1925-03-22 Cracovia - Polonia Warszawa 9:1

Z WikiPasy.pl - Encyklopedia KS Cracovia
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania

Herb_Cracovia


pilka_ico
mecz towarzyski
Kraków, niedziela, 22 marca 1925

Cracovia - Polonia Warszawa

9
:
1

(7:0)



Herb_Polonia Warszawa



Sędzia: Molkner
Widzów: 3 000

bramki Bramki
Sperling (6')
Gintel (8' k.)
Sperling (11')
Gintel (13' k.)
Kałuża (27')
Kałuża (38')
Kałuża (41')

Sperling (72')
Kałuża (90')
1:0
2:0
3:0
4:0
5:0
6:0
7:0
7:1
8:1
9:1







Emchowicz (63')

Zobacz również: Zdjęcia z meczu

Spis treści

Zapowiedź meczu

Opis meczu

ciekawy moment z zawodów - zielona trybuna wali się
Cała galeria ››

"Wielki trjumf krakowskiej klasy fuballowej." -
Tygodnik Sportowy

Wielki trjumf krakowskiej klasy fuballowej.

Relacja z meczu w Tygodniku Sportowym cz.1
Relacja z meczu w Tygodniku Sportowym cz.2
22.3. Cracovia – Polonia (Warszawa) 9:1 (7:0)!

Mecz ten był pierwszą i niezwykłą atrakcją bieżącego sezonu. Takich tłumów publiczności, takiego łańcucha dorożek i powozów, już dawno w Krakowie, zrażonym spadkiem poziomu naszych klubów i straszną sytuacją gospodarczą, nie widzieliśmy. 3000 widzów wypełniło po same brzegi boisko Jutrzenki (Cracovia bowiem powiększyła i restauruje boisko swoje). Mnóstwo gości zamiejscowych, członków i zwolenników Cracovii, przybyło specjalnie na te zawody, oczekując z naprężeniem rewanżu białoczerwonych z mistrzem stołecznym, który ubiegłego roku pogromił Crac. w Warszawie 4:1.

Wszyscy prawie uważali Polonję za faworyta. Zwycięstwa jej ostatnie, a szczególnie z rywalką lokalną, Warszawianką, 10:0, zapowiadały ogólnie świetną kondycję i formę, ba wielu upatrywało w niej poważnego kandydata na mistrza Polski i groźnego rywala Pogoni lwowskiej i Wisły krakowskiej.

Lecz kapryśna bogini Fortuna, która już nieraz udowodniła, że gra futballowa to nieprzewidziana loterja, której ostateczne wyniki nigdy nie są przewidziane, postanowiła inaczej. Przygotowana na klęskę Cracovia wyszła na boisko przeciw pewnej zwycięstwa Polonji z ambitną chęcią rewanżu. Grząski i miękki teren dopomógł jej. Zanim się Polonia zorjentowała, rozglądnęła, została w ciągu niespełna pierwszego kwadransa całkowicie zmiażdżoną i Crac. z niebywałym entuzjazmem, popierana przez uszczęśliwioną i rozanieloną swoją publiczność, zapewniła sobie do pauzy wynik 7:0, nienotowany może jeszcze w historji naszej A klasy, nie mówiąc już historji rozgrywek między naszymi czołowymi klubami.

Nie ulega wątpliwości, że przedewszystkiem ma lekka i technicznie lepiej wykształcona Crac. sukces ten do zawdzięczenia głównie terenowi i przedpołudniem już, oglądając boisko Jutrzenki na meczu tejże z Uranią, typowałem wobec znajomych, mimo ogólnie faworyzowanej Polonji, na kilkubramkowe zwycięstwo gospodarzy. Znam Cracovię i jej graczy i wiem, że zawsze na błocie gra o klasę lepiej.

Ale i publiczność przyczyniła się do tego trjumfu. Pragnęła ona rewanżu nad dumnymi i lekceważącymi już Kraków Warszawiakami. Kierownik sekcji futballowej Polonji warszawskiej, obecny prowodyr futballu stołecznego, p. Strzelecki, wygrał w Krakowie zielonostolikową kampanję przeciw prezesowi PZPN., ale nie wygrał jej jeszcze przeciw prezesowi Cracovii. Dr. Cetnarowski dał nietylko jako prezes PZPN, ale i prezes Cracovii, p. Strzeleckiemu, Warszawie i całej Polsce, dosadną odpowiedź na zielonej murawie, kto jest i gdzie znajduje się serce i mózg futballu polskiego.

