1924-10-05 Cracovia - Wawel Kraków 2:0

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania

Herb_Cracovia


pilka_ico
krakowska Klasa A , 5 kolejka
stadion Cracovii, niedziela, 5 października 1924

Cracovia - Wawel Kraków

2
:
0

(2:0)



Herb_Wawel Kraków


Skład:
Szumiec
Pychowski
Fryc
Strycharz
Cikowski
Zastawniak II
Kubiński
Gintel
Kałuża
Ciszewski
Sperling

Ustawienie:
2-3-5

Sędzia: Andrzej Rutkowski z Krakowa
Widzów: 2 000

bramki Bramki
Gintel (6')
Cikowski (42')
1:0
2:0
Skład:
Jakóbiec
Jesionka
Nowak
Seichter II
Seichter I
Hyla
?
?
?
?
?
Mecze tego dnia:

1924-10-05 Cracovia - Wawel Kraków 2:0
1924-10-05 Wisła III Kraków - Cracovia III 2:3


Spis treści

Zapowiedź meczu

Opis meczu

Tygodnik Sportowy

Relacja z meczu w Tygodniku Sportowym
Mistrz. kl. A. Boisko Crac. Widzów 2000. Crac. w tymsamym składzie, co przeciw Wiśle. Wawel bez Kożucha w pomocy, którego zastępował Seichter z ataku, przez co atak mocno został osłabiony. Gdy przeciw Wiśle Wawel w I. połowie się wyczerpał, grając wyśmienicie, to na tym meczu dopiero w II. połowie zaczął on grać i walczyć, opanowując pole całkowicie. Crac. z miejsca bierze tempo i nad stremowaną drużyną Wawelu uzyskuje zdecydowaną przewagę. Wawel gra przeciw słońcu i to przyprawiło go o utratę 2 bramek. Bramkarz z powodu słońca puścił obie piłki, które były do trzymania i nie powstały wcale z trudnych sytuacyj. Wszystkie inne b. trudne zawiłe sytuacje i piłki bronił i chwytał znakomicie. Mistrzem prowadzenia ataku okazał się tu dziś Kałuża. Skrzydła Sperling i Kubiński (ostatni znakomitemi, płaskiemi centrami) dzielnie mu sekundowały. Łącznicy słabsi. Całe tyły Crac. bardzo słabe, szczególnie Zastawniak, Fryc i Strycharz w II. połowie, Cikowski i Pychowski w I. połowie. Mistrzem sprytu okazał się Gintel, był on zawsze tam, gdzie rozum jego obliczał możliwość gola. Tak powstała 1-sza bramka. Piłkę, chwyconą już przez bramkarza Wawelu niepewnie z powodu świecącego w oczy słońca, wybija Gintel z ręki i pakuje w siatkę. Centrę Kubińskiego ślicznie skierowuje Gintel skośnie do bramki. Bramkarz Wawelu momentalnie robinzonadą chwyta ją na linji bramkowej. Był to najpiękniejszy moment meczu. Z centry Kubińskiego główkuje identycznie Ciszewski tuż ponad poprzeczką. Szereg pięknych strzałów Kałuży i Sperlinga pozostaje bez rezultatu. Dopiero niezwykle silny strzał Cikowskiego z rzutu wolnego z odległości 18-to metrowej ustala wynik do połowy. Piłka szła prosto nad głową bramkarza. Nie widział on jej z powodu słońca, z byt silnie i szybko szła ona i ugrzęzła w siatce, zanim ją spostrzegł.

