1931-03-22 Polonia Warszawa - Cracovia 2:2

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania

75. mecz Cracovii w ekstraklasie.


Herb_Polonia Warszawa

Trener:
Feliks Śliwiński
pilka_ico
Liga , 1 kolejka
stadion Legii Warszawa, niedziela, 22 marca 1931

Polonia Warszawa - Cracovia

2
:
2

(1:0)



Herb_Cracovia

Trener:
Viktor Hierländer
Skład:
S. Kisieliński (79' Laskowski)
Miączyński
J. Bułanow
Kahane
M. Ałaszewski
Nowikow
Szczepaniak
Ogrodziński
Malik
J. Pazurek
Suchocki

Ustawienie:
2-3-5

Sędzia: S. Loth z Warszawy
Widzów: ok. 4 000

bramki Bramki
J. Pazurek (38')
Ogrodziński (51')
1:0
2:0
2:1
2:2


Kubiński (54')
Kubiński (85')
Skład:
Otfinowski
Lasota
T. Zastawniak
Schroth
Seichter
Mysiak
Kubiński
Mitusiński
Muszyński
Zbroja
Sperling

Ustawienie:
2-3-5


Opis meczu

Obie drużyny przed meczem
Kisieliński piąstkuje. Od lewej Kubiński (C.), Muszyński (C.), Kisieliński (P.) Nowikow (P.), Ałaszewski (P.)
Gorąca sytuacja od bramką drużyny warszawskiej, po jednym z wielu doskonałych dośrodkowań lewoskrzydłowego Cracovii - Sperlinga.
Blokada bramki Cracovii. malik w asyście czterech białoczerwonych - Schrotta, Mysiaka, Seichtera i Zastawniaka po oddanym strzale atakuje Otfinowskiego.

"Inauguracja rozgrywek ligowych Cracovia – Polonia 2:2" -
Przegląd Sportowy

Inauguracja rozgrywek ligowych Cracovia – Polonia 2:2

Warszawa, 22 marca

Ku wspaniałemu stadjonowi Legji prą zwarte kolumny aut, dorożek i pieszych. Wyposzczona przerwą zimową publiczność zapełnia sybko zarówno trybuny jak i miejsca stojące.

Obramione białą wstęgą toru kolarskiego boisko zieleni się pierwszą wiosenną trawką i zaprasza przeciwników do gry.

Wreszcie są; z 15-minutowem opóźnieniem, ale są. Pierwsze oklaski z galerji oznajmiają trybunom, że wychodzi z pod nich Cracovia; rzeczywiście za chwile uwijają się po placu gry czerwono-białe pasiaste koszulki mistrza Ligi. Kilka sekund i wzmożony huk braw oznajmia wejście Polonji.

Losowanie, fotografja i mecz rozpoczęty.

Przyglądamy się gościom: moc nowych twarzy. Niema Kossoka, Chruścińskiego, Malczyka, Ptaka. Mitusiński na prawem skrzydle. Kubiński na łączniku. Zastawniak w pomocy. Poprostu nowa drużyna.

I tu właśnie leży potęga Cracovii: brak jednego czy kilku nawet „najlepszych” nigdy nie uczyni w zespole tym wyrwy. Wspaniałe rezerwy, własnej hodowli, trenowane na najlepszych wzorach zawsze zrobią swoje.

Ostateczny skład biało-czerwonych brzmi: Otfinowski; Lasota, Schrott; Zastawniak, Seichter, Mysiak; Mitusiński, Kubiński, Muszyński, Zbroja, Sperling.

Polonia przeciwstawia im zespół: Kisieliński; Miączyński, Bułanow; Kahan, Ałaszewski, Nowikow, Szczepaniak, Ogrodziński, Malik, Pazurek, Suchocki.

Po kilku minutach gry w polu, widać, że siły są równe – o zdecydowanej przewadze którejkolwiek drużyny niema mowy. Pierwszy strzał oddaje rewelacyjny łącznik gości Zbroja – Kisieliński nie bez wysiłku broni na róg. Potem próbują szczęścia strzeleckiego Kubiński i Mysiak, bomby ich jednak mijają się z celem.

