2009-03-22 Wisła Kraków - Cracovia 4:1

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania

Herb_Wisła Kraków

Trener:
Maciej Skorża
pilka_ico
Ekstraklasa , 21 kolejka
stadion Wisły, niedziela, 22 marca 2009, 17:00

Wisła Kraków - Cracovia

4
:
1

(0:1)



Herb_Cracovia

Trener:
Artur Płatek
Skład:
Pawełek
Baszczyński
Głowacki
Marcelo
Piotr Brożek
Małecki
Sobolewski (83' Jirsak)
Diaz
Zieńczuk
Ćwielong (88' Niedzielan)
Beto (32' Boguski)

Ustawienie:
4-4-2

Sędzia: Tomasz Mikulski z Lublina
Widzów: 12 500

bramki Bramki

Sobolewski (47')
Marcelo (64')
Małecki (66')
Ćwielong (79')
0:1
1:1
2:1
3:1
4:1
Sasin (25')
zolte_kartki Żółte kartki
Brożek
Marcelo
Małecki
Zieńczuk
Wasiluk
Ślusarski
Pawlusiński
Skład:
Cabaj
Kulig (72' Derbich)
Polczak
Tupalski
Szeliga
Baran (84' Wasiluk)
Kłus
Pawlusiński (72' Moskała)
Nowak
Sasin
Ślusarski

Ustawienie:
4-5-1
Mecz następnego dnia:

2009-03-23 Cracovia (ME) - Wisła Kraków (ME) 2:1


Spis treści

Opis meczu

"Wisła K. - Cracovia 4:1 (0:1)" -
TerazPasy.pl

Wisła K. - Cracovia 4:1 (0:1)

Trener Artur Płatek nie dokonał w podstawowym składzie żadnych zmian w porównaniu z poprzednim meczem ligowym z Lechią Gdańsk (3:1). Na mecz nie zostali wpuszczeni kibice Cracovii. Sektor gości został udostępniony kibicom gospodarzy - zasiadło na nim ledwie kilkanaście osób.

Piłkarze Cracovii bardzo odważnie rozpoczęli to spotkanie i gra w pierwszych minutach toczyła się głównie na połowie gospodarzy. Pierwszy strzał na bramkę Cracovii padł w 8 minucie - po uderzeniu Ćwieląga z linii 16 metrów piłkę bez problemów wyłapał Marcin Cabaj.

W kolejnych minutach optyczną przewagę posiadała Cracovia, ale nie stwarzała dogodnych sytuacji bramkowych. Rywale wyprowadzali szybkie i groźne kontrataki.

W 25 minucie obrońcy Wisły zbyt krótko wybili piłkę, ta trafiła na 25 metrze do Pawła Sasina, który w trudnej pozycji strzelił Pawełkowi "za kołnierz"! Piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do bramki. 1:0 dla Cracovii!

Gospodarze rzucili się do ataku, ale wysoko grający piłkarze Cracovii rozbijali ataki daleko przed linią pola karnego. W 35 minucie żółtą kartką za faul ukarany został Bartosz Ślusarski.

W 38 minucie po sprytnym zagraniu w środku boiska z Pawłem Nowakiem kilkudziesięciometrowy rajd przeprowadził Dariusz Pawlusiński, ale w polu karnym został zatrzymany przez obrońców. Chwilę później obok bramki strzelał kapitan Cracovii Arkadiusz Baran.

Ostatnie minuty przed przerwą to przewaga Cracovii. Gra toczyła się głównie na połowie gospodarzy, którzy tylko sporadycznie przedostawali się pod bramkę Marcina Cabaja.

Zasłużone prowadzenie Cracovii po 45 minutach. Zespół trenera Artura Płatka nie stworzył wiele sytuacji bramkowych, ale Paweł Sasin wykorzystał błąd obrony i strzelił wspaniałego gola. Bramkarz Cracovii Marcin Cabaj nie miał wielu okazji do interwencji.

Po przerwie obydwa zespoły wyszły w niezmienionych składach.

Zanim na dobre rozpoczęła się druga połowa gospodarze zdobyli wyrównującą bramkę. Po zamieszaniu podbramkowym piłka trafiła przed szesnastkę do Radosława Sobolewskiego, który silnym precyzyjnym strzałem obok słupka umieścił piłkę w siatce nie dając żadnych szans obrony Marcinowi Cabajowi. 1:1...

Po zdobyciu wyrównującej bramki miejscowi osiągnęli przewagę i częściej przebywali pod bramką Cracovii. Na bramkę Marcina Cabaja strzelali Zieńczuk po rzucie wolnym i Ćwieląg główką z kilku metrów. Szczególnie przy drugim strzale bramkarz Cracovii zachował się znakomicie łapiąc piłkę na linii bramkowej po silnym i precyzyjnym uderzeniu napastnika Wisły.

W 63 minucie Cracovia miała znakomitą okazję do wyrównania. Ślusarski wykorzystał moment zawahania obrońców Wisły, zabrał im piłkę, podał na prawą stronę do Pawła Sasina. Ten dośrodkował na głowę stojącego przed bramką Pawła Nowaka, lecz Pawełek zdołał obronić.

Kilkadziesiąt sekund później piłka znalazła się w bramce Cracovii. W ogromnym zamieszaniu na polu bramkowym piłka trafiła do Marcelo, który niemal z linii bramkowej wbił piłkę do siatki. 1:2.