Tak, jak do pauzy Crac. opanowała pole i praca samego ataku białoczerwonych wystarczyła do zwycięstwa, a niezdarny i niepewny atak Wawelu nie umiał się zdobyć na odwagę strzału, tak w II. połowie obraz gry zupełnie się zmienił. Wawel opanował pole, był śmiały, odważny i rezolutny, Cracovia zaś stała się anemiczną i bezradną. Drużyny zamieniły swe role. Przed pauzą kombinacyjna Cracovia zmiażdżyła bojowy, ale zdezorjentowany Wawel (abstrahując od bramek, chodzi tylko o samą grę). Po przerwie bojowy Wawel zmiażdżył kombinacyjną, ale zdezorjentowaną Cracovię. Siła fizyczna graczy Wawelu, ich zdrowe płuca, znakomity start, ambicja, ofiarność, wytrwałość, zdecydowały o zmianie frontu i oblicza walki. Trochę więcej rozumu i techniki, trochę więcej decyzji i wiary w zwycięstwo, a w całym szeregu dogodnych i niebezpiecznych sytuacji podbramkowych mógłby był Wawel nawet wyrównać. Tembardziej, że należał się mu rzut karny za foul Fryca. Sędzia dał tylko rzut wolny z linji boczne pola karnego. Demonstracyjnie i bez słowa protestu wykonał Seichter wspaniałomyślny gest, bijąc piłkę na aut. Zjednało to publikę, bo było efektownem. Ale w mistrzostwie przy depresji naciskanej, choć zwycięskiej drużyny, mógł taki wolny rzut dać efekt skuteczniejszy, bo bramkę. Wawel nie liczył zdaje się na uratowanie straconych punktów, bo wybrał efektowną demonstrację. Pod sam koniec walki zmienne. Crac. znowu na froncie. Wawel w opałach. Napastnicy Crac. oddają szereg strzałów w słupki i poprzeczkę, lub tuż obok nich. Skontuzjonowany w zderzeniu z Kałużą bramkarz Wawelu broni nadal z poświęceniem i brawurą. Pecha ma Crac., bo tu mogło siedzieć kilka goli.

Interesujący i do ostatniej chwili niepewny co do wyniku, zmienny co do przebiegu, mecz prowadził p. Rutkowski niepewnie i anemicznie. Wawel zeszedł z boiska pokonany, ale podziwiany.
Źródło: Tygodnik Sportowy nr 41 z 7 października 1924

Przegląd Sportowy

Relacja z meczu w tygodniku Przegląd Sportowy
5 października. Cracovia - Wawel 2:0 (2:0)

Mistrzostwo klasy A.

Zawody te nie stały na wysokim poziomie. Typowa walka o punkty. Eksperyment z Gintlem zdaje się jednak być chybionym. Graczowi temu brakuje koniecznej w napadzie ruchliwości i szybkiej orjentacji - a drużynom miejscowym jest zbyt dobrze znany jego groźny strzał to też „trzymają” go i obstawiają pilnie. Również i reszta napastników Cracovii, poza jednym może Kałużą nie miała swego dnia. Grze brakło ciągłości i całości akcji. Linja pomocy stosunkowo najlepsza z całej drużyny, przyczem Cikowski górował znacznie nad skrajnymi partnerami. Obrońcy Fryc, Pychowski również znacznie poniżej swej zwykłej formy; Szumiec w bramce faktycznie poważnej roboty nie miał. Wawel miał najlepszą część drużyny w linji pomocy Seichter II., Seichter I., Hyla zwłaszcza obaj bracia Seichterowie. Bramkarz Jakubiec miał zupełnie słaby dzień. Obrońcy Jesionka Nowak przeciętni. Napad ogromnie ruchliwy i szybki miał wielką wadę - brak strzałów.

Przebieg gry. Początkowo mają biało-czerwoni znaczną przewagę, zaznacza ją już w 6 minucie Gintel pierwszą bramką, zresztą dość przypadkową. Mianowicie Jakóbiec chwycił centrę Kubińskiego, lecz wypuścił piłkę z rąk, tak że nadbiegający Gintel bez trudu usadowił ją w siatce. Zaraz potem wspaniały „volley” Sperlinga z centry Kubińskiego idzie tuż ponad poprzeczką. Dwa rzuty z rogu pozostają niewykorzystane. Nacisk Cracovii zmniejsza się - gra staje się otwartą, bez przewagi którejkolwiek drużyny. Tylko, że Wawel nie dochodzi do strzału natomiast biało-czerwoni zagrażają kilkakrotnie poważnie przeciwnikowi. Na trzy minuty przed pauzą pada druga bramka. Atak Cracovii wstrzymuje ręką Hyla, podyktowany rzut wolny bije Cikowski prawdziwą bombą z 20 metrów w sam górny róg. Pauza 2:0.

