1924-11-02 Cracovia - Meteor VIII Praga 0:1

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania

mecz skrócony


Herb_Cracovia


pilka_ico
mecz towarzyski
Kraków, niedziela, 2 listopada 1924

Cracovia - Meteor VIII Praga

0
:
1

(0:1)



Herb_Meteor VIII Praga


Skład:
Szumiec
Fryc
Gintel
Strycharz
Chruściński
Zastawniak II
Kubiński
Ciszewski
Kałuża
Sperling
Rusin

Sędzia: Stenberg

bramki Bramki
0:1 (18')

Mecze tego dnia:

1924-11-02 Cracovia - Meteor VIII Praga 0:1
1924-11-02 KS Dziedzice - Cracovia II 1:7

Spis treści

Zapowiedź meczu

Opis meczu

Tygodnik Sportowy

Relacja z meczu w Tygodniku Sportowym cz.1
Relacja z meczu w Tygodniku Sportowym cz.2
Nareszcie znowu mała odmiana od nudnych, choć denerwujących i senzacyjnych co do wyników, meczów mistrzowskich. Kraków, dawniej stały odbiorca i konsument drużyn zagranicznych, znowu pozwolił sobie na imprezę zagraniczną, tym razem z praską I. klasą. Cracovia i Makkabi zaryzykowały w dzisiejszych finansowo ciężkich czasach tę porcję deficytową i poniosły w walce z bezlitosną aurą fatalną klęskę materjalną. Zniechęcona sytuacją ekenomiczną i sportową publika futballowa Krakowa niedopisała i zawiodła swych pupilów. Ciężko będzie w bieżącym sezonie w takich warunkach przeprowadzić jakąkolwiek jeszcze poważną imprezę sportową.

Meteor nie zawiódł oczekiwań. Wykazał on dobrą praską klasę, drużynę technicznie znakomicie wyszkoloną, jednolitą i wyrównaną, grającą ambitnie i skutecznie, nie dla błyskotliwego efektu, acz pięknie i żywo, celowo i ekonomicznie. Cała jedenastka bez wybitnych genjuszy, ale i bez słabych punktów. Wybijało się trio defenzywne, łącznicy i prawe skrzydło.

(...)

Cracovia wystąpiła do walki z Meteorem bez Pychowskiego, który poszedł do Wisły, bez Cikowskiego i rez. lewo-skrzydłowym. Gintel zajął znowu miejsce obrońcy, ale „nienaprawiona” jeszcze zupełnie prawa noga nie pozwoliła mu grać na prawej obronie. Lecz i na lewej spełnił zadowalająco swe zadanie; był ostoją optymizmu i humoru drużyny. Strycharz i Zastawniak pracowali z zapałem, a Chruściński odznaczał się dobrym startem, ale powolnością decyzji w oddawaniu piłek do ataku, co u środk. pomocnika było błędnem. Sperling na lewym łączniku był słaby. To nie jego pozycja. Kałuża i Kubiński robili, co mogli. Ciszewski blady.

Teren w obydwu dniach był dla gry b. trudny, ale gdy w sobotę był on ciężki i gracz nie mógł z niego nogi wyciągnąć, to w niedzielę było więcej wody i błota. Gra mimo to była bardzo żywa. Do przerwy mieli goście nieznaczną przewagę w celowości akcji, szybkości i technicznem opanowaniu terenu, zdołali też uzyskać z dalekiego, pięknego i niespodziewanego strzału jedynego, zwycięskiego gola, po wykopie Szumca, który niedość szybko wrócił do bramki i nie zdołał go już obronić. Po przerwie olbrzymią ambicję wkłada w grę Cracovia i osiąga kompletną przewagę. Wśród ulewnego deszczu i w dość szybkim zmroku stara się ona wyrównać, coby jej się też należało, gdyż goście, oszołomieni lawinowem tempem, zaczęli się uciekać do gry brutalnej, co spowodowało wykluczenie ich prawoskrzydłowego, ale nieprecyzyjne strzały i doskonałe trio defenzywne gości wynik do przerwy zdobyty utrzymały. Grę zmuszony był sędzia p. Sternberg również skrócić o 15 minut.

Crac. udowodniła na meczu z Meteorem, że mimo silnych upływów krwi i ubytku graczy, potrafi się dźwignąć z apatji, spowodowanej niepowodzeniami w mistrzostwie i grać ambitnie, oraz walczyć z tradycyjnym zapałem o zwycięstwo. Crac. klasy polskiego futballu wobec zagranicy nie splami.
(hl)
Źródło: Tygodnik Sportowy nr 45 z 5 listopada 1924

Przegląd Sportowy

Relacja z meczu w tygodniku Przegląd Sportowy
Meteor VIII. (Praga) – Cracovia 1:0 (1:0).