I dlatego masowa suggestja woli widzów przeniosła się przez eter powietrzny na murawę i przejęła ją drużyna. A z łoskotem walący się pod naporem widzów daszek od budki, znajdującej się za bramką Polonji, był niejako groźnem memento załamania się pochodu zwycięskiego stołecznego faworyta.

Ale nietylko czynnik masowej i zespołowej woli był tu rozstrzygającym. Historja powszechna, a i historja futballu pouczają nas, że nieraz jednostki tworzą rewolucję dziejową, że im zawdzięcza się przełom i przewrót, klęski i zwycięstwa.

Tymi bohaterami byli dn. 22. bm. Sperling, Gintel, Kałuża. Głównie Sperling! On to przecudownym strzałem z wolnego zapewnił Crac. prowadzenie. On to nieustannymi przebojami i wspaniałemi, precyzyjnemi centrami, wyrabiał wszystkie prawie groźne sytuacje i podstawy do zdobycia punktów. A drugi, to Gintel, plebiscytowy egzekutor rzutów karnych. Publika desygnowała go na to „honorowe” stanowisko „egzekutora karnego”. A trzeci, to Kałuża, niezrównany w orjentacji i pomysłach, odmłodzony jakby po „kuracji Steinacha”. Ci oto trzej gracze, nie umniejszając innym ani ofiarności, ani wspaniałej pracy zespołowej, widnieją na horyzoncie krakowskim świetlanym płomieniem mistrzowskiej gry, a rozum i dowcip ich futballowy zapewniają białoczerwonym sukcesy. Ich mózg i humor dają na zielonej murawie prawdziwy koncert sztuki futballowej i zupełnie nie przesadzamy, jeśli się ważymy na twierdzenie, że znaleźliby oni miejsce w każdej kontynentalnej jedenastce reprezentatywnej. Naturalnie we formie i dyspozycji z ubiegłej niedzieli. Kałuży nie można było wprost poznać. Od lat już nie widziano go w takiej kondycji, walczącego z taką brawurą, zaciętością, ruszającego się tak błyskawicznie, strzelającego i główkującego tak wspaniale i silnie. To był ten dawny Kałuża, mistrz i król polskiego futballu. Na meczu z Toruniem - emeryt, na meczu z Polonją - bohater. I gdy serję bramek rozpoczął w 1-szym etapie początkowym Sperling, a w 2 gim środkowym etapie umocnił i zcementował fundament zwycięstwa Gintel, to w 3-cim i końcowym etapie zapał i kunsztowna gra Kałuży przypieczętowała niebywały i historyczny ten dzień i trjumf krakowskiej klasy futballowej. Ci trzej gracze byli zdobywcami wszystkich 9 bramek. Kałuża 4, Sperling 3, Gintel 2. Dodajmy do tego, że 3 bramki Kałuży w I. połowie pochodziły z center Sperlinga.

Zaraz z początku ofenzywa Crac. W 6’ z rzutu wolnego zdobywa Sperling prowadzenie. Strzał szedł niby centrą w lewy górny róg bramki. Gross stał przy prawym słupku. Nikt się nie spodziewał. Piłka siedziała momentalnie, zanim gracze odetchnęli po strzale. Rzut ten był „klasą”. A Crac. miała takich „klas” w tym dniu więcej. Już w 8’ Gintel z karnego, za foul na Ciszewskim, podwyższa na 2:0, w 11’ Sperling po solowym biegu i kiwnięciu przeciwników na 3:0, w 13’ drugi karny za foul na Rusinku, bity przez Gintla. 4:0. W ciągu 13’ 4 bramki! Polonja była zmiażdżoną! A mimo to zachowała spokój. Właściwie może nawet teraz dopiero się uspokoiła. Bo w pierwszym kwadransie nie wiedziała, nie mogła wiedzieć, co się z nią dzieje. Bramki te przyszły jak lawina, jak jakieś fatum, nie do pojęcia! Ale wszystkie jej wypady i ataki rozbijały się o wspaniale pracujące tyły Crac. Kilka tylko dobrych strzałów Lotha, Emchowicza i Tupalskiego przeszły groźnie obok, lub ponad bramką białoczerwonych. Defenzywa jednakże Polonji, z powodu nieszczęsnego pomysłu wstawienia typowego i długoletniego środkowego pomocnika Lotha I, do obrony, zawiodła i po krótkim odpoczynku uzupełnia Kałuża w 27’, 38’ i 41’ trzema wspaniałemi bramkami (wszystkie z podania Sperlinga) liczbę goli do 7-miu!

