosi drużynie białoczarnych zaszczyt i świadczy w każdym razie dobrze o jej defenzywie i o formie fizycznej całej drużyny. W zespole tym pierwsze skrzypce gra jak zwykle Domański. Para obrońców Zarzecki, Korngold nie należy do najmilszych dla napadu przeciwników. Tak samo Wielgusiak poprawia się z meczu na mecz i jest obecnie stanowczo lepszy zarówno od Przeździeckiego jak i od Hyli. Najgorzej w całej drużynie wypadł Wróblewski grający trzeciego obrońcę, do tego bardzo słabo.

Napad nie reprezentuje sobą nic, oprócz... możliwości strzelania bramki ni stąd ni zowąd.

Luxenburg, Materski i częściowo Hasselbusch nie wierzą w swe nogi, czy głowę, lecz przedewszystkiem w święty zapał bojowy i w to, że bramkę „jakoś” uda się strzelić. Zwierz i Jung za mało mają w sobie ambicji i prawdziwego sportowego zacięcia, aby zasłużyć na miano naprawdę dobrych piłkarzy.

Mecz niedzielny jako całość wypadł ciekawie. Przyczyniła się do tego oprócz indywidualnych popisów Sperlinga i Kałuży, niezwykła żywość gry, przenoszącej się momentalnie z jednego na drugi koniec boiska. Prowadzenie zdobyli gospodarze już w 1-ej minucie przez Junga. Mimo wyraźnej przewagi biało-czerwoni czekać musieli na wyrównanie przez Rusinka około 60-iu minut. Potem furja ofenzywna krakowian dążących do zwycięstwa wzmaga się jeszcze bardziej i kończy się... na gwizdku sędziego, który odgwizduje niesłusznie foul w chwili zdobycia drugiej bramki przez Cracovię. Natomiast Warszawianka w jednym z nielicznych swych wypadów, po skoalizowaniu natarcia Luxenburga i Materskiego, uzyskuje prowadzenie 2:1. Sędzia zaczyna gubić się w rozstrzygnięciach, odgwizduje nieistotne foule i korzysta z pierwszej sposobności, aby dać możność Cracovii wyrównania z karnego egzekwowanego nieszczególnie przez Sperlinga. Akt ten pozostawia niesmak, z którego widownia nie może się otrząsnąć do końca meczu. Taksamo na boisku następuje kompletne rozprzężenie nerwów i apatja co do dalszych losów meczu.

Tak więc wspaniałe w ciągu 75 minut widowisko zepsuła jedna zła decyzja arbitra p. Wieczystego ze Lwowa (sędziującego zastępczo za p. Bilora), który popełnił jednak dopiero błąd zasadniczy z chwilą gdy zapragnął „wyrównać” krzywdę, wyrządzoną Cracovii szeregiem problematycznych rzutów wolnych i wreszcie karnym.

Źródło: Przegląd Sportowy nr 37 (440) z 3 lipca 1929 [1]