1924-03-23 Cracovia - Schöneberger Kickers Berlin 7:3

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania

Herb_Cracovia


pilka_ico
mecz towarzyski
Kraków, niedziela, 23 marca 1924

Cracovia - Schöneberger Kickers Berlin

7
:
3

(2:1)



Herb_Kickers 1900 Berlin



Sędzia: Molkner

bramki Bramki

Reyman (14')
Sperling (44')
Kałuża (51')
Reyman (60')
Gintel (karny)
Węglowski

Sperling
0:1
1:1
2:1
3:1
4:1
5:1
6:1
6:2
7:2
7:3
(7')






(75')


Opis meczu

Tygodnik Sportowy

Relacja z meczu w Tygodniku Sportowym
Cracovia pierwsza daje inicjatywę w sprowadzaniu drużyn zagranicznych, których występy w obecnym sezonie będą cale liczne. Spadek poziomu i klasy naszego futbalu otworzył nareszcie oczy wszystkim klubom i mimo szalonych kosztów i przeszkód roić się będzie w bieżącym roku od zagranicznych gości najrozmaitszych krajów. Po przezwyciężeniu przeszkód formalnych w naszych szowinistych władzach państwowych napotkano na bezczelny i monstrualny atak opętanych nienawiścią niektórych sfer politycznych, które w sposób iście prowokatorski chciałyby zasugerować naszą publiczność o rzekomej „prowokacji” Cracovii z powodu sprowadzenia „pruskiej” drużyny. Niedwuznaczną odpowiedź otrzymali nieproszeni superpatrjoci od całego sportowego Krakowa, który demonstracyjnie stawił się masowo na boisku, raczej reagując na niegościnny i niesportowy apel histerycznego polityka, niż na przesadzoną nieco przez gospodarzy reklamę stołecznej drużyny Niemiec. Klasa berlińska podniosła się nieco w ostatnich 2 latach, dowodem tego rozgrywki międzymiastowe teamu Berlina. Sch. Kickers jednakże nie udowodnił, poza szaloną ambicją i wytrwałością, że jego klasa futbalowa usprawiedliwiła poprzedzoną reklamę. Jest on najwyżej na 4-tem miejscu w Berlinie po Un. Oberschöneweide, Berliner Sportvereinie i Charlottenburgu, a posiadanie reprezentatywnych graczy jest mocno wątpliwem (nazwiska graczy tego nie mówią). Z fachowego zatem punktu widzenia nie doznaliśmy wielkiej emocji i możemy i na te zawody z tych powodów, jakoteż i terenowych patrzeć sub specie dobrego treningu. Także i nasze wymagania nakazują nam żądać od Cracovii pomiarów sił z silniejszą i wyższą klasą, niż obecnych gości. Na początek, jako przygotowanie, było to całkiem korzystne dla Crac., jako porównanie klasy nawet dość niekorzystne.

