Tadeusz Synowiec

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Tadeusz Synowiec

Tadeusz Synowiec.jpg

Informacje ogólne
Imię i nazwisko Tadeusz Synowiec
Urodzony 11 listopada 1889, Świątniki Górne, Polska
Zmarły 7 listopada 1960, Kędzierzyn-Koźle
Pseudonim Żyła
Pozycja pomocnik / napastnik
Wzrost 180 cm
Waga 68 kg
Wychowanek RKS Rudawa
Kariera w pierwszej drużynie Cracovii
Sezon Rozgrywki - występy (gole)
1910
1911
1912
1913
1914
1918
1919
1920
1921
1922
1923
1924
1925
tow - 16 (0) *
tow - 23 (0) **
tow - 28 (0) ***
MG - 4 (0), tow - 30 (2) ****
MG - 3 (0), tow - 15 (0)
-
b.d.
KA - 6 (1)
MP - 8 (0), KA - 6 (0)
MP - 5 (0), KA - 9 (0)
KA - 10 (0)
KA - 2 (0)
-

* W 1910 brak składów i strzelców 2 meczów (8:0 i 10:0)
** W 1911 brak składów i strzelców 1 meczu (4:1)
*** W 1912 brak składów i strzelców 2 meczów (2:5 i 0:0)
*** W 1913 brak składów i strzelców 1 meczu (2:1)

1906-1919 oficjalne i towarzyskie, od 1920 tylko oficjalne mecze
Debiut 1910-05-22 Cracovia - Wisła Kraków 2:0
Ostatni mecz 1924-09-08 Cracovia - DFC Praga 2:3
Kluby
Lata Klub Występy (gole)

1910-1914
1914-1917
1918-1925
RKS Rudawa
Cracovia
P.T.G. Kijów
Cracovia



13 (0)
liczba występów i goli w ekstraklasie i mistrzostwach kraju
Reprezentacja narodowa
1921-1924 Polska 8 (0)

j - jesień, w - wiosna


Tadeusz Synowiec 1911 r.
Tadeusz Synowiec 1921 r.
Tadeusz Synowiec 1921 r.
Tadeusz Synowiec, reprezentacja, 1922 r.
Tadeusz Synowiec, 1922 r.
Narada po spadku Cracovii z Ligii w 1935 r., od lewej: Synowiec, Cikowski, Gintel, Lustgarten

Tadeusz Synowiec urodził się 11 listopada 1889 w Świątnikach Górnych, zmarł 7 listopada 1960 w Kędzierzynie-Koźle.

Absolwent UJ, filozofia.

Polski piłkarz, grający jako pomocnik oraz napastnik, trener piłkarski, dziennikarz sportowy.

Tadeusz Synowiec był absolwentem C.K. Gimnazjum V w Krakowie w roku szkolnym 1911/12, oraz wydziału filologii Uniwersytetu Jagiellońskiego[1].
Piłkę nożną zaczął grywać będąc w drugiej klasie gimnazjum V w drużynie "Czerwoni" wraz z Poznańskim. Następnie gra w Rudawie jako pomocnik[2]. W 1909 r. Tadeusz Synowiec wraz z całą ówczesną RKS Rudawa wstępuje do Cracovii tworząc tym samym Cracovia Juniores[3] .
Od początku do końca kariery (1910-1924) grał w Cracovii. W 1913 jako niegrający kapitan prowadził reprezentację Galicji w meczu z reprezentacją Moraw-Śląska. Był pierwszym kapitanem reprezentacji Polski w historii, podczas meczu z Węgrami w 1921 roku. Jako kapitan grał również w klubie. W Cracovii zagrał 318 meczów. W listopadzie 1924 r. zakończył swoją karierę.
Po zakończeniu kariery został trenerem i dziennikarzem (pod jego przewodnictwem powstał "Przegląd Sportowy"). 30 sierpnia 1925 objął stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski. 19 czerwca 1927 roku zastąpił go Stefan Loth.

Członek Rady Seniorów od 1957 r..


Prasa

Tadeusz Synowiec 1.jpg
Raz,dwa,trzy 1932-04-26 17 7.png

Tadeusz Synowiec. (Przegląd Sportowy z 1921)

Nadchodząca niedziela 22 b.m. (22 maja - przyp. Benedictus) przynosi nam rzadki w dziejach rodzimego sportu piłki nożnej jubileusz 11-toletniego czynnego udziału w tymże sporcie. Jubilatem jest popularny gracz, kapitan I-szej drużyny Cracovii.

Grafika z 1921 roku przedstawiająca niepoślednią rolę jaką w krakowskim futbolu spełniał Tadeusz "Żyła" Synowiec