Obawiałem się, że Crac. swego własnego tempa nie wytrzyma. Znam znakomite kwadranse początkowe i połówki Cracovii. Z Wisłą prowadziła 2:0 i przegrała 4:2. To nie są decydujące ostatnie kwadranse Rapidu. To są początkowe kwadranse Cracovii. Przez 1 i pół godz. grać w tem tempie i z takim zapałem, to potrafią może Szwajcarzy. I podczas przerwy mówię do redaktorów Goetla, Fächera i Zabielskiego: „Zobaczycie, że Polonja zrobi jedną bramkę, a Cracovia może już niebardzo”. Oczywiście o zniweczeniu zwycięstwa Crac. mowy być nie mogło, nawet gdyby się karty kompletnie odwróciły. To był już za wielki handicap!

I rzeczywiście, jak było do przewidzenia, Polonja błąd w składzie naprawiła. Loth I poszedł do środkowej pomocy, mając u boku Tupalskiego i Lotha IV. I gra szła całkiem inaczej. Pochwalić należy ducha bojowego i spokój Polonii przy takim stanie gry. Silne nerwy ma mistrz stolicy, przynajmniej zewnętrznie. Gracze jego szli ostrzej, ale spokojni i dyscyplinowani. I Polonia uzyskała przewagę, naciskając gospodarzy.

I przecież wkońcu uwieńczone zostały usiłowania gości zasłużonym już dawno golem i Emchowicz uzyskał w 18’ pierwszą i jak się okazało następnie, honorową bramkę. Zmęczenie Crac. pozwoliło Pol. nadal prowadzić otwartą grę, nawet z nieznaczną przewagą, ale słynne kanony stołeczne, Loth II. i Grabowski, pudłowały w dogodnych sytuacjach, defenzywa zaś Cracovii wzięła na siebie w tej fazie cały ciężar, pozwalając atakowi zupełnie odpocząć. I to umożliwiło Crac. nietylko utrzymanie wyniku, ale nawet jego powiększenie. W drugiej części II. połowy wznosi się Crac. znowu do wysokiej formy i w 27’ powyższa Sperling na 8:1, w 45’ zaś ustala rezultat na 9:1 Kałuża indywidualnym golem po tryku w walce z wybiegającym bramkarzem, golem, że tak nazwiemy, „kałużowskim”, tj. z całym szelmowskim dowcipem, pełnym finezji technicznej, wykonanym. Rogów łącznie 10:4 (6:2).

Entuzjastycznie przyjęła publika niebywałą tę, ale zupełnie wedle przebiegu gry się należącą niespodziankę, witając owacyjnie drużynę zwycięską. Sędziował dobrze, poprawnie i sprawiedliwie, p. Molkner, popełniając tylko jeden błąd, właściwy zresztą wszystkim sędziom, a mian., że po foulu nie czekał na skonstatowanie, której partji gracz pozostał mimo przewinienia przy piłce, ażeby nie zepsuć ewent. dogodnej dla pokrzywdzonego sytuacji. I tak Ciszewski uzyskał po foulu regularnego i tem cenniejszego, pięknego gola, niestety sędzia nie mógł go uznać, przedtem bowiem odgwizdał foul. W tym przypadku przewinienie Polonji, które winno było przynieść korzyść pokrzywdzonej Cracovii, przyniosło pożytek stronie zawinionej, Polonji. Pozatem poprowadził ostrą, dość ciężką i męczącą grę, bez zarzutu.

Jeszcze tylko wypadałoby się zastanowić nad grą i graczami Polonji. Atak jest jej najlepszą linją. Tem zupełnie zresztą podobna jest do Pogoni, Wisły i Warty. Zgranie i skuteczność gry cechują go. Szybki i dobry start, bieg, ciąg na bramkę i strzał. A jednak coś mu brakuje. Raczej ktoś - dyrygent. Raczej Emchowicz byłby nim, niż Grabowski mimo, że od lat grają już tak obok siebie. Loth II i Grabowski są właśnie przebojowcami i tankami. Emchowicz jednak obok tego posiada zimniejszą krew i lepszą taktyczną orjentację. Defenzywa w II. połowie znacznie lepsza. Gross tosamo, w I. połowie niezwykle speszony i zdenerwowany.

