1912-10-13 Cracovia - Eintracht Lipsk 1:2

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Herb_Cracovia


pilka_ico
mecz towarzyski
Kraków, niedziela, 13 października 1912, 15:00

Cracovia - Eintracht Lipsk

1
:
2



Herb_Eintracht Lipsk


Skład:
Rogalski
Traub I
Obert
Traub II
Owsionka
Synowiec
Mielech
Dąbrowski I
Kałuża
Luska
Prochowski

Ustawienie:
2-3-5

Sędzia: Franciszek Jachieć z Krakowa

bramki Bramki
Mielech

Mecz poprzedniego dnia:

1912-10-12 Cracovia - Eintracht Lipsk 1:3


Na 10:00 zaplanowano mecz Cracovii II z KS Alfa.

Zapowiedź meczu

Opis meczu

Podczas meczu (zdjęcie z tego dnia lub poprzedniego):rzut rożny przed bramką Eintrachtu

Czas

Relacja z meczu w dzienniku Czas
Rezultat spotkania "Cracovii" z klubem "Eintracht" z Lipska przekonał publiczność krakowską, że gracze niemieccy stoją na wyżynie sportowej wyższej, niż na ogół u nas przypuszczano. Można powiedzieć, że goście z Lipska byli najlepszą drużyną, jaką w tym roku w Krakowie widziano. Temperament bez cienia już nie brutalności lecz choćby szorstkości w grze zjednał im sympatyę. Pod względem techniki fizycznej sprawności przedstawiali grupę jednolitą, czego - niestety - nie można powiedzieć o graczach krakowskich. Należy przypuszczać, że po porażce (nawiasem mówiąc niezasłużonej) ze strony "Czarnych" i po porażce doznanej od gości z Lipska, "Cracovia" a względnie jej trener wyrówna braki, które w drużynie się uwidoczniły, gdyż tylko przez pilny trening i pracę może klub względnie jego pierwsza drużyna uzyskać tę stałość formy, której brak powoduje porażki klubu. "Cracovia" winna jest rewanż publiczności za zawód w grze z "Czarnymi" i spodziewać się należy, że o niego się postara. Rezultaty matchów z niedzieli są następujące: "Eintracht" - "Cracovia" 2:1. (...)
Źródło: Czas nr 475 z 16 października 1912


Nowiny

Relacja z meczu w dzienniku Nowiny cz.1
Relacja z meczu w dzienniku Nowiny cz.2
Ze sportu.

(Eintracht Lipsk - Cracovia 3:1, 2:1).

Pierwszy w tym sezonie debiut niemieckiego klubu wypadł nadspodziewanie dobrze. Dawno nie widzieliśmy drużyny, któraby pozostawiła po sobie tak sympatyczne wrażenie jak goście z Lipska. Gra ich nader poprawna, bez śladu brutalności, miała wsobie to co najwięcej emoncyonuje na matchach - temperament i szybkość. Ataki przeprowadzone były z niezmierną energią i kończyły się prawie zawsze pewnym strzałem, czego o biało czerwonych nie można powiedzieć. Ich taktyka długich podawań tak zasadniczo różna od wiedeńskiego systemu, któremu hołduje Cracovia, jakkolwiek z punktu widzenia fachowego znacznie przestarzała, nastręcza daleko więcej interesujących momentów widzowi, aniżeli krótkie podawanie dające często sposobność do efektownych biegów skrzydeł.

W sobotę wystawiła Cracovia drużynę niekompletną, więc i przegrana 3:1 choć zupełnie zasłużona, dawała niejaką nadzieję, że nazajutrz w pełnym składzie wypadnie inaczej. Ale niestety te nadzieje zawiodły. Winę ponosi tutaj przedewszystkiem atak. Grał bez kombinacyi a o strzelaniu zapomniał najzupełniej. Nawet jedyna bramka dla Cracovi[i] (możnaby nawiasem mówiąc, bardzo poważnie kwestyonować, czy wogóle była) została zrobiona z korneru przez samego bramkarza Eintrachtu. Z początku zdawało się, że białoczerwoni istotnie zamierzają wygrać.

Wnet jednakże po pierwszej bramce zrobionej przez lewego łącznika Eintrachtu w 29 nastaje bezhołowie w ataku i los Cracovii zdaje się już być przypieczętowany. 1:0 dla Niemców ubiega pauza. W 3 m. po pauzie drugi goal dla białozielonych strzelony ładnie i pewnie. Napad Cracovii traci teraz wprost głowę, p. Poz. napróżno odświeża sobie w pamięci różne zapomniane już tricki z przed trzech lat i jeździ zapamiętale wózkiem z prawego skrzydła na lewe - niestety bez rezultatu.

Dopiero w 25 m. udaje się białoczerwonym z korneru zdobyć pierwszą i jedyną bramkę. Następujący w parę minut po niej rzut karny, przestrzela p. Traub tuż obok bramki. Tempo dotychczas nadzwyczaj szybkie, jeszcze się potęguje, sytuacye zmieniają się co chwila, aż wreszcie sędzia p. Jachieć daje znak na koniec w samą porę dla zmęczonych graczy i rozkrzyczanej publiki.

Na szczególne uznanie zasłużył w pierwszym rzędzie sędzia p. Jachiec, który sprawował swój urząd nader umiejętnie i nie dał się wyprowadzić z równowagi nie zawsze zgodnemi z regułami postulatami publiczności, żądnej za każdą cenę zwycięstwa swoich ulubieńców.
Źródło: Nowiny nr 235 z 15 października 1912