Chwilę później było już 1:3 dla Wisły. Patryk Małecki wykorzystał błąd Przemysław Kuliga i mając przed sobą tylko Marcina Cabaja pewnie wbił piłkę do bramki. 1:3...

Po stracie dwóch bramek trener Artur Płatek dokonał dwóch zmian. Zdjął z boiska Kuliga wprowadzając w jego miejsce Łukasza Derbicha, a za Dariusza Pawlusińskiego wprowadził Tomasza Moskałę.

Cracovia próbowała jeszcze zaatakować, ale w 78 minucie gospodarze wyprowadzili szybką akcję prawą stroną po której Ćwieląg z najbliższej odległości zdobył czwartą bramkę dla gospodarzy... 1:4.

Siedem minut przed końcem spotkania trener Płatek zdjął z boiska Arkadiusza Barana wprowadzając w jego miejsce Marka Wasiluka.

Miłe złego początki można powiedzieć o przebiegu 179. Wielkich Derbów Krakowa. Cracovia znakomicie rozpoczęła to spotkanie i zasłużenie prowadziła po pierwszej połowie. Bardzo szybko stracona bramka po przerwie, a następnie dwie stracone bramki w odstępie kilkudziesięciu sekund odebrały piłkarzom Cracovii nadzieje na korzystny wynik.
Crac
Źródło: TerazPasy.pl 22 marca 2009 [1]

"Wisła gromi w derbach!" -
Interia.pl

Wisła gromi w derbach!

W 179. Wielkich Derbach Krakowa Wisła przespała pierwszą połowę, ale w drugiej obudziła w sobie lwa, który pożarł "Pasy". Podopieczni Macieja Skorży odrobili dwa punkty straty do prowadzącego Lecha!

Nikt nie spodziewał się, że w I połowie na boisku będzie rządziła broniąca się przed spadkiem Cracovia. Wprawdzie na początku Marcina Cabaja postraszył Piotr Ćwielong strzałem z 17 m (dobrze ustawiony bramkarz "Pasów" złapał piłkę), ale przy Reymonta goście sprawiali lepsze wrażenie.

Wisła mogła ukąsić po kwadransie: Marek Zieńczuk fenomenalnym podaniem ominął całą defensywę przeciwnika, lecz Ćwielong nie opanował piłki, a gdyby to zrobił, znalazłby się sam przed Cabajem. Później z wolnego "Zieniu" dograł na głowę Radosława Sobolewskiego, lecz ten uderzył za lekko i Cabaj obronił.

A Cracovia? Nie czekała na to, co zrobi Wisła. Nawet siódemką graczy zapuszczała się pod pole karne "Białej Gwiazdy". Starała się grać na jeden kontakt. Brakowało jej jednak dokładności przy ostatnim podaniu.

Skoro Cracovii nie wychodziły podania, Paweł Sasin postanowił strzelać. Nie bacząc na to, że do bramki daleko (30 m), nie bawił się w przyjmowanie, tylko machnął we właściwym kierunku. I co? Zbyt daleko wysunięty Mariusz Pawełek nie sięgnął piłki, a ta odbiła się od poprzeczki i ugrzęzła w siatce!

Było to pierwsze prowadzenie Cracovii przy Reymonta od jej powrotu do ekstraklasy.

Wisła rozsierdzona stratą gola ruszyła do przodu o wiele bardziej zdecydowanie, niż na początku. Kilka razy zakotłowało pod bramką Cabaja, w najciekawszej akcji Kłus uprzedził Sobolewskiego pięć metrów przed bramką. Tymczasem po stracie Rafała Boguskiego (zmienił po 30 minutach Beto) goście wyprowadzili groźną kontrę, po której Dariusza Pawlusińskiego w ostatniej chwili zatrzymał Pawełek.

Nastroje w ekipie gospodarzy poprawiły się tuż po przerwie. Po rzucie rożnym podopieczni trenera Płatka zbyt krótko wybili piłkę, z czego skorzystał Radosław Sobolewski - huknął z 20 m w lewy róg. Cabaj wyciągnął się jak struna, ale nie miał szans, by dojść do piłki.

Goście chcieli się odgryźć natychmiast. Po wrzutce z wolnego Pawlusińskiego groźnie główkował niepilnowany Piotr Polczak.

Wisła miała zdecydowanie więcej do powiedzenia. Działały wreszcie jej skrzydła. Po akcji bokiem Sobolewskiego gola powinien zdobyć Ćwielong, ale minął się z piłką. Z kolei po koszmarnym błędzie stoperów Wisły radość w gronie "Pasów" mógł zapewnić Paweł Nowak (źle główkował, Pawełek spokojnie złapał strzał).

Derby rozstrzygnęły się w ciągu minuty! W tak krótkim okresie "Biała Gwiazda" strzeliła dwa gole! Najpierw - w potwornym "kotle" - Sobolewski uderzył w długi róg, a metr przed bramką piętą futbolówkę skierował do siatki Marcelo. Za moment błysnął Patryk Małecki, który wyłuskał piłkę za polem karnym rywala, podciągnął do "szesnastki" i piękną "wkrętką" trafił w długi róg!