Polonia nie pozostaje dłużna i aranżuje atak prawą stroną: po centrze Szczepaniaka, Pazurek przenosi z voleya. Po chwili gracz ten idzie na przebój indywidualny, ale strzela pod zbyt wielkim kątem i do tego górą.

W parę minut Polonia jest o włos od zdobycia bramki. Suchocki po przeboju podaje do tyłu, a nadbiegający Ogrodziński strzela z kilku metrów – Otfinowski jest jednak na miejscu i broni na róg.

Znów ataki Cracovii: trudny strzał Mitusińskiego broni dobrze Kisieliński, który ma potem niemało kłopotu z rogiem bitym przez Sperlinga.

Zkolei atakuje Polonia. Pazurek i Malik grają jednak w polu bardzo słabo; podania ich są stale za długie i niedokładne, a Malik ponadto ciągle się ślizga i brak mu ruchliwości. Jego krótki przebój ratuje w ostatniej chwili Mysiak na róg, ale zaraz potem w 38-ej minucie Pazurek błyskawicznie strzela z linji pola karnego ostro w siatkę.

Polonia prowadzi 1:0.

Po przerwie, mimo przewagi Craccovii, gospodarze podwyższają już w 6-ej minucie wynik na 2:0: centrę Suchockiego chwyta ciałem Ogrodziński i w ten sposób wpycha piłkę do siatki. Interwencja Otfinowskiego w tym wypadku wypada blado.

Potem mająca za sobą więcej treningu Cracovia przychodzi wyraźnie do głosu. Najgroźniejszy w jej ofensywie jest ciągle stary Sperling, który raz po raz potrafi się uwalniać od opieki Kahana i aranżować niebezpieczne wędrówki pod bramkę bądź oddawać celne dośrodkowania.

Z podania Sperlinga pada też w 9-ej minucie pierwsza bramka dla Cracovii: stary wyga wkracza w porę między bawiących się zbytecznie piłką Kahana i Ałaszewskiego, centruje, a nadbiegający Kubiński, mimo przytomnej robinzonady Kisielińskiego lokuje piłkę w siatce. To jest jednak mimo wyraźnej przewagi Cracovii w tym odcinku gry – wszystko.

Gospodarze próbują się raz po raz odgryzać. Przebój Pazurka prasowanego przez obu obrońców, kończy się słabym strzałem, schwytanym przez Otfinowskiego. Potem próbuje szczęścia Malik, ale sfaulowany przez Zastawniaka pada. Sędzia jednak, zdaniem naszem nie bez słuszności reflektuje się po gwizdku, że karny byłby w tym wypadku karą zbyt surową i znajduje wyjście w postaci powtórzenia rzucanego przed chwilą pionu.

I znów atakują biało-czerwoni. Szczęścia próbują kolejno bez powodzenia Mitusiński, Sperling i Muszyński.

Kisieliński przcuje bez zarzutu, ale niestety pada ofiarą kontuzji twarzy przy zderzeniu się ze Zbroją.

Na jego miejsce wchodzi Laskowski. Na 5 minut przed gwizdkiem końcowym, Kahan dopuszcza Sperlinga do centry, a nadbiegający Kubiński, mimo odważnej interwencji Laskowskiego wyrównuje.

Ostatnie minuty należą do Polonji, atakującej prawą stroną. Szcepaniak oddaje kilka pięknych dośrodkowań i strzałów – bezskutecznie.

Mecz jako całośc wypadł, jak na inaugurację sezonu wcale dobrze, zwłaszcza że mięk[k]i teren wymagał od graczy wprost olbrzymiej wytrzymałości fizycznej.

