1996-10-02 Cracovia - Ceramika Opoczno 1:2

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania

Herb_Cracovia

Trener:
Alojzy Łysko
pilka_ico
II liga grupa wschodnia , 11 kolejka
Kraków, środa, 2 października 1996

Cracovia - Ceramika Opoczno

1
:
2

(1:0)



Herb_Ceramika Opoczno

Trener:
Witold Mroziewski
Skład:
Kwedyczenko (56' Ł. Paluch)
Sosin
Mróz
Ziółkowski
E. Kowalik
Siemieniec
Szymiński
Rajko
Ł. Kubik (49' Depa)
Bernas
Zegarek
Martyniuk

Sędzia: Knutel
Widzów: 800

bramki Bramki
Bernas (14'-głową) 1:0
1:1
1:2

Łopata (56')
Sypniewski (82')

Opis meczu

Sport

Relacja z meczu w katowickim dzienniku Sport
W dosyć niefortunnych okolicznościach przegrała Cracovia mecz z beniaminkiem z Opoczna. Biorąc pod uwagę przebieg gry, „pasiakom" należał się przynajmniej remis, ale ponieśli oni karę za niefrasobliwość własnych obrońców. Pierwszą sytuację w tym meczu stworzył zespól Ceramiki, kiedy to w 3 minucie Łopata oddał strzał z ostrego kąta, ale na posterunku był Kwedyczenko. Krakowianie uzyskali prowadzenie w 13 minucie, kiedy to po akcji zapoczątkowanej przez Kowalika, na pole karne zacentrował Rajko, a piłkę głową do bramki skierował Bernas.

Po utracie bramki opocznianie zaczęli śmielej atakować, a Cracovia nieco rozluźniła szyki obronne. W 17 minucie Adamowicz z rzutu wolnego strzeli! nad poprzeczka, w 30 minucie Sypniewski przedryblował obrońców gospodarzy i również posłał piłkę ponad bramką. Po zmianie stron jako pierwszy zaatakował zespól Ceramiki. Już w 46 minucie Marciniak z odległości 20 metrów strzelił w słupek, a w chwile później Myśliński ponad bramką. Z kolei w 52 minucie bliska zdobycia drugiej bramki była Cracovia. kiedy to po centrze Siemieńca z odległości 17 metrów Zegarek strzelił nad poprzeczka. Do wyrównania doszło 2 minuty później, kiedy to po dośrodkowaniu Sypniewskiego i biernej postawie defensywy gospodarzy, z bliskiej odległości Łopata skierował pitkę do bramki. Podczas interwencji bramkarz gospodarzy - Kwedyczcnko uderzył barkiem w słupek i musiał opuścić boisko. W ostatnim kwadransie wydawało się że zwycięstwo przypadnie Cracovii, jednakże Paweł Zegarek zmarnował dwie znakomite sytuacje do zdobycia bramek. Najpierw w 76 minucie po wrzutce Bernasa posłał pitkę nad poprzeczką, a w 2 minuty później odebrał piłkę obrońcom gości i strzelił obok słupka.

Te nie wykorzystane sytuacje zemściły się srodze. W 33 minucie Kopytowski nożycami wrzucił piłkę na przedpole bramkowe gospodarzy, a Sypniewski z bliskiej odległości skierował ją do bramki przesądzając o zwycięstwie opocznian.
Źródło: Sport nr 193 z 3 października 1996

Tempo

Trener przyjezdnych, Witold Mroziewski, na wiosnę jeszcze szkoleniowiec Okocimskiego, nie krył po meczu swej wielkiej satysfakcji, ale przebieg boiskowych wydarzeń ocenił racjonalnie i obiektywnie. -Sprawiedliwszy - powiedział - byłby remis. Cracovia na pewno nie miała mniej sytuacji podbramkowych, niż moi podopieczni. Z trenerem Mroziewskim można się zgodzić, jeśli za kryterium przyjmie się ilość gotowych okazji; ba - wtedy można by nawet mówić, iż był to remis ze wskazaniem na krakowian. Jeśli jednak wziąć pod uwagę inne elementy - takie jak swoboda w grze, wybieganie, umiejętność zawiązywania akcji - lepiej zaprezentowali się goście.

Inna sprawa, że gospodarze rozegrali bardzo słabą partię. W jakiejś mierze usprawiedliwia ich brak Hrapkowicza i Powroźnika (kontuzje), ale na taką, a nie inną (czytaj: lepszą) postawę "Pasów" złożyło się także niecodzienne przetasowanie składu. Na pozycji bocznych obrońców zagrali pomocnicy, natomiast wyróżniający się zwykle defensor, Szymiński, przesunięty został do drugiej linii, w której poczynał sobie raczej kiepsko.

Zaczęło się jednak dla Cracovii pomyślnie. Co prawda w pierwszych minutach lepsze wrażenie sprawiali goście, ale w 14. min - po dobrej centrze Kowalika - Bernas umieścił piłkę głową w bramce Ceramiki.

Po zmianie stron, już w 46. min, Marciniak strzelił z ponad 20 metrów, ale piłka odbiła się od słupka. Winno to być poważne ostrzeżenie dla krakowskiej defensywy, która jednak nadal poczynała sobie bardzo niefrasobliwie. Kilkakrotnie goście stworzyli gorące sytuacje na przedpolu bramki Cracovii, a dwa razy swego dopięli. "Pasy", przyznać trzeba, podrywały się w drugiej połowie do ataków z wielką determinacją, ale bez rezultatu. Paradoksem jest fakt, że za niepowodzenie gospodarzy winić można Zegarka; był on co prawda bardzo waleczny, inicjował akcje, ale też po przerwie cztery razy spudłował w sytuacjach, po których piłka powinna znaleźć się w bramce.

Nastroje w obozie Cracovii były po meczu tym gorsze, iż przybyło zawodników niezdolnych do gry. Bramkarz Kwedyczenko doznał kontuzji interweniując w sytuacji, po której goście wyrównali, a wcześniej urazu doznał Kowalik.
Źródło: Tempo