Cracovia leżała na deskach, a fani "Białej Gwiazdy" mogli ogłosić: "Wisła, pany!". Gdy jeszcze Ćwielong kopnięciem do pustej bramki zdobył swego pierwszego ligowego gola w barwach Wisły, na trybunach rozległ się okrzyk: "Na kolana!"

"Biała Gwiazda" pokazała, że jak gra z werwą i determinacją, potrafi strzelać grad goli nawet bez pomocy Pawła Brożka. To pierwsza tak wysoka wygrana Wisły bez udziału "Brozia"!
Źródło: Interia.pl 22 marca 2009 [2]

"Wisła rozbiła marzenia rywala zza Błoń" -
Gazeta Wyborcza

Wisła rozbiła marzenia rywala zza Błoń

Po pierwszej połowie Cracovia zacierała ręce, że po półwiecznej przerwie zakończy czarną serię w spotkaniach z lokalnym rywalem. Mistrzowie Polski pozbawili ją jednak złudzeń w ciągu 20 minut i przez najbliższych kilka miesięcy po Krakowie będą chodzić z podniesionymi głowami

Gdy Paweł Sasin w nieprawdopodobny sposób wykorzystał błąd Mariusza Pawełka, przez stadion przeszedł tylko cichy szmer niedowierzania. Ostatni raz w ekstraklasie Cracovia wygrała bowiem przy ul. Reymonta 50 lat temu, a słabo grająca Wisła dawała nadzieję na przerwanie tej serii. - Tak złego trenera jeszcze w życiu nie widziałem. Krzyczał tak, że aż się go bałem - opowiadał po meczu Patryk Małecki, pomocnik mistrzów Polski. Złość Macieja Skorży pomogła, bo po przerwie wbili rywalom cztery bramki.

Zmyłka "Pasów"

Artur Płatek, trener Cracovii, debiutował w krakowskich derbach, ale już kilka dni wcześniej przyszykował plan zaskoczenia. - Bartek Ślusarski ma kontuzję i jego występ stoi pod dużym znakiem zapytania. Na pewno nie zagra w całym meczu - mówił w piątek szkoleniowiec Cracovii. Tymczasem napastnik gości wystąpił od pierwszej do ostatniej minuty.

Skorża w ofensywie również postawił na zawodników, którzy jeszcze nie poczuli smaku krakowskich derbów: Beto i Piotra Ćwielonga. Polak jeszcze jakoś sobie radził, ale Brazylijczyk w ogóle się nie sprawdził. Beto kilka razy dotknął piłki, poprzepychał się z rywalami, przegrał pojedynek biegowy i w 32. minucie trener ściągnął go z boiska. Po tym występie wydaje się, że pod nieobecność Pawła Brożka szkoleniowiec Wisły raczej nie ma co liczyć na Beto.

Pod nieobecność kontuzjowanego snajpera Wisła miała ogromne problemy ze skonstruowaniem akcji. Gospodarze próbowali rajdów i strzałów z dystansu, ale Marcin Cabaj był niemal bezrobotny. Bramkarz Cracovii miał za to ciężkie życie z kibicami. Od pierwszej minuty, gdy dotykał piłki, stadion wypełniały głośne gwizdy. Od 9. minuty zaczęło się chamskie wyzywanie, ale dopiero pod koniec pierwszej połowy Cabaj po raz pierwszy popatrzył w stronę trybun. A czasu na obserwowanie stadionu miał naprawdę sporo, bo gospodarze rzadko zbliżali się w stronę jego pola karnego.

Na chwilę wytchnienia pozwolił sobie też Mariusz Pawełek. Gdy akcja rozgrywała się 30 metrów od bramki, bramkarz Wisły wyszedł na piąty metr, a Paweł Sasin, upadając, kopnął piłkę w stronę jego bramki. Ta przelobowała Pawełka, odbiła się od poprzeczki i zatrzepotała w siatce. Goście całą drużyną pobiegli cieszyć się koło ławki rezerwowych, a wiślacy nie mogli uwierzyć w to, co się stało. Cracovia zdobyła bowiem dopiero drugą bramkę przy Reymonta, odkąd wróciła do ekstraklasy, i po raz pierwszy objęła prowadzenie.

Słowa nie do cytowania

Bramka nie podziała na gospodarzy trzeźwiąco. Dalej bili głową w mur - próbowali np. dośrodkowań na głowę Ćwielonga, który stał w asyście wyższych o kilkanaście centymetrów obrońców. Z kolei Cracovia szukała szans w kontrach. Bliski powodzenia był Pawlusiński, ale w ostatniej chwili zatrzymał go Pawełek. - Nie mogę na to patrzeć. Są fatalni - komentował w przerwie jeden z kibiców Wisły.

W szatni w słowach nie przebierał Skorża. - Nawet nie będę cytował jego słów. Ale ochrzan nam się należał, bo nie byliśmy sobą - przyznał Małecki.