Działalność sportową rozpoczął, jak większość naszych graczy, w drużynach studenckich. W roku 1909 wstępuje wraz z całym ówczesnym K.S. Rudawa do Cracovii, gdzie tworzą Cracovię Juniores. Gdy w roku 1910, na skutek doświadczeń poczynionych w zawodach ze sławnymi wówczas "Krikieterami" z Wiednia, wszczęto reorganizację 1-szej drużyny, zajmuje Synowiec stanowisko lewego pomocnika, pozostając na niem do dnia dzisiejszego. Że wybór był trafny, okazała to najbliższa przyszłość. W krótkim czasie staje się jednym z najpożyteczniejszych i bezsprzecznie najlepszym graczem pomocy w drużynie, a nawet śmiało rzec można, całej Polski, graczem nie opadającym nigdy w swej wysokiej formie. Nadzwyczaj karny, sumienny i pracowity, czego najlepszym dowodem jest nadane mu miano "Żyła", zyskuje ogólną sympatję, sympatję, jaką dotychczas żaden inny gracz poszczycić się nie może. 11 lat przeżył Synowiec w Cracovii, dzieląc z oddanymi sobie bezwzględnie współ-graczami dobre i złe czasy, będąc zawsze filarem drużyny, a w ciężkich dla niej chwilach jej jedyną nadzieją. Wdzięczność swą za to okazała drużyna, wybierając Go w roku 1912 swym kapitanem, na którem to stanowisku pozostaje do dnia dzisiejszego, wybierany stale jednogłośnie w każdym sezonie. Dziś, mimo swych 32 lat, wierny ukochanemu przez się sportowi, trwa na stanowisku gracza z poświęceniem, oddaniem się i zapałem, jakiego wielu naszym młodszym graczom brak. O kwalifikacjach Synowca jako gracza świadczy wymownie Jego każdorazowa obecność w drużynach reprezentatywnych Krakowa i byłej Galicji, których bywał stale kapitanem.

Życząc Jubilatowi długich jeszcze lat owocnej pracy na niwie sportowej, wyrażamy przekonanie, że pracy tej nie poskąpi młodemu sportowi polskiemu, którego przez 11 lat był, i mamy nadzieję, będzie jeszcze filarem, zapewniając Go, że młodzież nasza, dla której Jubilat jest jedynym wzorem do naśladowania, wdzięczną Mu za to będzie z całego serca.

Źródło: Przegląd Sportowy

Przypisy

  1. Przegląd Sportowy z 31 grudnia 1921 r.
  2. Tygodnik Przegląd Sportowy z 31 grudnia 1921 r.
  3. Tygodnik Przegląd Sportowy z 21 maja 1921 r.
  4. 100. wg ówczesnych obliczeń. W serwisie Wikipasy.pl jest to 98. mecz z udziałem Synowca, ale brakuje składów z pięciu meczów.

O Synowcu w 1925 r.

Józef Kałuża i Tadeusz Synowiec, reprezentacja, mecz ze Szewcją, 28 maj 1922 r.
Synowiec 1923 r.
Synowiec 1924 r.
karykatura, Synowiec 1924 r.
Synowiec 1925 r.
Synowiec na meczu Śląsk Polski - Śląsk Niemiecki, 1930 r.

"Najpopularniejszy piłkarz polski jubilatem." -
Kuryer Sportowy

Najpopularniejszy piłkarz polski jubilatem.

Relacja z meczu w tygodniku Kuryer Sportowy
15 lat to szmat życia. Piętnaście lat gry w piłkę nożną to rekord swego rodzaju. Rzadki rekord. Gdy się wspomina o piętnastoletniej aktywnej pracy sportowca. to w większości wypadków, w tak olbrzymiej większości, że śmiało można rzecz uogólnić, pisze się nekrolog, kładzie się kamień grobowy na aktywne wykonywanie danego sportu. Synowiec, którego piętnastolecie gry w barwach pierwszej swej drużyny święciła Cracovia. jest chlubnym w tej mierze wyjątkiem. Od niego bowiem tylko zależy, czy chce być nadal graczem, w każdej chwili może się zdecydować na chlubne kontynuowanie, swej tak chlubnej działalności. Ody w ubiegłym roku, przenosząc, się do Katowic pożegnał się z ukochanemi barwami, nie znajdował się u kresu swych sił, nie było takich okoliczności któreby go zmuszały do stałego rozbratu z zieloną murawą. Poziom jego gry był jeszcze tak wysoki. że niejeden z dużo młodszych rywali marzył, aby wogóle wznieść się do takiej klasy. A. że tak było dowiódł swym jubileuszowym występem. Po nieznacznym treningu, po rocznej przerwie, nie mógł, rzecz prosta, być nadal najlepszym pomocnikiem w Polsce. Ale niektóre pociągnięcia wykazały, że ,,Żyła" żyje nie tylko swą długoletnią rutyną. Owszem jasne było, że niewiele tygodni odpowiedniej zaprawy i dwa. trzy mecze, a „łysy kapitan” znów będzie należał do nielicznych piłkarzy polskich, którzy śmiało ostoją się wobec najlepszych z zagranicy.

Ale piętnaście lat gry synowca nie można traktować tylko pod kątem widzenia tej ilości lat jako gracza. Bo pominąć już trzeba, że grał 318 meczów w pierwszej drużynie, że 10 lat był kapitanem tej drużyny, że grał w Danji. Szwecji. Niemczech. Czechach. Austrji. Węgrzech. Francji. Hiszpanji. że osiem razy będąc kapitanem polskiej drużyny reprezentacyjnej tyleż razy bronił barw państwa. Działalność Synowca nie kończyła się na kopaniu piłki. Najlepszy towarzysz i przyjaciel, był wzorem cnót sportsmena. Z niego jako gracza i człowieka brało sobie przykład setki i tysiące młodszych.
Nie poprzestawał Synowiec jednak na tern. Przyczyniał się do budowy sportu polskiego pracując niezmordowanie w związkach. Należał do pierwszych w Polsce publicystów sportowych.

Zawcześnie jeszcze na ocenę jego zasług, gdyż praca jego nieskończona. Życzyć mu tedy możemy tylko ad multos annos!
Źródło: Kuryer Sportowy nr 30 z 30 września 1925


O Synowcu humorystycznie 1926 r.