I jeszcze jeden, mojem zdaniem, poważny błąd systemu ustawienia ataku. Ale to już jest rzecz subjektywnego zapatrywania. Cracovia ma w ataku swym najlepsze siły w skrzydłach i centrze. Na ciężkim, grząskim terenie, grała też tym systemem, że go tak nazwiemy: skrzydłowo-centrowym, jedynie racjonalnym i skutecznym. Łącznicy spełniali swoją faktyczną funkcję pośredniczącą. A mimo to Kałuża obstawiał i unieszkodliwiał środkowego pomocnika Pol., uniemożliwiając temsamem należyte i konieczne zasilanie ataku. Dlatego to brakło Pol. dopływu krwi, dowozu amunicji. Natomiast atak Pol. popełniał właśnie ten błąd zasadniczy. Na błotnistym terenie grał on swą niebezpieczną, ale ciężką, nielotną trójką środkową, przyczem Grabowski, Hamburger i Kriger, stale byli na froncie, łącznicy zaś w tyle. Teoretycznie i zasadniczo ma niby tak być, ale center ataku musi właśnie wiedzieć, kiedy on ma być dyrygentem w tyle i wysyłać skrzydłowych i łączników na front, a kiedy sam ma być na froncie. Zasada strategiczna musi tu wypływać ze sytuacji, zależnie od defenzywy, wzgl. ofenzywy. W każdym razie wolny środkowy pomocnik, jako szósty napastnik, jest największem niebezpieczeństwem.
Źródło: Tygodnik Sportowy nr 13 z 25 marca 1925
drużyna gości
Cała galeria ››

Kurjer Sportowy
(relacja)

Relacja z meczu w tygodniku Kurjer Sportowy cz.1
Relacja z meczu w tygodniku Kurjer Sportowy cz.2
Relacja z meczu w tygodniku Kurjer Sportowy cz.3
Kraków miał znowu swój świetny dzień. Wisła załadowała Bielszczanom dwucyfrówkę, Cracovia sprawiła pogrom mistrzowi stolicy. Serce patrjotów lokalnych napawa się dumą. A i publiczność dopisuje. Na zawodach Wisły około 1000 osób, na boisku Jutrzenki, gdzie grała Cracovia, dawno nie widziane w Krakowie tłumy i odpowiedni też entuzjazm.

Hasło dnia wysokie rezultaty. (…)

Sensacyjna porażka mistrza Warszawy

Cracovia bije Polonję 9:1 (7:0)!

Gdybym w niedzielę rano tknięty proroczem natchnieniem oświadczył: „Cracovia wygra różnicą 8 bramek” – nie znalazłby się kandydat na wierzącego. Życzliwi zmartwiliby się przypuszczając, żem w młodości uderzył głową o twarde podłoże. Szacunek i zaufanie odzyskałbym dopiero po południu po ostatecznem i bezapelacyjnem ustaleniu rezultatu jak wyżej. Wprawdzie spodziewano się, że Cracovia za wszelką cenę będzie usiłowała wziąć rewanż na swym zeszłorocznym pogromcy, lecz biuletyny o fenomenalnej formie stołecznego benjaminka i jego dwucyfrowych skłonnościach mroziły zbyt optymistyczne przewidywania. Tym większą błogością napełnił serca krakowian wynik niedzielny. Cieszono się, lecz nie tą złośliwą radością, która publiczności warszawskiej po klęsce 4:1 dyktowała okrzyki: „No jakże, moralni mistrze?!!” Publiczność krakowska jest za dobrze sportowo wychowana, aby nie odczuła przykrej sytuacji sromotnie pokonanego. Cieszono się powrotem do formy pierwszej w Polsce rzeczniczki piękna w piłce nożnej. Komentowano nie ilość bramek, lecz techniczne wykonanie, fetowano nie triumf siły, lecz zwycięstwo rozumu i prawdziwej sztuki nad nieuleczalną prymitywnością.