Cracovia i goście wystąpili w obu dniach w tych samych składach. Cracovia w komplecie, atak jej Sperling, Reyman III., Kałuża, Węglowski, Zimowski mile uderzał swem staraniem, lotnością i ruchliwością. Szczególnie lewe strony obu drużyn w ofenzywie i defenzywie były znacznie lepszemi i taktycznie niebezpieczniejszemi. W pierwszym i drugim dniu goście osiągają prowadzenie, zwycięża zaś zasłużenie Cracovia. Rezultat wysokocyfrowy niedzielny nie jest miarodajnym, nieznajomość bowiem terenu i przeciwnika tłumaczy go poniekąd. Ze jednak tyły Crac. dopuściły aż do 3 bramek i to z nielicznych kilku sporadycznych wypadów, dowodzi pewnego spadku jej trio obronnego, a szczególnie Popiela, który się jakoś nie rozumie ze swymi partnerami, a szczególnie ze Strycharzem, do którego czuje niezwykłą sympatję artystyczną, z wdzięczności bowiem za pomoc, udzieloną przeciwnikowi przy wepchnięciu piłki do bramki, ucharakteryzował mu całą „buzię” naturalną szminką, bo błotem, tek że biedny Strycharz i publiczność nie wiedziały, czy należy on do białoczerwonych, czy do „Czarnych”. Sportowym i koleżeńskim ten postępek Popiela nie był tembardziej, że sam zrobił kupę błędów na obu meczach i zawinił niejedną bramkę. Te nieporozumienia tyłów Crac. wystąpiły jaskrawo we wtorkowym meczu, w których do pauzy goście mieli nawet przewagę i wywoływali taki chaos u białoczerwonych, że np. Synowiec kilkakrotnie znalazł się na miejscu Gintla i Strycharza, przypominając sceny ze zdjęć hiszpańskich. Mimo to był on w obu dniach najlepszym i najproduktywniejszym z pomocników, szczególnie w niedzielę, kiedy się nawet przyjemnie odznaczał od bardzo słabego Cikowskiego. Ostatni lubuje się od pewnego czasu w trykach solowych, przeznaczonych dla galerji, które są często efektowne, często jednak blamują go, jak np. usiłowane podanie tyłem do przeciwnika, miast do swego. Ogromny postęp zaznacza Reyman III., który wraz z Szperlingiem stanowią doskonałą dwójkę. Natomiast Węglowski w zespole niknie i często swoją ciężkością i zbyt długiem przetrawianiem planów Kałuży, krzyżuje akcje. Zimowski stanowi wraz z najlepszym w druż. Crac. Sperlingiem doskonałą parę skrzydeł, nienależycie popieraną i wyzyskiwaną przez Węglowskiego i Strycharza. Kałuża nabył nieco więcej ruchliwości i może wróci do swej dawnej formy. Jego myślowa robota jest ciągle pierwszorzędną. Jak całość drużyny się przedstawiać będzie, zobaczymy w następnych meczach. Goście byli technicznie i taktycznie słabszym przeciwnikiem, odznaczali się dobrym startem i biegiem ,kondycją fizyczną, zapałem, dyscypliną i ambicją. Z graczy wybijali się indywidualnie bramkarz, lewy obrońca, środek i lewy pomocnik, oraz lewy łącznik. Kombinacja górna, szybka, brak planowości, techniki stopingu i główkowania. Styl jeszcze dość prymitywny, typowo północno-niemiecki, acz wyrobiony. W drugim dniu z trudnością zwyciężyła Crac., choć jej się to należało. Bramki strzelili w niedzielę Reyman III. i Sperling po 2, Gintel (karny niesprawiedliwy), Kałuża i Węglowski po 1, we wtorek Reyman i Kałuża po 1.

Sędziował w niedzielę p. Molkner całkiem poprawnie, w drugim dniu p. Ziemiański niepewnie i trochę stronniczo.
Źródło: Tygodnik Sportowy nr 13 z 16 marca 1924

Przegląd Sportowy

Zawody te poprzedził incydent prasowy, który należy napiętnować. Oto jedno z pism krakowskich wystąpiło w przeddzień zawodów z artykułem, wzywającym do odwołania zawodów, które jakoby są prowokacją „polskiego” Krakowa. Artykuł wzmocniono pogróżką, że gdyby zawody miały się jednak odbyć, „społeczeństwo” zajmie samo odpowiednie stanowisko.

„Społeczeństwo” zrobiło też rzeczywiście, co do niego należało, przybywając tłumnie na zawody. Berlińczyków przyjęto oklaskami, należnymi sportowym gościom. Z tą samą przychylnością przywitano wręczenie im proporca i wymianę słów między przedstawicielami klubów. Poza zwyczajami i względami kurtuazji wielu zapewne skłoniła do oklasków myśl, że jednak znalazł się pomost między sąsiadującymi narodami, który umożliwia spokojną i uczciwą rywalizację. Pomostem tym mógł i powinien być sport, w imię jednego z naczelnych swych ideałów, t. j. pokojowego zbliżenia narodów.

Tych parę słów pod adresem redakcji, którą może pouczy przebieg zawodów, jak dalece nie zdaje sobie sprawy z istoty sportu i nastrojów „społeczeństwa”.

Cracovia miała jeden ze swoich dawnych dni. Ci, którzy tak skwapliwie kolportują wieści, że Cracovia „nie jest już starą Cracovią”, ponieśli przykrą porażkę. Cracovia umie grać i umie odnieść w spotkaniu międzynarodowem zwycięstwo w wielkim stylu. Nie trzeba zapominać, że jeśli ten i ów z graczy gorszym jest niż był dawniej, to nie brak i takich, którzy są lepsi. Rozstrzyga spoistość drużyny i duch bojowy. Jedno i drugie nie zawiodło w niedzielnem spotkaniu.

Berlińczycy wystawili zespół okazały fizycznie, szybki, karny i zgrany, ale technicznie i kombinacyjnie dość prymitywny. Błoto, w którem piłka grzęzła jak kartofel w mazi, utrudniało im niewątpliwie wyzyskanie walorów swych, polegających na szybkości i przeboju. Gdy jednakże dwie uzyskane przez nich bramki przypisać należy błotu, to wynik spotkania niedzielnego można nazwać zupełnie realnym wyrazem ustosunkowania sił.