"HUMOR NA BOISKU Wspomnienia dwu asów piłkarstwa polskiego Stefana Domańskiego i Ludwika Gintla" -
Przegląd Sportowy

HUMOR NA BOISKU Wspomnienia dwu asów piłkarstwa polskiego Stefana Domańskiego i Ludwika Gintla

Relacja z zawodów w tygodniku Przegląd Sportowy
Reprezentacyjny obrońca Polski Ludwik Gintel z Cracovii tak „odmalowuje" kapitana honorowego swej drużyny i obecnego kapitana związkowego P. Z. P. N-u, Tadeusza Synowca.

Podczas tournee Cracovii po Hiszpanji poszliśmy w Vigo na plaże, a że pora była późna nie było Już ani jednego Hiszpana. Każdy z nas dostał za Jednego peseta kostium kąpielowy, tylko Tadzio (Synowiec) chciał zaoszczędzić klubowi jednego peseta i pozostał w swej bieliźnie. W stroju tym wyszedł na małą skale, pilnie zbierając muszelki. Silnie zajęty swem poszukiwaniem nie zauważył nadchodzące fali która go zalała i odcięła od lądu. Naturalnie zaraz cała drużyna znalazła się z boku naszego Robinzona, rozgrzewając go z zapałem i nie szczędząc przycinków na temat oszczędności.


Podczas zawodów Cracovia — B. B. S. V. w Bielsku Jeden z graczy Cracovii zachował się nieodpowiednio. Na zwróconą uwagę Tadziowi, żeby go skarcił, Tadzio siedmiomilowemi krokami zwraca się w stronę gracza. Pod¬szedł na odległość jednego kroku, popatrzał mu w oczy — gracz przybrał groźna minę, Tadzio.. zmiękł, machnął mu ręką koło nosa, obrócił się na pięcie i odszedł, przekonany, że gracz go „zrozumiał".
Źródło: Przegląd Sportowy nr 52 z 31 grudnia 1926


O Synowcu w Hiszpanji

"SPERLING I SYNOWIEC w OPRESJI EPIZODY Z EPOPEI HISZPAŃSKIEJ „CRACOVII”" -
Przegląd Sportowy

SPERLING I SYNOWIEC w OPRESJI EPIZODY Z EPOPEI HISZPAŃSKIEJ „CRACOVII”

Relacja z zawodów w tygodniku Przegląd Sportowy
...

Tadek Synowice prawdziwy ideowy sportowiec. Wszyscy go znają z tej strony. Zawsze w zgodzie ze wszystkimi, najwięcej jednak chyba z prowadzącymi zawody sędziami. Jako kaptan drużyny nie odważyłby się nigdy kwestionować rozstrzygnięcia choćby mylnego. Tak było, gdy Gintel pewnego razu radził mu zwrócić uwagę na faktycznie mylne rozstrzygnięcie sędziego. Synowiec odpowiedział wtedy Gintlowi: „Jak mógłbym z czystem sumieniem kiedy tak powiedział sędzia…"
A jednak raz zaprotestował energicznie, i właśnie wtedy nie miał racji. Było to w Sewili. Cracovia prowadziła 3:2, wlec sędzia — jak wszyscy jego poprzednicy hiszpańscy —chce wyrównać. Pod bramką Cracovii gwiżdże „faul” za 3 kroki bramkarza. Sędzia ustawia pitkę w odległości około 2 m. od bramki. Wtem wpada na nieco Synowiec, gestykulując— wreszcie krzycząc z trudem znalezione słowa hiszpańskie „non regle", co miało znaczyć „niezgodne z przepisami". Domagał się mianowicie Synowiec wycofania rautu za pole karne oczywiście mylnie. W gorączce staremu wydze trafił się lapsus jak rzadko.

To był rzeczywiście pech! Raz w życiu protestować... i właśnie wtedy nie mieć racji!
Józef Kałuża
Źródło: Przegląd Sportowy nr 4 z 7 stycznia 1928