Na drugą połowę gospodarze wybiegli pierwsi. Zawodnicy poklepywali się po plecach i przekazywali sobie ostatnie wskazówki. Akcja, po której doprowadzili do wyrównania, nie była jednak ćwiczona godzinami na treningach. Przed polem karnym do piłki doskoczył Radosław Sobolewski i precyzyjnym strzałem z woleja umieścił piłkę obok słupka. Po momencie gospodarze szybko wrócili na swoje pozycje i z niecierpliwością czekali na wznowienie gry, bo znowu uwierzyli w 81. zwycięstwo nad lokalnym rywalem w historii. To jednak Cracovia miała lepsze okazje. Najpierw Pawełek dał się uprzedzić Nowakowi, a chwilę później pomocnik Cracovii w idealnej sytuacji posłał piłkę głową prosto w rękawice bramkarza gospodarzy. - To była kluczowa sytuacja. Gdybyśmy ją wykorzystali, może cieszylibyśmy się ze zwycięstwa - analizował Płatek.

Goście, mocno naciskani przez Wisłę, zaczęli popełniać coraz więcej błędów w obronie. Piotr Polczak i Łukasz Tupalski tak fatalnie się ustawiali, że Ćwielong bez większych problemów oddał strzał głową, ale piłkę umiejętnie złapał Cabaj. To był jednak sygnał do ataku, a po nim nastąpiły dwie minuty, które wstrząsnęły Cracovią i wybiły piłkarzom z Kałuży nadzieje na choćby punkt.

Po zamieszaniu w polu karnym piłkę w stronę bramki kopnął Radosław Sobolewski, tor lotu piłki zmienił jeszcze Marcelo i mistrzowie Polski prowadzili 2:1. Goście protestowali, że Brazylijczyk był na spalonym, ale sędzia był niewzruszony i dodatkowo pokazał Pawlusińskiemu żółtą kartkę.

Piłkarze z ul. Kałuży jeszcze kręcili głowami, gdy fatalny błąd popełnił Przemysław Kulig. Obrońca Cracovii niemal wyłożył piłkę Patrykowi Małeckiemu, który umieścił ją tuż przy słupku. - Myślałem, że przejdzie obok, ale na szczęście wpadła - przyznał 21-letni pomocnik, który po golu ściągnął koszulkę i cieszył się, stojąc na płocie oddzielającym go od kibiców. Też zobaczył kartkę.

Wejście jak ze snu

- Chciałbym dostawać jak najwięcej szans i zbierać doświadczenie - mówił kilka miesięcy temu Ćwielong, napastnik Wisły, gdy wracał z wypożyczenia do Ruchu Chorzów. 23-letniemu napastnikowi wtedy nawet nie śniło się, że w derbach wyjdzie w pierwszym składzie i do tego zdobędzie swoją pierwszą bramkę dla Wisły. Ćwielong dostał dokładne podanie od Marka Zieńczuka i strzałem z bliska zdobył czwartego gola. Trafienie uwieńczył efektownym saltem.
Piotr Jawor
Źródło: Gazeta Wyborcza 23 marca 2009 [3]

"Dwie minuty, które wstrząsnęły "Pasami"" -
Polska - Gazeta Krakowska

Dwie minuty, które wstrząsnęły "Pasami"

Wisła 4:1, wygrywa 179. derby Krakowa. Cracovia grała odważnie, ale po przerwie padła.

Wisła rozgromiła Cracovię w 179. wielkich derbach Krakowa, w których kibice zobaczyli dwie różne połowy i w których mistrzowie Polski byli w poważnych opałach. "Biała Gwiazda" rozegrała bowiem bardzo słabą pierwszą część, po której znacznie więcej powodów do radości mieli goście. Po zmianie stron wiślacy jednak wprost rozbili odwiecznego rywala, strzelając cztery bramki.

Po piątkowym remisie Legii Warszawa i sobotnim Lecha Poznań, piłkarze Wisły stanęli w derbowej konfrontacji przed szansą na załatwienie dwóch spraw naraz. Po pierwsze - ugruntowania swojej dominacji pod Wawelem, a po drugie - odrobienia części strat do wyprzedzającego ją duetu.

Warunek był jeden, trzeba było pokonać Cracovię, a zadanie jawiło się tym trudniejsze, że "Biała Gwiazda" miała pierwszy raz zagrać bez Pawła Brożka. Trener Maciej Skorża zdecydował się na duet Ćwielong - Beto, co w przypadku Brazylijczyka okazało się błędną decyzją, bowiem zaprezentował się on bardzo blado i zupełnie nie radził sobie z obrońcami Cracovii.

"Pasy" tymczasem pojawiły się przy ul. Reymonta w najsilniejszym składzie. Awizowane kontuzje Bartosza Ślusarskiego i Piotra Polczaka okazały się ze strony trenera Artura Płatka, klasyczną "ściemą", choć po zakończeniu gry trener Cracovii nadal twierdził, że kontuzje tej dwójki były prawdą. Cracovia nie miała też zamiaru padać na kolana przed wiślakami. Goście atakowali mistrzów Polski bardzo wysoko, uniemożliwiając im rozgrywanie akcji.

Pozornie zatem przewagę mieli gospodarze, ale ponieważ nie potrafili sobie poradzić z pressingiem "Pasów", więc często tracili piłkę, a akcje Wisły zakończone strzałem, można było przed przerwą policzyć na palcach jednej ręki. Jedyną metodą, jaką próbowali forsować obronę "Pasów" w pierwszej połowie wiślacy, były długie podania, z góry skazane na niepowodzenie.