Po pauzie ma przez dłuższy czas znacznie więcej z gry Wawel atakując zawzięcie i ostro bramkę Cracovii. Brak decyzji w strzale i prymitywna gra ataku nie zezwala mu jednak na uzyskanie punktu. Ostatnie 10 minut należą ponownie do Cracovii. Sędzia p. Rutkowski.
Źródło: Przegląd Sportowy nr 40 z 8 października 1924

Sport Ilustrowany

Relacja z meczu w poznańskim tygodniku Sport Ilustrowany
Gra mało interesująca, walka o punkty, zasłużenie przez Cracovię zdobyte. Już zaraz z początku atakuje Cracovia, w 6 min. wypada bramkarzowi Wawelu z rąk piłka, co wykorzystuje Gintel i zdobywa pierwszą bramkę. Cracovia dalej w ofenzywie, wypady zaś Wawelu, są tylko sporadyczne i mało niebezpieczne. W 43 min. dyktuje sędzia rzut wolny z za linji pola karnego, wykonany znakomicie przez Cikowskiego, przez co wynik podnosi się do 2:0. Po przerwie obraz gry się zmienia. Chwilowo Cracovia przygniata, jednak nie na długo, Wawel zaczyna grać lepiej i gra staje się otwartą, zaznacza się nawet lekka przewaga Wawelu. Za ordynarne odepchnięcie ręką wyraźnie na polu karnem, dyktuje sędzia rzut wolny z za linji pola karnego, co jako uczynione bez uzasadnienia (Cracovia prowadzi 2:0) przyjmuje publiczność krzykami i nieprzychylnemi pod adresem sędziego uwagami. Pod koniec gry Cracovia znów atakuje, jednakowoż dobra pomoc i obrona Wawelu nie dopuszcza napastników Cracovii strzału.

Z Cracovii wybijali się: Cikowski i Ciszewski, Gintel w ataku był słaby, powinien wrócić na swą dawną pozycję, w Wawelu najlepsi bracia Seichterzy.

Sędzia p. Rutkowski. Publiczności około 1500 osób.
ka.
Źródło: Sport Ilustrowany nr 34 z 9 października 1924

Stadjon

Boisko Cracovii, zawody o mistrzostwo kl. A. Ambitny Wawel twardo i nieustępliwie opierał się pełnemu zespołowi Cracovii. Mimo tego nie dali „Wawelowcy” ze siebie tyle, ile przed tygodniem przeciw Wiśle, zwłaszcza w pierwszej połowie gry, kiedy Cracovii przyniosła dwa punkty strzelone jeden przez Gintla, nie tyle pięknie, co przytomnie, po fatalnym „kiksie” bramkarza Wawelu, drugi bardzo pięknym rzutem wolnym przez Cikowskiego. W drugiej połowie Wawel trzymał się doskonale i miał chwile ostrej ofenzywy. Jeden moment tej drugiej połowy dał znowu wcale dosadną ilustrację obecnej „kwestji sędziowskiej” w Krakowie. W pewnej chwili prawe skrzydło Wawelu dostaje piłkę, mija niebezpiecznego Fryca i ciągnie groźnie ku bramce Cracovii. Oczywista Fryc jednym z wielu wypróbowanych swoich fauli, w których nie ma równego w Polsce, kładzie napastnika Wawelu daleko na polu karnem. Sędzia dochodzi na „miejsce czynu” i dyktuje... rzut wolny z linji pola karnego do Cracovii.
Mający go wykonać kapitan drużyny Wawelu zdobywa się na rzadko widywany, pełen rycerskości, u czynnego sportowca jedynie dopuszczalny, akt protestu, przeciw krzywdzącemu rozstrzygnięciu sędziego, oto najspokojniej kopie piłkę na aut. Krótkie ale dosadne i dla sędziego może najdotkliwsze! Wawel wykazał swe zwykłe walory, ambicję, doskonałą kondycję fizyczną i bojowość - oraz swe zwykłe niedomagania brak dyspozycji strzałowej. Cracovia grała nie najlepiej, ale dobrze, ruchliwa z dobrym startem i techniką nie wykazuje już jednak ani śladu tego stylu przepięknego, który jednał jej tyle serc w Polsce. Rogi 6:4 dla Cracovii. Na widowni sporo osób.
Źródło: Stadjon nr 41 z 9 października 1924 [1]