Ze wspomnień starego piłkarza

Echo Krakowa cz.5

Relacja z meczu w dzienniku Echo Krakowa
V

SYNOWIEC. ZAWODNIK i DZIAŁACZ SPORTOWY
Kogut był wówczas porucznikiem WP. — pamiętam było to na jednym meczu w Bielsku z tamtejszą drużyną.
Kogut grał niepotrzebnie ostro faulując przeciwników.
Oburzyło to Gintla, który zwrócił się do Synowca z żądaniem:
— Tadek, psiakrew, uspokój Kogu¬ta albo usuń go z boiska!
Tadkowi nie trzeba było dwa razy powtarzać Zerwał się z miejsca — pędzi oburzony do Koguta.. i słowa zamarły mu na ustach.
Oto Kogut spodziewając się burzy, wypiął swą „bohaterska” pierś do przodu, czekał na Tadka jak gdyby chcąc powiedzieć:
„Zbliż się spróbuj tylko"!
Tadek Synowiec widząc to machnął zrezygnowanie ręką i oddalił się.
Tenże jednak Synowiec umiał być energiczny, gdy szło o sprawy Cracovii na forum KOZPN czy PZPN.
Był on bowiem nie tylko zawodnikiem, ale równocześnie działaczem sportowym i dziennikarzem.
W PARYŻU
Cracovia była jedynym klubem Polski, który w tym okresie wyjeżdżał poza granice Rzeczypospolitej. — i równocześnie pierwszą drużyną polską, która została zaproszoną do Pa¬ryża, na urządzany tam z okazji jubileuszu klubu paryskiego „Red Ster", turniej piłkarski. W turnieju tym prócz Cracovii.wzięły udział drużyny „Servette" z Genewy i wicemistrz Francji — „Racing Club de Paris".
Z mistrzem Szwajcarii zremisowaliśmy 1:1 — zaś z „Red Starem" przegraliśmy 3:5, co dla nas było wynikiem bardzo zaszczytnym, zważywszy, że gospodarze grali bardzo ostro i bramkarza naszego Popiela dwukrotnie wepchnięto z piłką do bramki.
BRAMKARZ NIE JEST ŚWIĘTOŚCIĄ
W Paryżu nie obchodzono się z bramkarzami zbyt łagodnie (tak jak to się u nas dzieje). — Napastnicy szli na bramkarza tak silnie i ostro, że ten częstokroć wołał wyrzucić piłkę na korner aniżeli wdawać się z nimi w pojedynek.
Zapytany przez naszego Popiela sędzia prowadzący tern zawody — dlaczego pozwala na atakowanie bramkarza, narażając go na kopnięcia w ręce, — odrzekł
— Jeśli napastnik, który gra nogami, może być atakowany przez przeciwnika, trzymającego piłkę przy nodze, — to dlaczego nie może być atakowany bramkarz, trzymający piłkę w rękach.
— Pan ma nie tylko nogi do gry, ale jeszcze i ręce. Trzeba prędko pozbywać się piłki, a wtedy nie będzie atakowany.
Słusznie! To tylko u nas w Polsce, sędziowie zaprowadzili ten nigdzie nie spotykany zwyczaj, że bramkarz jest nietykalny.
Bramkarz u nas może rzucić się na piłkę i leżeć dość długo na zie¬mi — a tknąć go nie wolno.
Jeśli znajdzie się śmiałek, który by próbował wydobyć spod niego piłkę, — miałby się spyszna.
Nie tylko sędzia odgwiżdże faul, lecz i publiczność wygwiżdże go.
Ja należałem do napastników, którzy obrzydzali życie bramkarzom nie pozwolili pieścić piłki w objęciach.
Nie mało bramkarzy wpadło do bramki wraz z piłką, wepchniętych przeze mnie - zwłaszcza gdy wróciliśmy z Hiszpanii.
8 CZY 8O CENTYMETRÓW
Będąc w Paryżu, oprowadzani byliśmy przez sekretarza Towarzystwa Polsko-Francuskiego, Polaka, przebywającego stale w tym mieście. Pokazywał on nam wszystkie cuda Paryża, m. in. wieżę Eiffla, na której byliśmy wszyscy. Tłumaczył objaśniał i pokazywał nam rzeczy godne widzenia, jak również charakterystyczne cechy pewnych zjawisk, — w konkretnym wypadku wieży Eiffla, jej konstrukcji, roku powstania itp. Nd wieży, jak wspomniałem już, byliśmy wszyscy, między innymi i nasz lewy łącznik, zawsze czupurny i zadzierżysty, — zawsze lepiej wiedzący wszystko od innych.
Oprowadzający nas sekretarz wyjaśnił nam, po zejściu z wieży, że ma one w najwyższym swym punkcie 8 centymetrów odchylenia, co jest rzeczą, przy jej wysokości, zupełnie zrozumiałą.
Słysząc te słowa, nasz lewy łącznik rzecze z emfazą:
. „Nie proszę pana., ja wiem na pewno, że ona ma 80 centymetrów odchylenia".
Skonsternowani i zażenowani, zaczęliśmy zlekka pokaszliwać chcąc jakoś zatuszować niewłaściwe odezwanie się naszego gracza.
Sytuacje rozstrzygnął Ludwik Gintel nachyliwszy się do ucha i szepnąwszy mu kilka soczystych słów.
Kogut odskoczył jak oparzony i długo jeszcze krzywo patrzył na Gintla — cała zaś nasza paczka w drodze powrotnej, bezlitośnie nabierała Koguta, wymawiając mu przy każdej nadarzającej się sposobności. owe nieszczęsne 80 cm.
MASZ MARKĘ, ZNAJ PANA...
Wszystko to jednak działo się w sposób żartobliwy, a równocześnie miły i pozbawiony złośliwości.
Dużą uciechę mieli nasi „nabieracze" na przyjęciu u ambasadora Polski.
Do stołu podano, między innymi raki. Przy każdym zaś biesiadniku po¬stawiono w kryształowych naczyniach wodę, do obmycia palców. Nasz lewy łącznik zaciekawiony stojącym obok naczyniem, zwrócił się z zapylaniem do siedzącego obok Gintla szeptem:
„Ludwik, na co ta woda?"
..Do picia, na cóż by była — pada odpowiedź Gintla.
Nasz napastnik, który prawdopodobnie był w danej chwili spragniony, chwycił za naczynie i wychylił wodę do dna.
Stłumiony śmiech i ironiczne spojrzenia kolegów wyjaśniły mu popełniona gafę.
Zarumieniony ze wstydu, nie mając nic innego do zrobienia. zaczął ze złością zajadać dale.
Swój zły humor chciał Kogut wyładować przynajmniej na lokaju.
Przy opuszczaniu apartamentów ambasady przy podawaniu nam płaszczy. każdy z nas położył bodaj franka na tacy, leżącej na stoliku.
Kogut, wyciągnąwszy z kieszeni będący wówczas u nas w obiegu banknot jednomarkowy rzekł po polsku do lokaja:
„Mesz sługo znaj pana"
Dziękuję bardzo za hojny datek odrzekł lokaj, który oczywiście także był Polakiem o czym Kogut niestety nie wiedział — posłyszawszy zaś jego odpowiedź zbiegł szybko na dół po schodach jeszcze bardziej speszony niż dotychczas.