Cracovia tymczasem nie szukała w ataku skomplikowanych rozwiązań. Dwoma, trzema podaniami "Pasy" zdobywały teren szybko i sprawnie przenosząc się pod bramkę Mariusza Pawełka. Fakt, nie było po tych akcjach klarownych sytuacji, ale widać było, że każdy kolejny atak taką szansą dla przyjezdnych może się zakończyć, bowiem podopieczni Artura Płatka prezentowali się lepiej również pod względem fizycznym.

Pierwsze dwa strzały oddała jednak Wisła. Najpierw w środek bramki trafił Ćwielong i Cabaj pewnie złapał piłkę. W 24 min nad bramką uderzył Małecki. I gdy można było spodziewać się przyspieszenia gry Wisły, gola strzeliła Cracovia. Trochę było w tym wszystkim przypadku, bo piłka po takim piłkarskim bilardzie trafiła na 30 metr do Sasina. Strzelcowi należą się jednak brawa za decyzję, bo uderzył na bramkę (choć autor gola przyznał po meczu szczerze, że raczej wybijał piłkę niż mierzył pod poprzeczkę), a ustawiony kilka metrów przed bramką Pawełek mógł tylko wzrokiem odprowadzić piłkę, która wpadła mu "za kołnierz", odbiła się od poprzeczki i wylądowała w siatce.

W tym momencie nie wytrzymał trener Maciej Skorża, który natychmiast zarządził zmianę. Na ławkę powędrował zupełnie bezproduktywny Beto, a w jego miejsce na boisku pojawił się Boguski. Tylko trochę rozruszało to ataki Wisły przed przerwą. Gospodarze lekko przycisnęli, ale nie stworzyli sobie ani jednej okazji na wyrównanie.

Drugiego gola mogła tymczasem strzelić Cracovia, gdy Pawlusiński wzorowo wyprowadził kontrę. Skończyło się jednak tylko na rzucie rożnym dla "Pasów".

Nie wiemy, co działo się w przerwie w szatni Wisły, ale reprymenda musiała być bardzo ostra w wykonaniu trenera Macieja Skorży. Patryk Małecki przyznał, że nawet bał się swojego szkoleniowca. Jakich słów użył ten ostatni, nie ma w tej chwili znaczenia. Dla Wisły najważniejsze jest, że przyniosło to piorunujący skutek, bo mistrzowie Polski po przerwie roznieśli Cracovię w proch i pył. Już dwie minuty po wznowieniu gry, pięknym strzałem wyrównał Sobolewski. Nad pretensjami trenera Płatka, że wiślacy nie wybili piłki w tej akcji, gdy w polu karnym leżał Diaz, spuszczamy w tym miejscu zasłonę milczenia...

Dla Cracovii strata bramki na 1:1 jeszcze nie okazała się ciosem nokautującym. "Pasy" zdołały sobie przy tym stanie stworzyć trzy okazje, z których szczególnie te Pawła Nowaka będą śniły się strzelcowi po nocach. Nowak dwa razy miał idealną szansę na to, żeby znów dać swojej drużynie prowadzenie. Nie zrobił jednak tego, a jak mówi może nieco oklepane, ale prawdziwe powiedzenie, niewykorzystane okazje się mszczą.

I na Cracovii zemściły się bardzo srodze. Między 65 i 66 minutą mieliśmy dwie minuty, które mocno wstrząsnęły "Pasami". Najpierw w potwornym zamieszaniu podbramkowym Marcelo dał Wiśle prowadzenie strzałem piętą. Piłkarze Cracovii i jej trener mocno protestowali po tym golu, domagając się odgwizdania spalonego. Jak pokazały jednak telewizyjne powtórki, o ofsajdzie nie było mowy.

Dosłownie kilkadziesiąt sekund później Boguski zagrał na lewo do Małeckiego. Ze wślizgiem spóźnił się Kulig, i wiślak stanął oko w oko z Cabajem. Szansy nie zmarnował, posyłając piłkę poza zasięgiem ręki bramkarza Cracovii. W tym momencie "Pasy" zostały rzucone ostatecznie na kolana i już nie wstały z nich do samego końca.

A Wisła grała swoje, z rozmachem, pomysłowo i zespołowo. Dowodem na to była znakomita kontra, jaką mistrzowie Polski wyprowadzili w 79 min. Zieńczuk zagrał do środka do Boguskiego, ten niemal natychmiast oddał piłkę do "Zienia", a pan Marek jak na tacy wyłożył futbolówkę Ćwielongowi, który z dwóch metrów dopełnił formalności.

W tym momencie jasne się stało, że Cracovia straciła ostatecznie szansę na jakąkolwiek zdobycz na Stadionie im. Henryka Reymana.

Dla wiślaków łyżką dziegciu były jedynie żółte kartki dla Piotra Brożka i Marcelo. Eliminują one bowiem obu z niezwykle ważnego meczu z Lechem w Poznaniu. Skoro jednak tak skutecznie udało się wczoraj załatać Maciejowi Skorży dziurę w ataku po Pawle Brożku, to można przypuszczać, że i w obronie coś wymyśli, tak żeby przy Bułgarskiej odpowiednio zabezpieczyć tyły. A na razie wiślacy mogą po Krakowie chodzić z wysoko podniesionymi głowami. Pod Wawelem nic się nie zmieniło. Nadal rządzi Wisła!
Bartosz Karcz
Źródło: Polska - Gazeta Krakowska 23 marca 2009 [4]

"Szokująca metamorfoza" -
Dziennik Polski

Szokująca metamorfoza

179. Wielkie Derby Krakowa. "Biała Gwiazda" dała się zaskoczyć "Pasom" w pierwszej połowie, by po przerwie zdobyć aż 4 bramki.