Cracovia bez punktów słabych najlepszego swego gracza miała niewątpliwie w Sperlingu, inicjatora większości jej ataków i obu strzelonych bramek. Z nowych nabytków Zbroja wypadł doskonale. Jego gra w polu posiada wiele subtelności, przemyślenia i wielkich umiejętności technicznych; ze strzałem sprawa przedstawia się gorzej, zarówno jak i z przebojem. Muszyński zbyt jeszcze sztywny i ciężkawy – gracz w typie Pazurka – posiada pewne inklinacje strzałowe; na kierownika napadu posiada zbyt mało ruchliwości, rutyny i inicjatywy.

Mitusiński był blady, Kubiński tyle że strzelił dwie bramki.

Linja pomocy w sumie niewątpliwie lepsza od swego vis-a-vis była bardzo wyrównana. Seichter był dobrym pracownikiem, a zarzucić mu można tylko grę mało fair; tak samo nieprzyjemnie raziła krzykliwość i przykre ge[s]tykulacje Zastawniaka. Mysiak naogół unieruchomił powolnego i ostrożnego Szcepaniaka, który dopiero pod koniec nieco się ożywił.

Debjut ligowy Schrotta, gracza w typie Konkiewicza, wypadł wcale udatnie. Lasota też był dobry, a Otfinowski pięknie i stylowo chwytał górne piłki.

O ile Cracovia była bardzo wyrównana, o tyle Polonia posiadała kilka punktów słabych. Najgorzej wypadł Nowikow, który bodaj ania razu nie oddał swemu napadowi naprawdę dobrej piłki, a w sytuacjach podbramkowych popełnił kilka bardzo niebezpiecznych błędów. Na szczęście dla siebie miał on z tyłu Bułanowa, który wszystko łatał wspaniale. Tak samo Kahan wypadł blado – nie mógł sobie dać rady ze Sperlingiem, a w podaniach też często szwankował. Najlepszy w trójce pomocy Czarnych był Ałaszewski, u którego imponowała – mimo pierwszego meczu w sezonie – wytrzymałość, twardość i ciąg ku przodowi. Seichter nie miał z nim przyjemnego życia.

Najwyższą klasą gry błysnął Bułanow; jego szybkość, ostrość i odwaga w walce, pewność i potęga wykopu, robiły wrażenie wprost imponujące. Co jednak podkreślić należy specjalnie mocno – nie popełnił on tym razem żadnego błędu taktycznego, nie bawił się w niepotrzebne przechodzenie z piłką – słowem grał doskonale. Miączyński, po chorobie, ociężały, nieco powolny i niepewny w uderzeniu, w sumie jednak zadanie swe wypełnił należycie.

Napad Polonji wyglądał bardzo niejednolicie i naogół blado. Przerwa zimowa poczyniła duże luki w technice i zgraniu poszczególnych graczy. Z tych też względów gra w polu wypadła blado i braki te nadrabiać trzeba było wysiłkami indywidualnemi.

Wyraźnie niedysponowany był Malik, którego w ogóle nie było widać na boisku. Pazurek utrzymał się na poziomie z jesieni ze wszystkiemi swemi zaletami i wadami: miał ciąg na bramkę, inklinację do strzelania i zażartośc w walce; brak mu szybkości, zwrotności i podania.

Ogrodziński, mimo że najlepszy z całej piątki w polu, też nie pokazał nic nowego. Szczepaniak grzeszył brakiem szybkości i odwagi, ale imponował opanowaniem technicznem, orjentacją i techniką podania. Suchocki, jak zwykle ruchliwy, ambitny i zwrotny przy łączniku bardziej skłonnym do kombinowania, mógł wiele zdziałać; i tak zresztą większość niebezpiecznych akcyj pochodziła od niego.

Kisieliński w grze swojej stężał i opanował się nerwowo; idzie odważnie na piłkę, ma dobry refleks, słowem zasługuje w pełni na miano pierwszorzędnego bramkarza.

Mecz prowadził za zgodą obu drużyn sędzia warszawski mjr. Loth. Jego takt, rozwaga i rutyna są wielkiemi atutami. Natomiast mamy zastrzeżenia co do odgwizdywania wiedeńskich off-sideów i nastrzelonych rąk.
Źródło: Przegląd Sportowy nr 24 z 25 marca 1931 [1]