Miał wyraźnego pecha w tym dniu.
Źródło: Echo Krakowa cz.5 nr 253 z 23 listopada 1946


Echo Krakowa cz.12

Relacja z meczu w dzienniku Echo Krakowa
X

TADZIO SYNOWIEC PROTESTUJE...
Z sędziów hiszpańskich nie byliśmy na ogół zadowoleni — prowadził zawody zawsze stronniczo, chcąc za wszelką cenę zapewnić zwycięstwo swej drużynie.
W jednym wypadku, w Sewilli. trafiliśmy na sprawiedliwego arbitra, którym był Anglik.
I do tego właśnie sędziego. kapitan nasze i drużyny, najmilszy pod słońcem kolega i najuczciwszą sportowiec, jakim był Tadzio Synowiec. — miał pecha.
Tak się bowiem stało, że Synowiec, który nigdy — ale to nigdy. — nie poddawał w wątpliwość orzeczeń sędziego na meczu w Sewilli protestował.
...A jak się to stało, — opowiem!
Był to ostatni mecz z FC Sewilla, upal tropikalny niemal, bo 35 stopni C. i jak sobie dziś przypominam. — nie piana z ust, ale po prostu gęsta papka, kleiła mu wargi. W taki upał straszny graliśmy i prowadziliśmy 3:2!
Na 10 minut przed końcem, sędzia podyktował rzut wolny pośredni z pola karnego, za niebezpieczną grę Stycznia, grającego na obronie. Synowiec, który sobie coś ubzdurał, że i dzieje się to wbrew obowiązującym i przepisom. — widząc, że zwycięstwo nasze jest mocno zagrożone, pędzi do sędziego i w łamanej mowie łacińsko-hiszpańskiej, rzecze:
— Signor, non regiel non regle, signor!
Miało to oznaczać, że sędzia podyktował rzut wbrew przepisom, ściśle mówiąc, na polu karnym — nie wolno mu dać rzutu pośredniego. — lecz poza polem karnym!
Sędzia jednak, nic chciał zmienić swej decyzji i mimo Tadziowego rozpaczliwego: ,,non regle, signor" — nakazał wykonać rzut w stronę naszej bramki.
Rzut wykonano, a Styczeń, szczerzący zęby i uśmiechający się całą gębą, wykopał piłkę daleko poza połowę! Wygraliśmy 3:2. W szatni byliśmy już prawie wszyscy ubrani, gdy wtem spostrzegliśmy, że Synowiec siedzi smutny, zmartwiony i nie ubiera się. Zapytany o powód przez Lustgartena, odrzekł smutnym głosem:
— Wyobraź sobie, — jedyny raz zaprotestowałem u sędziego, i właśnie nie miałem racji!
Tadzio miał zepsuty cały wieczór i nie brał udziału w radości z odniesionego zwycięstwa, gdyż w swym przekonaniu popełnił nieuczciwość.
Takim uczciwym sportowcem, był nasz kochany Tadek Synowiec!

....
Źródło: Echo Krakowa cz.12 nr 265 z 4 grudnia 1946


Tadeusz Synowiec

O Rogalskim w terazpasy.pl

"#PierwszyMistrzPolski: Tadeusz Synowiec, czyli prawdziwie ideowy sportowiec" -
terazpasy.pl

#PierwszyMistrzPolski: Tadeusz Synowiec, czyli prawdziwie ideowy sportowiec

adeusz Synowiec był pierwszym w historii kapitanem polskiej reprezentacji – barw narodowych bronił ośmiokrotnie i zawsze już z kapitańską opaską na ręce - także podczas występu olimpijskiego w 1924 roku. Pokazuje to jak wielki autorytet i jak niepodważalną pozycję posiadał ten piłkarz Cracovii w polskiej piłce początku lat dwudziestych.

Dziś kilka słów na temat znakomitego kapitana drużyny mistrzowskiej z 1921 roku. Tadeusz Synowiec, bo o nim tu mowa, nazywany był "Żyłą". To przezwisko nadano mu najprawdopodobniej w Cracovii, choć Synowiec był wychowankiem RKS-u Rudawa.

Barwy Pasów przywdział po raz pierwszy w roku 1909, w wieku 20 lat – wówczas był jeszcze zawodnikiem zespołu młodzieżowego, który zresztą został utworzony po przystąpieniu RKS-u Rudawa w całości do Cracovii. Rok później trafił już jednak do pierwszej drużyny i – za wyjątkiem wojennych lat 1914-17, gdy przebywał we Lwowie – w Cracovii występował już do końca kariery. Grał jako pomocnik, niekiedy jako napastnik.

Z z biegiem lat wymyślono Synowcowi również i drugie przezwisko, którego może nie używano na boisku, ale używano go w prasie: nazywano go po prostu "Łysym Kapitanem". Kapitanem Synowiec był wszędzie gdzie tylko grał, wyłysiał jeszcze przed trzydziestką – wszystko zatem się zgadzało.

OSTOJA I NATURALNY AUTORYTET

Synowiec współtworzył największe sukcesy Cracovii tamtego czasu: Mistrzostwo Galicji z 1913 roku i oczywiście Mistrzostwo Polski z roku 1921. Swą ostatnią oficjalną grę zaliczył w roku 1924 (był to występ numer 318!), aczkolwiek powrócił jeszcze na jedno, wyjątkowe spotkanie w roku 1925 – był to mecz z okazji piętnastolecia gry Synowca w Cracovii. W spotkaniu z AKS Królewska Huta Cracovia wygrała 5:1, a "Łysy Kapitan" w wieku 35 lat z pompą zakończył swą karierę. W tym samym roku przeniósł się też zresztą z Krakowa do Katowic i związany ze Śląskiem pozostał już do końca swych dni.