Pierwsza połowa dla Cracovii, druga dla Wisły. Wynik na pewno nie odzwierciedla tego, co działo się w niedzielne popołudnie na stadionie przy Reymonta, ale mistrzowie Polski po przerwie zaimponowali skutecznością. Niemal w stu procentach wykorzystali strzeleckie okazje, choć wystąpili bez swojego najlepszego strzelca, zdobywcy 14 bramek w tym sezonie ekstraklasy, kontuzjowanego Pawła Brożka.

Na ławce rezerwowych usiadł - co nie było jednak niespodzianką, zważywszy na problemy zdrowotne i wydolnościowe - jedyny reprezentant Polski na eliminacyjne spotkania MŚ z Irlandią Północną i San Marino, Rafał Boguski.

"Pasy" 179. wielkie derby Krakowa rozpoczęły w najmocniejszym składzie. Urazy, jakich doznali w pucharowym występie przeciwko Polonii w Warszawie Bartosz Ślusarski i Piotr Polczak, okazały się niegroźne, niektórzy nawet twierdzili, że była to tylko dymna zasłona, a już w piątek kapitan wiślaków Arkadiusz Głowacki był przekonany, że obaj wybiegną na boisko.

Walka o opanowanie środkowej strefy stała się głównym celem w początkowych fragmentach gry. Na strzał zza pola karnego w 9 min zdecydował się jedynie Piotr Ćwielong po akcji z Radosławem Sobolewskim. Obawa przed popełnieniem błędu zdominowała poczynania zawodników.

W 20 min, gdy Patryk Małecki wpadał w pole karne, sędzia nie zastosował przywileju korzyści, odgwizdując faul. Po chwili Marcina Cabaja próbował zaskoczyć Sobolewski, natomiast w 24 min na uderzenie z 18 m zdecydował się Małecki.

Jednak to Cracovia w 26 min objęła prowadzenie. Najpierw Marek Zieńczuk zablokował mocny strzał Dariusza Pawlusińskiego, a w następstwie tej sytuacji z 30 m posłał piłkę w kierunku bramki Paweł Sasin - odbita od poprzeczki wpadła do siatki. Wysunięty kilka metrów przed linię Mariusz Pawełek stał jak wryty! Ten gol - bez dwóch zdań - obciąża jego konto.

Trener Wisły Maciej Skorża, nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, w 32 min wprowadził Boguskiego za zupełnie bezproduktywnego, bezradnego w pojedynkach z Polczakiem i Łukaszem Tupalskim Brazylijczyka Beto. Inna sprawa, że mistrzowie Polski zupełnie nie mogli sobie poradzić z atakującymi ich już blisko linii środowej graczami Cracovii, mieli problemy z wyprowadzeniem ataków. Za to w 39 min groźny rajd przeprowadził Dariusz Pawlusiński, zakończony... rożnym.

Trochę wcześniej, w 35 i 36 min, dyskusje na trybunach wywołał brak reakcji arbitra na zagrania rękami w polu karnym Pawlusińskiego i Polczaka, ale nie na doszukiwaniu się sędziowskich pomyłek, tylko na zdecydowanej poprawie gry powinni się skupić gospodarze - zupełnie bezradni na tle nieźle zorganizowanego przeciwnika.

Oczekujący emocjonującego widowiska kibice Wisły (sympatyków Cracovii nie było na meczu - przyp. red), schowani pod parasolami z powodu padającego deszczu, byli mocno zawiedzeni postawą gospodarzy w pierwszych trzech kwadransach.

Nastroje poprawił im dopiero Radosław Sobolewski, zmuszając w 47 min Marcina Cabaja do kapitulacji, strzałem z 18 m. Wyrównująca bramka sprawiła, że spotkanie stało się ciekawsze, coraz częściej dochodziło do spięć na obu polach karnych. w 53 min tuż nad poprzeczka główkował Ślusarski, w 57 min kolejnego kiksu Pawełka nie wykorzystał szarżujący Paweł Nowak, a w 58 min efektowne uderzenie piłki głową Ćwielonga po dośrodkowaniu Marcina Baszczyńskiego, obronił pewnie Cabaj. Sporo szczęścia mieli wiślacy w 62 min. Nowak z 6 m nie zdołał główką zaskoczyć Pawełka, marnując centrę Sasina.

Na tę akcję "Pasów" podopieczni trenera Skorży odpowiedzieli dwoma trafieniami! w 65 min w zamieszaniu podbramkowym celną dobitką strzału Sobolewskiego popisał się stoper Marcelo, a po upływie kilkudziesięciu sekund Małecki uciekł lewym skrzydłem Kuligowi i bardzo sprytnie umieścił piłkę w dalszym, dolnym rogu. To były dla gości nokautujące ciosy. Jak się okazało, nie ostatnie, bo w 79 min Marek Zieńczuk z lewego skrzydła idealnie wyłożył piłkę Ćwielongowi.

Po przerwie drużyna Wisły przeszła szokującą metamorfozę, grała z impetem i przede wszystkim bardzo skutecznie. Tradycji znów stało się zadość, odkąd Cracovia w 2004 roku wróciła do ekstraklasy nie udało się jej pokonać "Białej Gwiazdy", choć po 45 minutach mogła mieć na to nadzieje.