Kraków zepsuty przez dawną Cracovię ceni piękno w futbalu. Od lat 2, kiedy Cracovia pod wpływem niepowodzeń chwyciła się najgorszego środka - naśladownictwa górno-pierwotnego stylu swych szczęśliwszych rywali, - Kraków począł stygnąć w zapale do piłki. Frekwencja na meczach zmalała. Imiona pogromców „moralnego mistrza” wymawiano z szacunkiem, ale na mecze ich zbytnio się nie kwapiono. Jeżeli obecnie ładny mecz z T.K.S. był nawiązaniem kontaktu między niedowierzającą publicznością a odradzającą się drużyną – ostatnia niedziela węzły te zacieśniła na czas długi. Może to był dzień wyjątkowy, sporadyczny wypadek, kaprys graczy, efemeryda… Jednak długo zachowam wdzięczność dla drużyny biało-czerwonych za demonstrację dawnego stylu, o którym już zacząłem zapominać.

Zwycięstwo było całkowite i zasłużone. Nawet druga i czwarta bramki, strzelone z rzutów karnych przez niezwodnego egzekutora wyroków – Gintla, były spowodowane nie nastrzeloną ręką lub inną wątpliwą sytuacją, lecz zapałem bojowym napastników Cracovii, którzy rwali na bramkę Polonii z taką żywiołową siłą, że tylko foul mógł uchronić od najpewniejszej bramki. Drużyna biało-czerwonych, zapisawszy na swe konto jeszcze dwie bramki Szperlinga, rozwinęła systematyczną ofenzywę, w której wysoki poziom techniczny nacierających walczył o lepsze z ich sprytem i rutyną bojową.

Teraz rozgrzewa się mistrz Kałuża i, wykorzystując świetną formę Szperlinga, ładuje 3 bramki po kolei. 7:0! Wystarczy chyba do złamania najsilniejszego duchem przeciwnika. To też na plus drużyny warszawskiej zapiszę, że, przestawiwszy nieco tyły po pauzie, umiała ambitnie walczyć przez 25 minut, utrzymać przewagę i często zagrażać bramce gospodarzy. Coprawda tempo, jakie zastosowała Cracovia w pierwszej połowie gry na bardzo ciężkim gruncie, wyczerpało słabszych fizycznie napastników, i dłuższa przerwa w działalności napadu po pauzie była zupełnie usprawiedliwiona.

Ostatnie 20 min. znów należy całkowicie do biało-czerwonych, którzy za jedną bramkę strzeloną przez Emchowicza rewanżują się 2-a bramkami i podwyższają rezultat do sensacyjnego 9:1!

Najpiękniejszemi atakami Crac. w tej połowie były te, których nie uwieńczono bramką. Dwie wzorowe główki Kałuży z brawurą obronione przez Grossa, jedna główka Ciszewskiego tuż nad poprzeczką, nie mówiąc o szeregu ładnych strzałów obronionych przez bramkarza i obrońców… Wreszcie clou ofensywy końcowej atak zainicjowany przez Gintla, atak przez wszystkich recenzentów zanotowany zgodnie jako „sznureczek”. Odebrawszy piłkę swym klasycznym sposobem lewemu łącznikowi Polonji, mija Gintel kolejno zabiegających mu drogę napastników aż do prawego skrzydła, mija prawego pomocnika i czysto wykłada Szperlingowi, ten Ciszewskiemu, Ciszewski Kałuży… skonało gdzieś na Rusinku, wskutek wdania się w sprawę obrońców Polonii, jednak ciąg ten zdumiał precyzją wykonania.

Zwycięstwo niedzielne jest wynikiem świetnej formy. To poczucie kompletnej sprawności dało Cracovii spokój, opanowanie piłki i pozwoliło walczyć najzupełniej fair, a jednak skutecznie. Drużyna pracowała jak idealna całość, i krzywdziłbym resztę, wymieniając kogoś specjalnie. Jednak sprawiedliwość każe przyznać, że głównym motorem była świetna kondycja Kałuży.

Drużynę cechowało wzorowe współgranie i jadowicie mądre wykorzystanie błędów, których zdemoralizowany przeciwnik popełniał aż nazbyt wiele.

Tej grze przeciwstawiła Polonja swój zwykły naiwnie prosty ciąg napadu i bardzo bladą taktycznie grę tyłów. Wielkim błędem było ustawienie z przed pauzy, kiedy Tupalski nie umiał zastąpić Lotha I na środku pomocy, a Loth I czuł się nieswojo w roli obrońcy. Ustawienie po pauzie nie uratowało wyniku, jednak choć w części podczas 25-o minutowej ofenzywy zrehabilitowało warszawian.