Co mówiono w najlepszych czasach na temat gry kapitana Pasów? Sięgnijmy znów do relacji prasowych sprzed lat... Zawsze niezawodny pomocnik Synowiec, który może sprawiedliwie i bez przesady uchodzić za najlepszego galicyjskiego piłkarza, lecz także jest przykładem sportowego wychowania i sportowych cnót dla swoich kolegów – pisał o nim po wygranym 4:2 meczu derbowym z Wisłą już w listopadzie 1912 roku "Illustriertes Österreichisches Sportblatt". Trudno o bardziej kompleksowy, zwięzły i trafny zarazem opis tego zawodnika. I co zdumiewające to fakt, że ów opis powstał gdy Synowiec ma 23 lata – w takim wieku jest uznawany za najlepszego galicyjskiego piłkarza i przykład sportowego wychowania . Potem było tylko lepiej, to znaczy z formatu najlepszego piłkarza Galicji Synowiec stał się najlepszym na swojej pozycji w Polsce i co do tego również nikt nie miał wątpliwości. Wychowania kolegów też zresztą nie porzucił.

Synowiec przez całą swą karierę był komplementowany w ten właśnie sposób: jako znakomity przywódca, zwornik zespołu, pewny,  albo szybko oryentujący się gracz.  Tę właśnie pewność, spokój i umiejętność uspokojenia gry Synowiec implementował w drużynie.

W ponad trzystu meczach, jakie rozegrał, zdobył dla Cracovii zaledwie kilka bramek – najpewniej pięć, lub sześć. To wynik niezbyt imponujący, jednak trzeba zaznaczyć raz jeszcze, że nie to było głównym zadaniem Synowca.

Najlepszy towarzysz i przyjaciel, był wzorem cnót sportsmena. Z niego jako gracza i człowieka brało sobie przykład setki i tysiące młodszych. Nie poprzestawał Synowiec jednak na tem. Przyczyniał się do budowy sportu polskiego pracując niezmordowanie w związkach. Należał do pierwszych w Polsce publicystów sportowych. - tak żegnał Synowca-piłkarza po jego ostatnim występie w 1925 roku "Kuryer Sportowy" w tekście zatytułowanym dość wymownie: "Najpopularniejszy piłkarz polski jubilatem".

PRASA, REPREZENTACJA I MEDALIK Z MATKĄ BOSKĄ

Synowiec, podobnie jak Mielech, czy Chruściński (o którym jeszcze wspomnimy) faktycznie miał mocne zapędy dziennikarskie. Już jako czynny piłkarz rozpoczął współpracę z prasą, a nawet... ową prasę współtworzył – tak było w przypadku "Przeglądu Sportowego", założonego w 1921 roku. Synowiec należał do szóstki współzałożycieli tego tytułu, który przez pierwsze dwa miesiąc ukazywał się jako "organ Krakowskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej", szybko jednak został przemianowany na "oficjalny organ Polskiego Związku Piłki Nożnej".

"Żyła" był także pierwszym w historii kapitanem polskiej reprezentacji – barw narodowych bronił ośmiokrotnie i zawsze już z kapitańską opaską na ręce - także podczas występu olimpijskiego w 1924 roku. Pokazuje to jak wielki autorytet i jak niepodważalną pozycję posiadał Tadeusz Synowiec w polskiej piłce początku lat dwudziestych. Wcześniej zresztą również, bo już w roku 1914 (w wieku lat 24!) jako "niegrający kapitan", czyli w istocie trener, poprowadził Synowiec Reprezentację Galicji w meczu z Reprezentacją Moraw i Śląska (porażka 1:2).

Wraz z zakończeniem kariery piłkarskiej oczywiście Synowiec przestał grać w reprezentacji Polski, jednak niemal natychmiast... objął jej prowadzenie jako szkoleniowiec – piastował stanowisko selekcjonera od sierpnia 1925 do czerwca 1927 roku. Pod jego przywództwem Polska zanotowała 5 wygranych, 2 remisy i 4 porażki. Warto dodać jako ciekawostkę, że na stanowisku trenera reprezentacji Synowiec w 1925 roku zastępował inną legendę polskiej piłki i swego przyjaciela: niegdysiejszego gracza Pogoni Lwów, Tadeusza Kuchara. Gdy Synowiec dwa lata później odchodził, jego miejsce zajął... Tadeusz Kuchar, dla którego było to już trzecie (i ostatnie w karierze) podejście do prowadzenia polskiej kadry.

Ciekawy passus na temat trenowania polskiej reprezentacji przez "Żyłę" znajdziemy we wspomnieniach Mielecha, który tak oto opisuje mecz Polski z Turcją: w krytycznych momentach, kiedy Turcy przygniatali nas trochę. Tadek Synowiec jako kapitan zw. PZPN, stojąc za bramką - szeptał cichą modlitwę trzymając w rękach medalik Matki Boskiej, który znalazł w chwili, kiedy wbiegaliśmy na boisko: „Matko Boża - opiekunko Polaków, nie pozwól aby poganie nieuznający Ciebie i Syna Twego - odnieśli zwycięstwo nad chrzęścijany". W czasie pauzy Tadek przybiegł do szatni i zachęcał nas do lepszej gry, mówiąc: „Nie bójcie się chłopcy, znalazłem medalik z Matką Boską - nie możemy przegrać". I nie przegraliśmy! - przyznaje Mielech.