Niestety, Wisła 5 marca przeciwko Lechowi w Poznaniu będzie musiała sobie poradzić bez dwóch obrońców Piotra Brożka i Marcelo, ukaranymi po raz czwarty żółtymi kartkami.

Jak padły bramki

0-1 Marek Zieńczuk zablokował strzał Dariusza Pawlusińskiego, daleko od pola karnego Wisły Arkadiusz Baran trącił piłkę do Pawła Sasina, który posłał ją z 30 m w kierunki bramki gospodarzy. Wysunięty Mariusz Pawełek nie zareagował, piłka odbita od poprzeczki wpadła do siatki. Sasinowi nie zdołał przeszkodzić Beto.

1-1 Po rożnym, wykonanym przez Marka Zieńczuka, w polu karnym upadł Junior Diaz, reprezentant Kostaryki leżał na murawie, gdy Arkadiusz Głowacki zagrał do Radosława Sobolewskiego, a ten uderzeniem z woleja lewą nogą z 18 m umieścił piłkę w "okienku".

2-1 w zamieszaniu podbramkowym Rafał Boguski trafił w Arkadiusza Barana, poprawił Radosław Sobolewski, ale jeszcze dotknął piłkę stojący niemal na linii bramkowej Marcelo. Sędziowie nie podzielili zdania piłkarzy Cracovii, że Brazylijczyk był na spalonym, gol został uznany.

3-1 Faulowany Rafał Boguski zagrał jeszcze na lewe skrzydło, pośliznął się Przemysław Kulig, ułatwiając przejęcie piłki Patrykowi Małeckiego, który prawą nogą precyzyjnie przymierzył w dalszy, dolny róg bramki.

4-1 Szybki kontratak przeprowadzili Rafał Boguski i Marek Zieńczuk, który idealnie wyłożył piłkę po ziemi wbiegającemu w pole bramkowe Piotrowi Ćwielongowi.
Jerzy Sasorski
Źródło: Dziennik Polski 23 lutego 2009 [5]

Trenerzy po meczu

Artur Płatek (trener Cracovii)

- Wynik znamy, Wisła wygrała 4:1. Z mojego punktu widzenia nie mogę nic miłego powiedzieć, o tym co się tutaj stało, szczególnie w drugiej połowie. Przed przerwą konsekwentnie realizowaliśmy nasze założenia. Graliśmy wysokim pressingiem, Wisła nie była w stanie nam zagrozić. Zdobyliśmy wreszcie gola, może przypadkowego, ale zasłużonego.

- W przerwie nic nie wskazywało na to, że mecz może skończyć się takim wynikiem. Przełomowym momentem była pierwsza bramka. Wiślacy zachowali się trochę nie fair. Po ich zawodnik leżał kontuzjowany, krzyczano, aby wybić piłkę, tymczasem padł gol.

- Przy drugiej bramce myślałem, że był spalony, lecz po obejrzeniu powtórek okazało się, że nie. Szkoda bardzo sytuacji Pawła Nowaka, jeszcze przy stanie 1:1. Wisła nie miała takiej okazji. Gdyby wtedy padł gol, może Cracovia wygrałaby to spotkanie. Ale teraz nie ma co gdybać.

- Musimy wyciągnąć wnioski z tej kolejnej wyjazdowej lekcji, bo możemy mieć kłopoty z utrzymaniem się w lidze Ja na boisku potrzebuję charakteru, a w ostatnich 35 minutach nie widziałem tego zbyt wiele u moich piłkarzy.

Płatek dopytywany o decyzję czy przedmeczowe informacje o kontuzjach Bartosza Ślusarskiego i Piotra Polczaka były "zasłoną dymną" odparł: - Nie, mówiliśmy prawdę i ich stanie zdrowia. Zdecydowałem jednak, że mogą zagrać. Widać jednak było, że Bartek i Piotrek to nie ci sami piłkarze, co we wcześniejszych meczach.

Trener Cracovii zapytany, czy nie przespał w szatni przerwy, bo w drugiej połowie jego drużyna nie grała z takim zaangażowaniem, jak na początku stwierdził: - Nie każda przerwa może wyglądać tak, jak w meczu z Lechią (wtedy Płatek ostro zrugał piłkarzy - przyp. wojt). Nasze założenia na drugą połowę były takie same, jak na pierwszą.

Maciej Skorża (trener Wisły)

- Dla nas pierwsza połowa, to był "mały horror", niewiele nam wychodziło - przyznał szkoleniowiec Wisły. - Spodziewałem się, że Cracovia zagra tak agresywnie, wysokim pressingiem, lecz myślałem że znajdziemy sobie na to receptę.

- Tak się stało. Byliśmy zdani na granie długich piłek, których nie byliśmy w stanie przetrzymać. Mój plan spalił na panewce. Jeszcze przed przerwą wprowadziłem Rafała Boguskiego. On miał wejść w drugiej połowie, ale postanowiłem dać mu dodatkowy kwadrans, aby się rozruszał. To była chyba dobra decyzja, bo Rafał nam bardzo pomógł w odniesieniu zwycięstwa.