Meczu w powodzi błota na boisku rozmiękłem po kilkunastogodzinnej niepogodzie nie możemy zaliczyć do gier normalnych. Do tego wiatr napędzał co chwila nową a zbyteczną ochłodę w postaci siekącego dotkliwie jesiennego deszczu. Do walki z przemęczonym nieco fatalnymi warunkami ternowymi dnia poprzedniego Meteorem wystąpiła Cracovia bez Cikowskiego i Pychowskiego z Gintlem na lewym backu, Chruścińskim na środku pomocy i Szperlingiem na łączniku. Funkcje lewego skrzydła pełnił z niezłym wynikiem zbyt jeszcze słaby fizycznie Rusinek z III. drużyny. 25 minut pierwszej połowy należą do gości, którzy jak gdyby kontynuując formę nabytą w końcowym szpurcie podczas gry z Makkabi, grają tym samym systemem, krótkiemi podaniami i wprowadzają w ruch całą linję napadu, zmuszając do częstej interwencji świetnego – może najlepszego w tym dniu na boisku – Gintla. Wysiłki Meteoru uwieńczone zostają bardzo efektowną bramką, strzeloną w 18 min. przez środkowego napastnika. Na kwadrans przed pauzą gra się wyrównuje, aby wreszcie oddać II. połowę pod znak całkowitej przewagi Cracovii. Niestety biało-czerwoni, którym sztuka przedzierania się przez linję obrony jest obcą nawet na suchym terenie, nie umieli przewagi swej przypieczętować cyfrowym wynikiem. A przecież mieli w tej połowie start i wyjątkowy zapał, który powinien był im zapewnić zwycięstwo nad cokolwiek przemęczonym i zniechęconym przeciwnikiem. Lepszej sposobności wygrania przeciw b. silnej drużynie zagranicznej trudno będzie się doczekać!

W całości Cracovia zdradziła braki techniczne, jak brak silnego i pewnego wykopu niezbędnego w grze na błocie, nadto zademonstrowała kombinację obliczoną na przypadek i daleką od widywanych niegdyś na tem boisku wzorów. Niektórych graczy jak np. kapitana drużyny Fryca dawno już trener nie oglądał, co łatwo było zauważyć po wykopie udałym raz na dwadzieścia wypadków. Gra nie całkiem fair, głównie z inicjatywy pragnących utrzymać rezultat gości.

Sędzia p. Sternberg, skrócił grę wobec zapadających ciemności i nowej fali gęstego „kapuśniaczku”.
J.Z.
Źródło: Przegląd Sportowy nr 44 z 5 listopada 1924

Stadjon

Jak zwyczajnie termin WW. Świętych pozostawił Związek wolnym od obowiązków gier mistrzowskich dla ewentualnych spotkań zamiejscowych albo i zagranicznych. Skorzystali z tego zwyczajni spólnicy Cracovia i Makkabi, by zaprezentować w Krakowie wcale głośną i w tabeli mistrzostw czeskich wcale poczesne miejsce zajmującą praską drużynę Meteor VIII. Cóż kiedy aura nie sprzyjała chwalebnym zamiarom materjalnie dużo ryzykujących spólników. Najfatalniejsza zwłaszcza w drugim dniu zawodów pogoda pozbawiła amatorów footbalu widoku normalnej gry, a zatrzymując liczne rzesze mniej zapalonych widzów w domu, naraziła gospodarzy na dotkliwe przypuszczam straty materjalne. Jeżeli każdy zamiar imprezy zagranicznej uważać należy za czyn chwalebny, to trzeba współczuć z tymi, którzy biorąc to niepewne ryzyko na swe barki, wypróżniają i tak, zdaje się nie bardzo pełne kasy klubowe. Jedna tylko mała uwaga pod adresem gospodarzy. Nic łatwiejszego, jak z zegarkiem w ręku stwierdzać o której godzinie przychodzi zmierzch, a tembardziej o której godzinie należy zawody rozpoczynać. Jeżeli tego zaniedbano przed pierwszem spotkaniem Makkabi - Meteor, to w drugiem dniu należało już bezwarunkowo rozpoczynać wcześniej, skoro dzień pierwszy zmusił sędziego do skrócenia zawodów o 22 minuty. Niezadowolenie widzów, płacących wcale słone ceny, na powyższy temat wydaje się być najzupełniej uzasadnionem. Na pociechę tym niezadowolonym chcę powiedzieć, że ciemności i sędzia oszczędziły im 22 minuty dalszego patrzenia na niezwykle słabą grę Makkabi, która, tym meczem bynajmniej nie udowodniła, by należało się jej prawie, że już zapewnione przejście do A klasy. Inaczej było w dniu drugim. Tam te 15 minut, których zabrakło do normalnego czasu gry, mogły Cracovii przynieść wyrównanie, a może i zwycięstwo na które zasłużyła.
Źródło: Stadjon nr 45 z 6 listopada 1924 [1]