Do opowieści "Wieruskiego" warto może by jeszcze dodać, że zwycięską bramkę dla Polski zdobył zresztą w drugiej połowie meczu przeciwko Turkom gracz Cracovii, Leon Sperling. Trudno jednak powiedzieć, czy akurat Marka Boska natchnęła owego pobożnego Żyda do strzelenia zwycięskiego gola dla chrześcijanów w starciu z poganami .

WZÓR CNÓT WSZELAKICH I CO Z TEGO WYNIKA

Tadek Synowiec prawdziwy ideowy sportowiec. Wszyscy go znają z tej strony – tak w styczniu 1928 roku pisał o Synowcu na łamach "Przeglądu Sportowego" nie kto inny, tylko sam Józef Kałuża – Zawsze w zgodzie ze wszystkimi, najwięcej jednak chyba z prowadzącymi zawody sędziami. Jako kaptan drużyny nie odważyłby się nigdy kwestionować rozstrzygnięcia choćby mylnego. Tak było, gdy Gintel pewnego razu radził mu zwrócić uwagę na faktycznie mylne rozstrzygnięcie sędziego. Synowiec odpowiedział wtedy Gintlowi: „Jak mógłbym z czystem sumieniem kiedy tak powiedział sędzia…".

Dopowiedzieć można do tych słów Kałuży, że koledzy z drużyny – Gintel prawdopodobnie w pierwszej kolejności – próbowali niekiedy wpływać na kapitana, by ten podjął interwencje u arbitra, lub też utemperował któregoś z własnych zawodników.

Jedną z takich sytuacji przytaczał Zygmunt Chruściński: Kogut grał niepotrzebnie ostro faulując przeciwników - przywołuje pewien mecz z BBSV w Bielsku Chruściński - Oburzyło to Gintla, który zwrócił się do Synowca z żądaniem: - Tadek, psiakrew, uspokój Koguta albo usuń go z boiska! Jak opisywał finał tej sytuacji jeszcze w roku 1926 "Przegląd Sportowy" na zwróconą uwagę Tadziowi, żeby go skarcił, Tadzio siedmiomilowemi krokami zwraca się w stronę gracza. Podszedł na odległość jednego kroku, popatrzał mu w oczy - gracz przybrał groźna minę, Tadzio.. zmiękł, machnął mu ręką koło nosa, obrócił się na pięcie i odszedł, przekonany, że gracz go „zrozumiał".

Koledzy w końcu także zrezygnowali z nakłania swego kapitana do kwestionowania orzeczeń arbitra, jak również do ostrego temperowania własnych zawodników na boisku – dlatego też Cracovia orzeczeń arbitra "za kadencji" Synowca raczej nie kwestionowała (a na pewno nie ustami swego kapitana), zaś "wychowaniem" tej najbardziej krnąbrnej młodzieży zajmowali się na ogół osobiście Gintel, lub Kałuża.

Choć można też owe opinie uzupełnić pewnym domniemaniem, które rzadziej, lub częściej przewija się zwłaszcza w opiniach prasowych. Być może nawet były to opinie niezbyt Cracovii przychylnych sympatyków drużyny z drugiej strony Błoń, jednak są one warte odnotowania. Otóż Cracovia nie kwestionowała decyzji sędziego, ale... starała się na nie wpływać zawczasu, sugerując "właściwe" rozstrzygnięcia swymi podpowiedziami. Gracze o takiej opinii jak Synowiec, czy Kałuża – a więc w powszechnej opinii wzory cnót – "podpowiadający" dyskretnie sędziemu mieli swój "ciężar gatunkowy" i zwłaszcza mniej doświadczeni arbitrzy mogli być bardziej podatni na ich sugestie.

Trudno więc dziwić się frustracji jednego z komentarzy zamieszczonych w "Wiadomościach Sportowych" po wygranym przez Cracovię 4:2 meczu z Wisłą, rozgrywanym w ramach krakowskiej klasy A w maju 1923 roku: W wielkim stopniu do klęski Wisły przyczynił się sędzia p. Zweig, który jak się zdaje, miał dobre chęci, jednakowoż stojąc stale koło Synowca, kierował się głównie jego dyspozycjami, co naturalnie wyprowadzać tylko musiało graczy z równowagi, trzymane jednak na wodzy przez dobre maniery sportowe, dzięki Bogu nie doprowadziło do jakichś nie pożądanych scen.

No cóż, autorytet wynikający z cnót wszelakich miał jak widać swoje konsekwencje, natomiast omówieniem "owych dobrych manier sportowych" Wiślaków zajmiemy się może przy okazji innych nazwisk, jak choćby Cikowskiego.