- Kluczowym momentem był oczywiście gol Radka Sobolewskiego. Dobrze, że stało sie to już w pierwszej minucie po przerwie. Potem przeprowadziliśmy już kilka fajnych akcji, szczególnie tych zakończonych bramkami Patryka Małeckiego i Piotrka Ćwielonga. Cieszę się, że zadowoleni są nasi kibice. Chciałbym im podziękować, bo nawet gdy wynik był dla nas niekorzystny cały czas wspierali zespół.

Skorża przyznał natomiast, że w perspektywie najbliższego meczu z Lechem martwią go żółte kartki, które dostali Piotr Brożek i Marcelo. - Mam już jakiś pomysł, jak zestawić naszą defensywę. W derbach poradziliśmy sobie bez Pawła Brożka, więc w Poznaniu damy sobie radę bez Piotrka i Marcelo.

Źródło: Interia.pl [6] [7],


Patryk Małecki (pomocnik Wisły)

Obiecałem koledze, że wskoczę na ogrodzenie, jeśli strzelę bramkę. Chciałem w ten sposób bardzo gorąco podziękować kibicom, którzy wspierają mnie na każdym kroku. Po przerwie pokazaliśmy charakter, Cracovia nas nie złamała, to my potrafiliśmy odrobić straty i przejąć kontrolę nad meczem. Zagraliśmy agresywnie i przyniosło to efekt w postaci czterech bramek. Nie wiem, czemu tak zaspaliśmy w pierwszej połowie. W szatni padły bardzo ostre słowa. Nigdy wcześniej nie widziałem takiej złości u naszego trenera. Radek Sobolewski strzelił pierwszą, bardzo ważną bramkę i wtedy byłem spokojny o wynik.

Rafał Boguski (napastnik Wisły)

Po pierwszej połowie mieliśmy słabe humory i w przerwie powiedzieliśmy sobie, że nie może się tak skończyć. Wzięliśmy się w garść, choć pomógł nam w tym trochę trener (śmiech). Do Lecha mamy trzy punkty straty i za dwa tygodnie zapowiada się bardzo ciekawy mecz. Fajnie, że przez kolejne pół roku będziemy - można tak powiedzieć - rządzić w Krakowie.

Piotr Ćwielong (napastnik Wisły)

Cieszę się, że trener dał mi szansę. Teraz czekamy na spotkanie z Lechem, bo będzie to najważniejszy mecz w tej rundzie. Jedziemy tam po zwycięstwo. Strzeliłem też gola w derbach Śląska. Myślałem, że każde derby są inne, ale tu też panuje wspaniała atmosfera. Kibice pokazali, że możemy na nich liczyć. Wielu skreśliło nas z walki o mistrzostwo Polski, ale wiemy, na co nas stać.

Janusz Filipiak (prezes Cracovii)

Niestety, ciągle działa magia Wisły. Piłkarze chyba przegrali spotkanie w głowach. W drugiej połowie różnica na korzyść gospodarzy nie była adekwatna do rzeczywistych umiejętności. Piłkarze wymiękli po pierwszej bramce. W szatni podziękowałem im za walkę. Po tej kolejce nasza sytuacja nie jest zła. Tabela strasznie się spłaszczyła i wszystko jest możliwe. Piłkarzy prosiłem, by się nie zdołowali i grali dalej. Nie jestem zawiedziony, moje ego ma się dobrze.

Paweł Nowak (napastnik Cracovii)

Do przerwy zagraliśmy bardzo dobrze, choć wielu myślało że się cofniemy i będziemy bronić wyniku bezbramkowego. Wisła była zmuszona do gry długimi piłkami, to było dobre 45 minut taktycznie, i do tego strzeliliśmy bramkę. Po golu Wisły stało się to co w kilku poprzednich meczach. Przy wyniku 1:1 miałem dobrą sytuację. Chcieliśmy sprawić niespodziankę kibicom, czegoś znowu zabrakło.

Paweł Sasin (strzelec gola dla Cracovii)

Po pierwszej połowie byliśmy zadowoleni. Cóż z tego, skoro wszystko trzeba na nowo przemyśleć. To była moja piąta i najważniejsza bramka w lidze, ale tylko do przerwy. Bo teraz ten gol o niczym nie decyduje. Nie uderzałem na bramkę, chciałem przerwać akcję, by nie było kontry. Trener nas uczulał, że lepiej oddać taki strzał, by drużyna zdążyła się ustawić.

Arkadiusz Baran (kapitan Cracovii)

Mamy cel, czyli utrzymanie się w ekstraklasie. Teraz przed nami smutne dwa tygodnie. Byliśmy przekonani, że coś ugramy na Wiśle. Byliśmy nawet dziwnie spokojni, a wyjeżdżamy jak co roku. Dwa wyjazdy i drugi raz cztery bramki stracone. Jak się chcemy utrzymać w lidze, nie można tracić tylu goli. W przerwie w szatni wspominaliśmy, żeby podejść wyżej, utrzymać wynik i czekać na kontry. Plan runął po 30 sekundach za sprawą Radka Sobolewskiego. Przy pierwszej bramce na boisku leżał Junior Diaz, a piłkarze Wisły krzyczeli, by wybić piłkę. Nie można jednak mieć pretensji do Radka, bo gra się do gwizdka, a nie do krzyku.

Źródło: Gazeta Wyborcza [8]