Chcę wierzyć, że był to słaby dzień Polonii i że wiele zaszkodziło złe ustawienie drużyny, bo to co widziałem kiepsko świadczyło o jej poziomie technicznym, a w napadzie zanadto trąciło hasłem: „drzyj człeku, sam na bramę i wal jak się da!”

Sędzia p. Molkner pełnił swój urząd poprawnie i najzupełniej bezstronnie.
Źródło: Kurjer Sportowy nr 3 z 25 marca 1925
Ciszewski wzięty w prasę przez obrońców Polonii, strzela tuż ponad poprzeczką
Cała galeria ››

"9:1" -
Kurjer Sportowy
(komentarz)

9:1

Komentarz do meczu w tygodniku Kurjer Sportowy cz.1
Komentarz do meczu w tygodniku Kurjer Sportowy cz.2
Z żadnym wyjazdem Polonii nie łaczyło się tyle nadziei warszawskiego świata sportowego, co z krakowską eskapadą. Polonia jechała bowiem na egzamin. Mimo niepowodzeń krakowskiego footbalu, zawsze jednak opinię o piłce nożnej urabia Kraków. Jak długo Cracovia będzie dzierżyła taki rekord jak to, że dotychczas nie była w Krakowie pokonaną przez lwowską Pogoń, jak długo wreszcie Kraków będzie decydował o tem kto ma grać w barwach polskiej reprezentacji, tak długo wynik z Cracovią lub Wisłą w Krakowie będzie miarą umiejętności. Toteż zainteresowanie wynikiem meczu Polonii z Cracovią było olbrzymie. Doskonałe wyniki Polonii tego roku, budziły najbardziej różowe nadzieje na wynik spotkania w Krakowie i na mistrzostwo.

Kurjer Polski pisał w poniedziałek po meczu:

„Z niecierpliwością wielką oczekiwała wczoraj Warszawa wieści z Krakowa i Łodzi, gdzie rozegrane były mecze Polonii z Cracovią i Warszawianki z Ł.K.S.

Około szóstej wieczór przed firmą Fr. Mandl przy ul. Wareckiej, która miała otrzymać pierwsze telefoniczne informacje, zgromadziły się tak wielkie grupy sportowców, że ruch kołowy został zatamowany.

Wiadomość o klęsce Polonii zrobiła kolosalne wrażenie. Nie wierzono jej ogólnie, gdyż świat sportowy był pewny, iż mistrz stolicy wyjdzie zwycięsko ze spotkania”.

Po tej konsternacji zaczęto dociekać jaka jest przyczyna porażki. Przegląd wieczorny w artykule pod tytułem „Pogrom stołecznych piłkarzy na prowincji” tak tłumaczy klęskę Polonii:

„W dniu wczorajszym nadeszły wieści o katastrofalnym wyniku meczów dwóch drużyn stołecznych: Polonii z Cracovią 1:9 (0:7), i Warszawianki a Łódzkim Klubem Sportowym 0:6 (0:3).

O ile drugi wynik w Łodzi mógł być uznany za prawdopodobny, o tyle [z] wiadomością z Krakowa przeciętny bywalec boisk warszawskich nie chciał się w żaden sposób pogodzić. Rzeczywiście trudno uwierzyć, ażeby drużyna z tak chlubną tradycją, a pretendująca obecnie do tytułu mistrza Polski, pozwoliła dać sobie takie cięgi Cracovii, która została wyeliminowana z tej zaszczytnej konkurencji o najwyższy laur piłkarski.

Na usprawiedliwienie mistrza stolicy trudno cokolwiek przytaczać. Po prostu wynik 9:1 na to nie pozwala. Trochę pocieszyć mogą stroskanych zawodników Polonji następujące motywy, które przyczyniły się aż do tak wysokocyfrowej jej przegranej: 1) antagonizm Krakowa do stolicy, z powodu prób tej ostatniej przeniesienia siedziby PZPN., 2) chęć rewanżu za wynik Cracovi 4:1, na jej niekorzyść w zeszłym roku w Warszawie, 3) upojenie się Polonji swojemi tryumfami dwucyfrowych wyników na B-klasowych drużynach stolicy.