JEDNA KLĘSKA WYCHOWAWCZA I JEDEN JEDYNY PROTEST, CZYLI WYJĄTKI POTWIERDZAJĄCE REGUŁĘ

Gwoli ścisłości trzeba odnotować, że raz jeden tylko Synowiec odniósł spektakularną wychowawczą klęskę: w niesławnym meczu towarzyskim z Wawelem Kraków, przegranym przez Pasiaków 0:2. Spotkanie, w którym obok Synowca nie mógł wystąpić ani Gintel, ani Kałuża, ani Mielech, czy Popiel uczyniło go kompletnie osamotnionym w zabiegach wychowawczych. Efekt był taki, że jego godna podziwu sportowa postawa nie mogła jednakże wpłynąć na rozwydrzonych swoich kolegów. Skończyło się skandalem z dyskwalifikacjami dla Koguta i Stycznia włącznie, ale o tym opowiedzieć można coś niecoś przy innej okazji. Warto jednak zacytować jeszcze raz "Przegląd Sportowy", który po owym meczu z Wawelem donosił: jak się w ostatniej chwili dowiadujemy, Synowiec, długoletni kapitan drużyny Cracovii, w związku z zachowaniem się drużyny na boisku w b. sezonie, a szczególnie w ostatnią niedzielę, zrezygnował z godności kapitana (tem samem i członka Wydziału klubu), oraz członka Sekcji piłki nożnej.

"Przegląd Sportowy" raczej wiedział co pisał, zważywszy, że Synowiec był jego współzałożycielem. Koniec końców Synowiec odwołał jednak swoje pryncypialne decyzje o rezygnacji – wszyscy zgodnie uznali, że nie mógł zapobiec katastrofie, jaka miała miejsce.

Wracając do opowieści Kałuży dowiemy się także, że Synowiec tak samo jeden tylko raz z własnej woli zaprotestował energicznie, i właśnie wtedy nie miał racji. Było to w Sewilli. Cracovia prowadziła 3:2, wiec sędzia - jak wszyscy jego poprzednicy hiszpańscy - chce wyrównać. Pod bramką Cracovii gwiżdże „faul” za 3 kroki bramkarza. Sędzia ustawia piłkę w odległości około 2 m. od bramki. Wtem wpada na niego Synowiec, gestykulując - wreszcie krzycząc z trudem znalezione słowa hiszpańskie „non regle", co miało znaczyć „niezgodne z przepisami". Domagał się mianowicie Synowiec wycofania rautu za pole karne oczywiście mylnie. W gorączce staremu wydze trafił się lapsus jak rzadko. To był rzeczywiście pech! Raz w życiu protestować... i właśnie wtedy nie mieć racji! - dworował nieco z kolegi Kałuża.

Chruściński dopisuje pewną jeszcze bardziej wyrazista puentę, jaką było zachowanie Synowca po całym zajściu: rzut wykonano, a Styczeń, szczerzący zęby i uśmiechający się całą gębą, wykopał piłkę daleko poza połowę! Wygraliśmy 3:2. W szatni byliśmy już prawie wszyscy ubrani, gdy wtem spostrzegliśmy, że Synowiec siedzi smutny, zmartwiony i nie ubiera się. Zapytany o powód przez Lustgartena, odrzekł smutnym głosem:

- Wyobraź sobie, - jedyny raz zaprotestowałem u sędziego, i właśnie nie miałem racji!
Tadzio miał zepsuty cały wieczór i nie brał udziału w radości z odniesionego zwycięstwa, gdyż w swym przekonaniu popełnił nieuczciwość. Takim uczciwym sportowcem, był nasz kochany Tadek Synowiec!

Prawdopodobnie " Żyła" miał jedną tylko cechę równie narzucającą się jego znajomym jak uczciwość: roztargnienie. Przywołajmy na potwierdzenie jedną tylko – z licznych, podobnych - opowieść na ten temat, którą znajdziemy także we "Wspomnieniach starego piłkarza" Chruścińskiego:

W drodze (...) z Madrytu do Vigo zaczęto grać w karty. Czwórkę tworzył Kałuża, Synowiec Reyman i ja. Trzy flaszki wina rozdzielone były tak że Kałuża wypił jedną drugą Synowiec zaś trzecia była w przechowaniu u tego ostatniego. W pewnym momencie - a było bardzo gorąco - Kałuża nie przerywając gry, rzekł do Synowca;

-Tadziu daj no tę naszą ostatnią flaszkę wina!
- Flaszkę? - pyta Synowiec - ach, flaszkę, zaraz, zaraz!
Gdy po paru sekundach Tadek nie ruszył się i flaszka nie zjawiała się, popatrzeliśmy wszyscy na naszego kapitana. Zdumieni, spostrzegliśmy, ze Synowiec szybko i nerwowo szuka czegoś w kieszonkach od kamizelki -  ।  to w dolnych, to w górnych kieszonkach. - No, gdzież ta flaszka, Tadziu? Czegóż ty szukasz? - pyta zdziwiony Kałuża.
- No, właśnie, gdzieś ją tu widziałem - nie przerywając szukania, odpowiada Synowiec.
- Tadek, w kieszonce od kamizelki szukasz?
Dopiero głośny śmiech nas trzech i najgłośniejszy Gintla obudził po prostu zaaferowanego grą w karty Synowca, który nie myśląc co robi, szukał flaszki w kamizelce.
Oczywiście, flaszka leżała sobie najspokojniej na półce.

Chruściński konkluduje jednak, że tak jak Synowiec na boisku przyjmował orzeczenia sędziego bez dyskusji, a roztargnienie mogło powodować różnorakie zabawne sytuacje w życiu codziennym drużyny, tak umiał być energiczny, gdy szło o sprawy Cracovii na forum KOZPN czy PZPN. W 1957 roku Tadeusz Synowiec został także członkiem Rady Seniorów KS Cracovia. Zmarł trzy lata później w Kędzierzynie – na cztery dni przed swoimi 71-mi urodzinami.

Paweł Mazur „depesz”
Paweł Mazur "depesz"
Źródło: terazpasy.pl 16 września 2021 [1]



Zobacz też