Przebieg zawodów, rozegranych na niezmiernie ciężkiem do gry boisku, był bardzo emocjonujący i potrafił utrzymać widownię przez całe okresy gry w wielkiem napięciu. Dotyczy to szczególnie pierwszej połowy, w której Cracovia, zawładnąwszy polem zupełnie, przecież nie mogła wykazać cyfrowo swej przewagi. Ba! musiała nawet w 7 minucie stracić pierwszy punkt z jedynego niemal wypadu berlińczyków. Strzelcem był prawy łącznik. Fatalny ten zazwyczaj omen dla Cracovii nie zepsuł jednakże nastroju drużyny. Po serji ataków i dwu rzutach z rogu z pięknej centry Zimowskiego wyrównuje w 14 minucie voley’em Reyman, nadspodziewanie w zawodach tych dysponowany. Bramka ta nie zmienia i nadal obrazu gry. Cracovia trzyma przeciwnika w ryzach, pozwalając mu raz jedyny dobić do pola karnego. Fryc stosuje system jednego obrońcy, wobec którego atak berliński okazuje się rozbrajająco bezradny. W 44 minucie Szperling długim wypadem podbiega z piłką niemal do linji bramkowej i zdobywa drugą bramkę dla Cracovii.

Po pauzie gra więcej otwarta, ale mniej „pechowa” dla Cracovii. W 6 i 15 m. meldują się w bramce piłki Kałuży i Reymana. Rychło później sędzia nazbyt może pochopnie dyktuje karny przeciw „Kickersom”. Sprawcą wydarzenia był obrońca Kickersów, o którego nogę potknął się Kałuża. Czy podstawiono mu ją umyślnie, na to zapewne nie mógłby przysiąc sam sędzia Molkner. Rzut wyzyskuje niezawodnie Gintel. Karność, z jaką przytem berlińczycy podporządkowali się rozporządzeniu sędziego bez jednego słowa protestu, zaiste była podziwu godną. Szóstą dla Cracovii bramkę zdobywa Węglowski w sposób nie pozbawiony komizmu. Znalazłszy się na polu karnem w pozycji do strzału dogodnej, kopie w piłę „od ucha” i kiksuje. Piłka „fałszywcem” objeżdża obronę, Węglowski orjentuje się i poprawia, tym razem ze skutkiem.

Po bramce tej berlińczycy dobywają sił i zaczynają atakować skuteczniej, acz i teraz trudno zmusić im do interwencji Popiela. W 30 minucie pada jednakże groźny strzał, piłka wyślizguje się z pod piersi „robinzonującego” Popiela i „poprawiona” wjeżdża do bramki. Raz jeszcze rewanżuje się Szperling solową akcją. W końcu w ostatnich minutach gry Strycharz popełnia błąd, podając za słabo piłkę Popielowi. W pustą bramkę Cracovii wpada z tego po raz trzeci piłka Kickersów.

Jeżeli chodzi o ocenę poszczególnych graczy i części drużyn, to podkreślić należy piękną i skuteczną grę ataku Cracovii. Wrogowie Kałuży przyznać muszą jedno: dobry czy zły, „dawny” czy niedawny – atak bez niego nie idzie. Jeżeli nie umie strzelać, to umie innym wykładać piłki do strzału, a w błyskawicznej orjentacji jest zawsze niedościgniony. Szperling rozpoczął sezon znakomicie i w zawodach tych był prawdziwym postrachem nieprzyjaciela.

W pomocy Cikowski energiczny i świetny technicznie, musiał często pracować za Strycharza, wskutek czego Synowca widzieliśmy nieraz na środku boiska. Taktyka i wytrawność tego gracza wystąpiły w spotkaniu niedzielnem w całej pełni. Obrona świetna w regularnym boju, traci czasem głowę w gorących sytuacjach.

W drużynie berlińskiej wyróżnił się bramkarz grą rozumną i solidną, doskonałym był również lewy obrońca. Linja pomocy, z wyjątkiem lewego, była najsłabszą częścią drużyny. W ataku, którego system gry przypomina Pogoń z przed dwu lat, dobre skrzydła i przytomny lewy łącznik. Tu i ówdzie zdradzał atak ten zdolność do strzału, nierozwiniętą należycie wskutek złego stanu boiska.

Zawody rozegrane nadzwyczaj „fair”, prowadził miękko i chwilami niedbale p. Molkner.
(tel)
Źródło: Przegląd Sportowy nr 11 (149) z 26 marca 1924 [1]