Ostrzegaliśmy w swoim czasie Polonję, że słaby przeciwnik psuje w silniejszej drużynie taktykę obrony, do której w razie potrzeby musi się dostosować gra napadu. Cracovia, znajdująca się obecnie w doskonałej formie, posiadała na tyle silną obronę, ażeby unieszkodliwić przebojowców Polonji, a z drugiej strony natrafiła na obronę drużyny, która w tym roku jeszcze prawie ani razu nie miała sposobności, przekonać się o swoich słabych stronach”.

Zdaniem mojem powyższe przyczyny natury psychologicznej nie są jedynemi powodami klęski Polonji. Tak Pogoń lwowska jak i Wisła powtórzyły w ubiegłym roku, a Cracovia w bieżącym, swoje wyniki z Polonią z przed lat sześciu. Cóż jest przyczyną, że po 6-ciu latach pracy Polonia w stosunku do tych 3 klubów nie postąpiła naprzód? Powód leży w tem, że Polonia nie poprawiła przez ten czas swego stylu. O wynikach Polonji, decydowała zawsze kondycja Grabowskiego czy Lotha II. Kombinacja napadu Polonji okazała się zbyt prostą na drużyny grające bardziej rafinowanym systemem, krakowska prasa dziwiła się, że Polonia nie umiała sobie dać rady z one back systemem Cracovii. Na meczach z Pogonią i Legją widocznem było, że tyły Polonji nie umieją sobie poradzić z kombinacją polegającą na zmianie miejsc łącznika ze skrzydłowym. Nad tymi i tem podobnymi brakami winien popracować dobry trener. Styl dobry, daje to, że okresy słabości daje przetrwać bez wysokich porażek, w chwilach zaś dobrej formy przynosi zdumiewające wyniki. Dla widzów zaś widok stylowej drużyny wówczas, gdy drużyna niema dobrego dnia, nie jest tak przykrem, jak bezładne kopanie drużyny bezstylowej. Tem się tłumaczy to, że Cracovia nawet w tym czasie, gdy przegrywała Z Jutrzenką nie straciła sympatji u swej publiczności.

Czy wynik „histerycznej” Cracovii był produktem specjalnego dopingu, czy też rozpoczął renesans Cracovii? Przyszłość to pokaże. – O ile Polonia źle wyszła na poprawieniu się Cracovii, o tyle sport polski zyskałby. Rok ten, w którym Obrubański oświadczył w Budapeszcie, że w reprezentacji Polski nikt z Cracovii nie gra dlatego, że nikt się nie nadaje – czarnym był dla naszego footbalu.
Źródło: Kurjer Sportowy nr 4 z 1 kwietnia 1925
Gross unicestwia atak Cracovii, kombinację Sperling - Ciszewski, wybierając ostatniemu piłkę z pod nóg tuż przed bramką
Cała galeria ››

Przegląd Sportowy

Senzacja niewątpliwie nie tylko dla Krakowa i Warszawy. Po zeszłorocznej porażce Cracovii w stolicy, przyszła kolej na rewanż, na który zresztą czekano w Krakowie z niecierpliwością. Rewanż ten udał się Cracovii w pełni.

Cracovia wystąpiła do gry z zagiętym niewątpliwie parolem i chęcią godnego wyrównania ostatniego rachunku. - Polonia z pewną tremą, dość uzasadnioną obcem boiskiem, no i przeświadczeniem, że gra nie będzie łatwą.

O katastrofalnej klęsce Polonii, zadecydował właściwie pierwszy kwadrans gry, w którym zapał Cracovii, jej gra ponad przeciętną u niej widzianą klasę, no i szczęście, doprowadziły łatwo do uzyskania czterech bramek. "Dokończenie" potem przeciwnika, mimo, że nie dawał on do końca za wygraną, nie należało już wobec stale rosnącego zapału biało-czerwonych, do rzeczy trudnych.

W pierwszych już chwilach gry, kilka ataków Cracovii, w dawnym świetnym stylu przeprowadzonych, zapowiada grę pełną emocji. Jakoż dalszy jej przebieg, złożył się na wyjątkową całość, która była prawdziwym koncertem biało-czerwonych. Po kilku "ustawionych" przez Fryca ofsidach, wyjaśnia się sytuacja ku absolutnej przewadze Cracovii, która z świetnego podania Kałuży osiąga przez Szperlinga swój pierwszy punkt już w siódmej minucie. Gra toczy się dalej żywo i błyskotliwie, przy ciągłych atakach Cracovii, w których poziom jej technicznie i kombinacyjnie osiąga dawno niewidziane wyżyny. Tuż po niezauważonej przez sędziego ręce Rusinka, następuje ostry faul w polu karnem Polonii, którego rezultatem egzekucja wykonana przez Gintla. Stan 2:0. Polonia zrywa się do ofensywy, którą likwiduje Fryc taktyką ofsidową i znów atak Cracovii osiąga pobliże bramki warszawiaków. Rzut z rogu, bity w 11 minucie podaje świetny tego dnia Kałuża mistrzowską "główką" Sperlingowi, który osiąga trzecią bramkę, a już w dwie minuty potem Gintel bije drugiego w tej grze karnego, osiągają stan 4:0 w pierwszym kwadransie. Cracovia prze dalej z całą siłą,, Polonia jednak powoli otrząsa się z przygniatającego wrażenia kilkunastu pierwszych minut i atakuje dość żwawo, surowa jednak technicznie robota, nie pozwala jej zatrzymać długo piłki. Kilka dobrych pozycji tracą goście z powodu widocznego przedenerwowania. Tymczasem gospodarze podwyższają wynik do 7 bramek.

Po przerwie, Polonia przestawia swą drużynę, wzmacniając należycie tyły i poświęcając baczniejszą uwagę uciekającemu nadmiernie lewemu skrzydłu przeciwnika. Okazuje się to niezwykle skutecznem, gdyż natężenie ataków Cracovii narazie słabnie, i naodwrót rozwijają się ataki Polonii. Ataki te, zmieniają się raz po raz z atakami Cracovii, które są jednak miększe, choć dzięki prześlicznym "główkom" Kałuży i Ciszewskiego, wyglądają prawdziwie efektownie. Tempo jednak słabnie, z czego korzysta Emchowicz i po ładnym biegu bije dalekim strzałem honorowy punkt dla swych barw. Atak Polonii coraz częściej zagląda w pobliże bramki biało-czerwonych. Zakusy te mijają jednak bez skutku, naodwrót, z pięknej centry Kubińskiego, osiąga Sperling strzałem pod poprzeczkę ósmą bramkę, a Ciszewski dziewiątą.

Przechodząc do oceny drużyn, stwierdzić należy, że Cracovia miała swój wyjątkowy dzień. Nie zawiódł z drużyny nikt, a wielu graczy dało prawdziwy pokaz. Z nowych sił, Rusinek, przytomny i rozumiejący grę, potrzebuje jeszcze nieco rutyny, by zostać tem, czem zapowiada się.

Gra Polonii była słabą. Ruchliwa ta i fizycznie dobrze przedstawiająca się drużyna, okazała się, być może, że tylko w tem spotkaniu, jako niewyrobiony pod technicznym względem zespół. Brak opanowania piłki i brak precyzji w podawaniu, przy częstej grze górą, zemścił się na drużynie bardzo dotkliwie. Natomiast podobał się bardzo start i czysta na ogół gra, tudzież dobry duch sportowy, każący walczyć do ostatka.

Najbardziej podobał się atak, mający kilku ludzi lepszych o klasę niż w innych linjach, pomoc dość dobra, obrona słaba. Bramkarz Gross, nie może żadnej z puszczonych bramek zapisać na karb swej nieumiejętności. Trzyma on wprawdzie piłki nieco niepewnie i nie zawsze dobrze się ustawia, jest jednak ruchliwy i gra z poświęceniem. Zawody prowadził poprawnie naogół sędzia Molkner.
Źródło: Przegląd Sportowy nr 12 z 25 marca 1925 [1]
róg przeciwko Polonii, bity przez Kubińskiego - piłkę chwyta Gross
Cała galeria ››

Nowości Ilustrowane

Relacja z meczu w tygodniku Nowości Ilustrowane
Do najpiękniejszych sukcesów trzeba zaliczyć senzacyjne zwycięstwo "Cracovii" nad domniemanym mistrzem Polski "Polonią" w stosunku 9:1. W ten sposób Cracovia honorowo zrehabilitowała swą zeszłoroczną klęskę w Warszawie. Trzeba przyznać, że gra Polonji stała na wysokim poziomie, zwłaszcza po pauzie, kiedy zagrażała ona poważnie bramce gospodarzy.
Źródło: Nowości Ilustrowane nr 13 z 28 marca 1925